To nie był zwyczajny pączek ze stołówki. To był pączek, którego Wood kupiła w jednej z lepszych cukierni na Pokątnej i przyniosła tutaj z okazji swojego powrotu do pracy. Schowała go w kieszeń, bo nie do końca wiedziała, co powinna z nim zrobić, kiedy ogarniała wszystkie rzeczy po drodze i brała miotłę. Na pewno nie będzie to najlepszy pomysł, a z pączka zostanie ewentualnie jakiś placek, ale to zobaczy później...
Weszła cicho za Longbottom. Sprzedawca jednak był na tyle zajęty, że zupełnie je zignorował. Miał je gdzieś, nos wpatrzony w ladę, a raczej w przedmiot, który się tam znajdował. Czy było to coś czarnomagicznego? Zapewne nie, przecież nie zajmowałby się takimi rzeczami jawnie, raczej po godzinach, kiedy nikt nie widział. Mogły zaczekać, prawda? Przecież nigdzie im się nie spieszyło. Liczyła jednak na to, że wreszcie uniesie głowę znad biurka i na nie spojrzy.
Ruda zaczęła się rozglądać wokół. Powoli przemierzała wzrokiem wszystkie półki. Podeszła do szafki, która znajdowała się bliżej niej, jej uwagę zwróciła pozytywka z baletnicą. Dotknęła ją nawet dłonią, ale nic się nie wydarzyło. Może faktycznie były tu przedmioty, które należały do tych legalnych? Chociaż nie wiadomo, co sprzedawca mógł mieć na zapleczu. Powinny dokładnie się rozejrzeć.
Otworzenie się drzwi odwróciło jej uwagę od pozytywki. Powodowało to trochę zamieszania, bo zdecydowanie łatwiej byłoby im odbyć rozmowę ze sprzedawcą bez gapiów. Tyle, że ci tutaj nie wyglądali na zwyczajnych klientów. Ruda zmarszczyła brwi, kiedy usłyszała, że ma spierdalać. Oni jeszcze nie wiedzieli, to było w tym wszystkim najbardziej zabawne. Nie był to dobry moment na pojawienie się w tym miejscu.
Zbieg okoliczności spowodował, że przyszli tutaj odebrać swoje długi, a może i nawet nie swoje, w momencie w którym w sklepie znalazły się dwie brygadzistki. To był szczęśliwy dzień tego nieszczęsnego sprzedawcy, ale tego dowie się za chwilę.
Heather stała nieco dalej od Brenny, także jej partnerka zareagowała jako pierwsza. Sama Wood również wyciągnęła zza pazuchy różdżkę, którą mocno ściskała i wycelowała w mężczyznę, który stał obok sprzedawcy. Były dwie, ich też było dwóch, więc miały wyrównane szanse. Machnęła różdżką i wypowiedziała pod nosem zaklęcie. Podobne do Brenny, bo to było najbardziej adekwatne w tym momencie. Musiały ich unieruchomić, więc starała się wyczarować magiczne łańcuchy, które go spętają.
Kształtowanie
Akcja nieudana
Sukces!