O. O...o-oOoo! Zaczyna się! Sauriel aż nawet zaczął uważać, kiedy usłyszał magiczne słowo klucz "pokaż to!", a potem zobaczył wystartowanie Victorii do Stanleya to już wiedział, że coś tu się będzie działo. Że coś tu się będzie mocno tentegowało! Chociaż nie wiedział jeszcze, co. Przecież Stanley był chyba dobry w notowaniu i słuchaniu. Prawda? ... bo był, prawda? Więc trochę z niezrozumieniem wyrwał się z tego stanu zupełnego niemyślenia, który niektórzy mężczyźni nazywali black boxem i począł śledzić rozjuszoną kocicę, która miała pod sobą dwóch tłuków do roboty, zamiast dwóch doświadczonych ogrodników. No ale jakby byli doświadczeni to Victoria by została zaproszona na whiskey i ogórki. A nie na ogórki i whiskey. Kolejność tutaj była bardzo istotna! Na szczęście Sauriel był równie ambitny w swoich notowaniach co Stanley i czasami patrzył na to, co on kurwa napisał i ni chuja nie miał pojęcia. Niekiedy były to takie skrawki, że naprawdę mogło wyjść "jedzcie dzieci" z "jedzcie, dzieci". To było bardzo w jego stylu. Najgorsze było to, że akurat w jego wypadku miałoby to aż za dużo sensu. Spokojnie jednak! Jeśli były istoty, co do których Sauriel był bardziej spokojny to właśnie dzieci. Zresztą akurat kobiety też bił mniej chętnie (?) od mężczyzn! Tylko jak się nawinęły. Albo jak... to chyba czas skończyć się pogrążać i wrócić do ogórków.
- Nie jestem! - Bogowie, Victorio! Nie mów tak, bo przecież Mulciber gotów wysypać te ogórki na głowę Sauriela i sprawdzić, czy się ze sobą pobiją! Wtedy jedyną areną byłby ten ogródek, jakby Sauriel z tą łopatą latał dookoła niego za Stanleyem. Z kondycją Stanleya wiadome było, że długo nie pociągnąłby ucieczki. Ale z drugiej strony z jego sprytem pewnie by jeszcze Sauriela zrobił w bambuko! - Czyli jednak kopać! To co mówisz, że nie. - Niezdecydowane te kobiety były, masakra... Sauriel się wyprostował, wyciągnął łopatę z ziemi i oczywiście nie odszedł kroków kilka w bok, no zaczął kopać tam, gdzie stał. Bo czemu miałby gdzie indziej, skoro tutaj już był? Ziemia jak ziemia, nie? Po dwóch wbiciach jednak łopaty i szybkiej ocenie bliskości jego kopania do ogórków... zmienił zdanie i się przesunął kilka kroków. Spojrzał na to rozkopane pole. I był sprytny - poszedł w miejsce, gdzie już Stanley kopać zaczął. Taki to z niego cwaniak był. Czasem, jak zostało już zapisane, coś tam w tej głowie jednak zaskakiwało.
- Słyszysz? Rozpłacze się Stanley. - Starał się ukryć ucieszoną mordę na słowa przyjaciela, że mu przykro będzie, ale powiedział to z takim wyrzutem, jakby naprawdę się tym przejął. Znaczy... no niby przejąąąął... ale bardziej to było zabawne, niż ruszało jego OGROMNE pokłady empatii. Sauriel był tym kumplem, który najpierw cię wyśmiał, jak się wyjebałeś, a potem pomagał wstać. Chyba że sytuacja była poważna. W oczach Stanleya, rzecz jasna, ta konkretna sprawa poważna była. Chyba Sauriel podchodził do tego po prostu z mniejszym zacięciem przez bycie wampirem. Tak, na pewno przez to. Nie doceniał potęgi ogóra. - Ty no weź tutaj tą dupę i mi poświeć. - Zawołał Stanleya, jak ten stwierdził, że "rozkopieMY"... a potem stał obok Victorii i jak prawdziwy pracownik drogowy - kontrolował, czy dobrze jest kopane. W końcu każda praca potrzebowała koordynatora. Szefem była Victoria, każdy szef potrzebował zastępcy... i tak dalej. Jak Stanley podszedł z różdżką to wrócił do kopania... - Kurwa, Stanley! komu świecisz, mi czy sobie? - Obruszył się gdzieś w trakcie. I... no kopał. Bo w zasadzie nie wiedział ni chuja, jak głęboko, więc gotów był i kopać 6 stóp pod ziemię! Akurat na czyjąś trumnę, choć to akurat ogórki mieli chować, a nie zwłoki.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.