Nie był to pierwszy sukces, jaki udało im się wypracować. Przez te kilkuletnią znajomość mieli już sporo wzlotów i upadków, które tylko umocniły ich relację. Avery wierzyła, że tak samo będzie tym razem, że co ich nie zabije, to wzmocni, czy jakoś tak. Musieli to przetrwać, bo właściwie to nie potrafiła sobie wyobrazić, że nagle Stanleya nie ma obok. Przyzwyczaiła się już do tego, że jest. Nie potrafiłaby chyba przywyknąć do innej możliwości. Zależało jej na nim, nie wybaczyłaby sobie, gdyby taki głupi wybryk miał zakończyć tę relację. Póki co trzymała się myśli, że będzie dobrze, i że odpowiednio postąpiła mówiąc mu o wszystkim.
Stella starała się nie chwalić szczególnie swoją umiejętnością. Wiedziała, że ludzie różnie reagują na informację o tym, że ją posiada. Zresztą sama często się zastanawiała, czy zainteresowanie jej osobą nie było głównie spowodowane urokiem związanym z jej genetyką. Miała problem, aby ufać ludziom, bo nie wiedziała na ile są z nią szczerzy, a na ile to tylko chwilowe zauroczenie. Borgin trwał u jej boku tyle, że miała pewność co do szczerości tego wszystkiego. Nie zdarzało się to często.
Do jej nozdrzy dotarł zapach tytoniu. Spojrzała na swój kieliszek, który był pusty. Skłoniło ją to do tego, żeby udać się do kuchni bez słowa. Potrzebowała więcej alkoholu, żeby przetrawić tę rozmowę. To było jedyne, czego była dzisiaj pewna. Nalała sobie pełny kieliszek, nie patrząc w ogóle na zasady savoir vivre'u. Nie będzie musiała tu wracać za moment, chociaż może była to przynajmniej jakąkolwiek wymówka, aby uciec od tej całej konwersacji. Z drugiej strony, czy powinna uciekać? Sama chciała stawić temu czoła, jakoś dobrnie do końca. Wróciła więc do salonu, na swoje miejsce. Zwilżyła usta wiem. Wiatr przyjemnie muskał jej plecy, gdy siedziała na parapecie. Istna sielanka, gdyby nie to, że przed sobą miała zirytowanego Borgina.
Uniosła wzrok, spojrzała na niego nieco speszona, gdy ponownie się odezwał. Chciał wrócić do pierwszego pytania. Słuchała uważnie tego, co chciał wiedzieć, a jego słowa wcale nie były przyjemne. Powtórzyło się to, co znała. Ludzie za każdym razem reagowali tak samo. Zakładali, że korzystała ze swoich umiejętności, żeby coś ugrać. Odetchnęła głęboko, jej oddech stawał się coraz cięższy i bardziej przyspieszony. Widać było, że naprawdę się denerwuje. - Masz odpowiedź, dlaczego Ci nie powiedziałam o tym darze. - Głos jej drżał, bo była zdenerwowana. - Za każdym razem zostaje posądzona o to, że próbuje coś ugrać, że nie jestem szczera, że wykorzystuje innych. - Mówiła coraz głośniej, wkurzyły ją dosyć mocno te zarzuty.
- Tak Stanley, jesteś tutaj tylko dlatego, że od samego początku naszej znajomości traktowałam cię urokiem. Inaczej by cię tutaj nie było. - Prychnęła. - Zadowolony? To właśnie chciałeś usłyszeć? - Zeskoczyła z parapetu i zbliżyła się do mężczyzny. - Jak w ogóle śmiesz o to pytać. - Naprawdę okropnie się poczuła, kiedy usłyszała te pytanie które brzmiało dla niej jak zarzut. Szczególnie, że naprawdę była przewrażliwiona na tym punkcie.
Stanęła tuż przed nim. Uniosła głowę do góry, aby móc się mu przyjrzeć. Oczy jej błyszczały, była wściekła. Postanowiła ponownie upić spory łyk wina z kieliszka. Wydawać się mogło jednak, że alkohol zamiast ją uspokajać, to działał zupełnie inaczej. Nakręcał ją jeszcze mocniej. Nie zamierzała też mu oczywiście wspomnieć o tym jedynym razie, gdy użyła na nim swoich umiejętności. Nadal uważała, że cel był słuszny i zrobiła to dla jego dobra.
- Czy widziałeś kiedyś pierdolonego Theona Yaxleya? Wiesz jak on wygląda? Mówią, że ich rodzina kiedyś trochę zbyt blisko zapoznała się z olbrzymami, widać to po nich. - Nadal miała uniesiony głos. - Co Twoim zdaniem miałam zrobić? Odepchnąć go, uciec? Jakim cudem? - Była wkurwiona. Miała ochotę zakończyć temat, a ten dopytywał bardzo szczegółowo o każdą pierdołę.
- Jeśli to prawda? Jeśli to prawda?! - Nie mogła zrozumieć dlaczego jej nie wierzy. Zamachnęła się i rzuciła kieliszkiem w ścianę, żeby wyładować złość. - Jesteś idiotą, że w ogóle możesz mnie o coś takiego podejrzewać. Sama ci o tym wszystkim powiedziałam, naprawdę myślisz, że by tak bo, gdybym coś do niego czuła? Gdyby mnie coś z nim łączyło? - Zrobiła się czerwona na twarzy, czuła że policzki że złości zaczynają ją piec.
- Nic tu po tobie jeśli mi nie wierzysz. Tam są drzwi. Do widzenia. - Powiedziała chłodno, bo nie zamierzała przysięgać. Uważała, że ta prośba jest przesadzona.