23.08.2023, 21:31 ✶
Nie musiał wcale usprawiedliwiać, jego prywatną sprawą było to, dokąd i dlaczego się udał. Nigdy nie była wścibska, bardzo ceniła sobie prywatność, więc nie widziała logicznego uzasadnienia, dla chęci zapoznania się z cudzymi sekretami. W dzisiejszych czasach im mniej się wiedziało, tym lepiej. Jeśli chodzi o teleportację, nie czuła wstydu lub zmieszania, bo faktycznie, najpierw nie miała zupełnie na podejście do egzaminu czasu, a później już wyjechała i rozpoczęła karierę. Podróżowanie kominkiem lub świstoklikiem nie naruszało też tak mocno błędnika oraz nie wywoływało nudności, poprzez uczucie ścisku w żołądku. Podróż w szpilkach należała do przyjemnych po twardym i jednolitym podłożu, natomiast w trawie lub na piaszczystej ścieżce, obcasy zakopywały się w ziemie, marsz spowalniał i było tu zupełnie niepraktyczne. Warto wspomnieć również o tym, że taki but ulegał zniszczeniu.
Nie chciała mu sprawiać kłopotu, dodatkowo wyglądał, jakby się śpieszył i jednocześnie z tego obrotu wydarzeń był zwyczajnie niezadowolony. Była niezależna, znała kilka sztuczek i poradziłaby sobie zapewne sama, nawet jeśli trwałoby to odrobinę dłużej, niż powinno. Przekręciła głowę na bok, wbijając w niego spojrzenie błękitnych oczu.
- Rozumiem. To bardzo miłe z Twojej strony, zwłaszcza jeśli nie znalazłam się tu z Twojej winy. Mój ojciec z pewnością będzie wdzięczny. - odpowiedziała spokojnie, nie widząc sensu w dalszym naciskaniu, skoro przedstawił sytuację w ten sposób. Faktycznie, William Flint mógłby mieć pretensje, gdyby syn przyjaciela zostawił ją — w jego oczach niewinną i odrobinę nieporadną, wciąż młodziutką — na pastwę dzikich łąk i pagórków Norweskich. Ojciec zawsze odrobinę dramatyzował, pewnie przez to, że matka umarła, gdy Cyna była młoda, a przecież były do siebie całkiem podobne, nie licząc jasnych oczu i mieniących się srebrem włosów, które dziewczyna miała po jednej z babek. Nie zwalniała kroku, chcąc za nim nadążyć.
Musiała mu wręczyć zioła teraz, na wypadek, gdyby później zapomnieli.
- Są zabezpieczone na tyle, że nic się im nie stanie nawet przy wstrząsach. - wyjaśniła, sugerując, że nie musiał przejmować się faktem ewentualnego wymieszania i tym samym zmiany sposobu działania poszczególnych kombinacji zielarskich. Praca w kostnicy miała więcej plusów, niż odporność na chłód, jednak pozostałe były mniej oczywiste, a kilka zakrawało ściśle o nekromancję.
Szli w milczeniu, wiatr leniwie kołysał wysoką trawą i gałęziami drzew, wprawiając w ruch także długie i proste włosy czarownicy. Przyjemnie było brać głębokie oddechy, odetchnąć trochę od zgiełku oraz chaosu Londynu — nie pamiętała, kiedy ostatnio opuszczała wielkomiejskie mury. Na horyzoncie zaczęła malować się chatka wraz z budynkami gospodarczymi o nietypowym, ale ładnym połączeniu kolorów.
- Twój przyjaciel ceni sobie spokój oraz prywatność. - zauważyła, rozglądając się dookoła, ale nie dostrzegła innych mieszkańców. Cudownie pewnie było przemierzać te okolice konno. Cynthia splotła ręce pod biustem i wbiła spojrzenie w Nicholasa. - Nie będziemy mu się narzucać z tym świstoklikiem? - zapytała jeszcze, gryząc się w język o wspomnieniu na temat mugoli, do których znała przecież podejście jego rodziny oraz tego, czy mieszkaniec osobliwego domku faktycznie w nim będzie.
Nie chciała mu sprawiać kłopotu, dodatkowo wyglądał, jakby się śpieszył i jednocześnie z tego obrotu wydarzeń był zwyczajnie niezadowolony. Była niezależna, znała kilka sztuczek i poradziłaby sobie zapewne sama, nawet jeśli trwałoby to odrobinę dłużej, niż powinno. Przekręciła głowę na bok, wbijając w niego spojrzenie błękitnych oczu.
- Rozumiem. To bardzo miłe z Twojej strony, zwłaszcza jeśli nie znalazłam się tu z Twojej winy. Mój ojciec z pewnością będzie wdzięczny. - odpowiedziała spokojnie, nie widząc sensu w dalszym naciskaniu, skoro przedstawił sytuację w ten sposób. Faktycznie, William Flint mógłby mieć pretensje, gdyby syn przyjaciela zostawił ją — w jego oczach niewinną i odrobinę nieporadną, wciąż młodziutką — na pastwę dzikich łąk i pagórków Norweskich. Ojciec zawsze odrobinę dramatyzował, pewnie przez to, że matka umarła, gdy Cyna była młoda, a przecież były do siebie całkiem podobne, nie licząc jasnych oczu i mieniących się srebrem włosów, które dziewczyna miała po jednej z babek. Nie zwalniała kroku, chcąc za nim nadążyć.
Musiała mu wręczyć zioła teraz, na wypadek, gdyby później zapomnieli.
- Są zabezpieczone na tyle, że nic się im nie stanie nawet przy wstrząsach. - wyjaśniła, sugerując, że nie musiał przejmować się faktem ewentualnego wymieszania i tym samym zmiany sposobu działania poszczególnych kombinacji zielarskich. Praca w kostnicy miała więcej plusów, niż odporność na chłód, jednak pozostałe były mniej oczywiste, a kilka zakrawało ściśle o nekromancję.
Szli w milczeniu, wiatr leniwie kołysał wysoką trawą i gałęziami drzew, wprawiając w ruch także długie i proste włosy czarownicy. Przyjemnie było brać głębokie oddechy, odetchnąć trochę od zgiełku oraz chaosu Londynu — nie pamiętała, kiedy ostatnio opuszczała wielkomiejskie mury. Na horyzoncie zaczęła malować się chatka wraz z budynkami gospodarczymi o nietypowym, ale ładnym połączeniu kolorów.
- Twój przyjaciel ceni sobie spokój oraz prywatność. - zauważyła, rozglądając się dookoła, ale nie dostrzegła innych mieszkańców. Cudownie pewnie było przemierzać te okolice konno. Cynthia splotła ręce pod biustem i wbiła spojrzenie w Nicholasa. - Nie będziemy mu się narzucać z tym świstoklikiem? - zapytała jeszcze, gryząc się w język o wspomnieniu na temat mugoli, do których znała przecież podejście jego rodziny oraz tego, czy mieszkaniec osobliwego domku faktycznie w nim będzie.