26.08.2023, 02:05 ✶
- Z nimi jednak znacznie łatwiej sobie poradzić… chyba że masz je na własnej głowie – odparła i wzdrygnęła się nieco. Ale tak. Mając odpowiednie obuwie, nawet niekoniecznie należało uciec się do magii – można było po prostu stanąć na takim delikwencie grożącym jadowitym żądłem. Ale to naprawdę trzeba było mieć porządne buty…
… oczywiście żadne obuwie nie było w stanie zaradzić na pajęczaka buszującego we włosach. Tak, użądlenie prosto w łepetynę z pewnością miałoby znacznie gorsze skutki niż gdyby trafiło, powiedzmy, w kostkę. A nawet jeśli nie gorsze – to zapewne nadeszłyby po prostu znacznie szybciej, mocno skracając czas możliwej reakcji, by jednak udało się ujść z ambarasu cało.
Kontemplowała malowidło, usilnie próbując wyłuskać z pamięci twarze posągów. Jak bardzi były podobne? Może w zasadzie – faktycznie – identyczne? Czasem żałowała, że nie ma takiej pamięci jak Cal czy Ulysses, z drugiej strony… możliwość zapomnienia była darem. A jednocześnie i przekleństwem. Och, gdyby tylko można było swobodnie wybierać i postanawiać: pamiętam to i to, a ty tam – wynoś się z mojej pamięci! Ale to nie było, niestety, takie proste. Aczkolwiek z pewnością mogłoby ułatwić parę spraw.
Odruchowo skinęła głową. Linia krwi… biorąc pod uwagę miejsce i czas, ta opcja zdawała się mieć najwięcej sensu – ale i też, być może, za wcześnie na wysnuwanie takich wniosków.
- Ewentualnie to może być też kwestia symboliki czy ichniej kultury… – wymruczała jeszcze, daleko będąc od autorytarnego rozstrzygnięcia, że na pewno było tak bądź tak. Naprawdę, póki co zbyt mało widzieli. Może o ten wizerunek będą potykać się o krok, aż zaraz zaczną odnosić wrażenie, że wyskoczy im z ustępu? A może natkną się na coś innego.
Kontemplacja nie mogła trwać wiecznie – gdy Rookwood zajął się drzwiami, również skupiła na nich swoją uwagę – a raczej na tym, co mogło znajdować się poza nimi. Lun też tym, co Ulysses mógłby uruchomić, gdyby jednak podał błędne rozwiązanie. Ale tu poszło gładko, co przyjęła z pewnym zadowoleniem…
… i podeszła bliżej, będąc zresztą przywołaną.
- Hmmmm... – wymruczała, zerkając za próg, bez jego przekraczania – póki co – rzecz jasna. Ciemność zdawała się wręcz pożerać światło, a do tego ta linia…
- Stój, bara-! – wypaliła, zdając sobie sprawę z tego, że Shafiq się jednak pośpieszył. Bo nie zdążyła ocenić, czy czai się tu klątwa, a jeśli tak – nie zdążyła również i bliżej zbadać oraz unieszkodliwić. Pospieszył się – i uruchomił coś, czego zdecydowanie nie powinien był budzić. Budzić? Tak, klątwy przecież miały swoje życie, w pewnym sensie…
… wycelowała różdżką i spróbowała zdjąć to coś, co wstępnie zdawało się zagarniać Cala cal po calu…
… oczywiście żadne obuwie nie było w stanie zaradzić na pajęczaka buszującego we włosach. Tak, użądlenie prosto w łepetynę z pewnością miałoby znacznie gorsze skutki niż gdyby trafiło, powiedzmy, w kostkę. A nawet jeśli nie gorsze – to zapewne nadeszłyby po prostu znacznie szybciej, mocno skracając czas możliwej reakcji, by jednak udało się ujść z ambarasu cało.
Kontemplowała malowidło, usilnie próbując wyłuskać z pamięci twarze posągów. Jak bardzi były podobne? Może w zasadzie – faktycznie – identyczne? Czasem żałowała, że nie ma takiej pamięci jak Cal czy Ulysses, z drugiej strony… możliwość zapomnienia była darem. A jednocześnie i przekleństwem. Och, gdyby tylko można było swobodnie wybierać i postanawiać: pamiętam to i to, a ty tam – wynoś się z mojej pamięci! Ale to nie było, niestety, takie proste. Aczkolwiek z pewnością mogłoby ułatwić parę spraw.
Odruchowo skinęła głową. Linia krwi… biorąc pod uwagę miejsce i czas, ta opcja zdawała się mieć najwięcej sensu – ale i też, być może, za wcześnie na wysnuwanie takich wniosków.
- Ewentualnie to może być też kwestia symboliki czy ichniej kultury… – wymruczała jeszcze, daleko będąc od autorytarnego rozstrzygnięcia, że na pewno było tak bądź tak. Naprawdę, póki co zbyt mało widzieli. Może o ten wizerunek będą potykać się o krok, aż zaraz zaczną odnosić wrażenie, że wyskoczy im z ustępu? A może natkną się na coś innego.
Kontemplacja nie mogła trwać wiecznie – gdy Rookwood zajął się drzwiami, również skupiła na nich swoją uwagę – a raczej na tym, co mogło znajdować się poza nimi. Lun też tym, co Ulysses mógłby uruchomić, gdyby jednak podał błędne rozwiązanie. Ale tu poszło gładko, co przyjęła z pewnym zadowoleniem…
… i podeszła bliżej, będąc zresztą przywołaną.
- Hmmmm... – wymruczała, zerkając za próg, bez jego przekraczania – póki co – rzecz jasna. Ciemność zdawała się wręcz pożerać światło, a do tego ta linia…
- Stój, bara-! – wypaliła, zdając sobie sprawę z tego, że Shafiq się jednak pośpieszył. Bo nie zdążyła ocenić, czy czai się tu klątwa, a jeśli tak – nie zdążyła również i bliżej zbadać oraz unieszkodliwić. Pospieszył się – i uruchomił coś, czego zdecydowanie nie powinien był budzić. Budzić? Tak, klątwy przecież miały swoje życie, w pewnym sensie…
… wycelowała różdżką i spróbowała zdjąć to coś, co wstępnie zdawało się zagarniać Cala cal po calu…
Rzut PO 1d100 - 4
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Rzut PO 1d100 - 31
Slaby sukces...
Slaby sukces...