26.08.2023, 14:47 ✶
To był najgorszy ze wszystkich dni, jakie do tej pory przeżyłem, a skoro przebijał swą potęgą wszystkie poprzednie najgorsze ze wszystkich dni, to było naprawdę najgorsze najgorszeństwo jakie można było sobie tylko wyobrazić. Ociekałem w tym cholernie niepocieszony i nie byłem w stanie zrobić nic, co odwróciłoby szalę na moją korzyść, choć wielokrotnie próbowałem i zapewne dalej będę próbował przemówić jej do rozsądku.
Wpatrywałem się w nią, siedzącą tuż nieopodal. Była prześliczna. Uśmiechała się rozmarzona i spoglądała niemalże w moim kierunku. Łudziłem się tylko przez chwilę, marząc, że to dzięki mnie jej wargi rozszerzają się w tym zniewalającym uśmiechu, ale kiedy tylko usłyszałem Jego głos, zacisnąłem niezadowolony wargi i powstrzymałem się przed odwróceniem głowy w kierunku stojących nieopodal mężczyzn. Nie zamierzałem na Niego patrzeć, gdyż za każdym razem kiedy to robiłem, spoglądał na mnie z wyższością, niczym zwycięzca, którym zresztą był. Sir James „Pożal Się Boże” Howard był najgorszym człowiekiem na świecie i zaręczył się z moją... z moją Aveliną. Dla pieniędzy! A myśl o tym, jak będzie ją traktował... jak ją... Och, te myśli zdejmowały mi sen z powiek. Och, ja nieszczęsny! Przeklęty!
Zacisnąłem dłonie na trzymanej nerwowo lasce i przeklinałem dzień, w którym los przekreślił moją atrakcyjność w oczach panny Heinzel. Nie byłem w stanie nic na to poradzić. Nie miałem odpowiedniego wizerunku, kulałem, a na dodatek nie byłem hrabią... Jedyne, co mogłem ofiarować pannie Heinzel, to serce, którego akurat nie chciała. Niestety, urodzenia nie byłem w stanie kupić za pieniądze, które na nic mi się teraz zdawały.
Obejrzałem się mimowolnie na tego przeklętego Howarda i natychmiastowo tego pożałowałem. Znowu się prostował dumnie niczym paw. Dostojnie przy tym wyglądał, co nie zmieniało faktu, że brał za małżonkę Avelinę... Też się wyprostowałem. Nie powinienem się garbić w takich momentach, gdyż to oznaka słabości. Wystarczyło, że laska odbierała mi godności. Chwyciłem czym prędzej za filiżankę z herbatą, chcąc udawać, że mnie to nie obeszło, i niemal się nią nie oblałem ze zdenerwowania. Cholera!
I cholera! Może skoro nic nie docierało do tej mojej duszki, powinienem pójść w układy z Howardem? Nie chciałem z nim rozmawiać, ale bardziej nie chciałem by Avelina cierpiała, a z pewnością tak miało być u boku tego bezbożnika. Ona w ogóle go nie obchodziła, a zasługiwała przecież na wszystko co najlepsze! Był parszywym człowiekiem. Ciekawe, czy byłby w stanie dotrzymać obietnic? Jeśli nie przemówię mu do rozumu, to może chociaż pieniądze to zrobią?
Nawet nie zdawałem sobie sprawy z tego, że podczas tych rozważań ponownie wpatrywałem się w jej nieskazitelne oblicze, więc zamrugałem kilka razy w niedowierzaniu, kiedy Avelina obdarzyła mnie swoim spojrzeniem. Uśmiechnąłem się do niej delikatnie. Ach, serce zabiło mi jak szalone... Szkoda tylko, że na jej wargach malowała się niechęć do mojej osoby.
Wpatrywałem się w nią, siedzącą tuż nieopodal. Była prześliczna. Uśmiechała się rozmarzona i spoglądała niemalże w moim kierunku. Łudziłem się tylko przez chwilę, marząc, że to dzięki mnie jej wargi rozszerzają się w tym zniewalającym uśmiechu, ale kiedy tylko usłyszałem Jego głos, zacisnąłem niezadowolony wargi i powstrzymałem się przed odwróceniem głowy w kierunku stojących nieopodal mężczyzn. Nie zamierzałem na Niego patrzeć, gdyż za każdym razem kiedy to robiłem, spoglądał na mnie z wyższością, niczym zwycięzca, którym zresztą był. Sir James „Pożal Się Boże” Howard był najgorszym człowiekiem na świecie i zaręczył się z moją... z moją Aveliną. Dla pieniędzy! A myśl o tym, jak będzie ją traktował... jak ją... Och, te myśli zdejmowały mi sen z powiek. Och, ja nieszczęsny! Przeklęty!
Zacisnąłem dłonie na trzymanej nerwowo lasce i przeklinałem dzień, w którym los przekreślił moją atrakcyjność w oczach panny Heinzel. Nie byłem w stanie nic na to poradzić. Nie miałem odpowiedniego wizerunku, kulałem, a na dodatek nie byłem hrabią... Jedyne, co mogłem ofiarować pannie Heinzel, to serce, którego akurat nie chciała. Niestety, urodzenia nie byłem w stanie kupić za pieniądze, które na nic mi się teraz zdawały.
Obejrzałem się mimowolnie na tego przeklętego Howarda i natychmiastowo tego pożałowałem. Znowu się prostował dumnie niczym paw. Dostojnie przy tym wyglądał, co nie zmieniało faktu, że brał za małżonkę Avelinę... Też się wyprostowałem. Nie powinienem się garbić w takich momentach, gdyż to oznaka słabości. Wystarczyło, że laska odbierała mi godności. Chwyciłem czym prędzej za filiżankę z herbatą, chcąc udawać, że mnie to nie obeszło, i niemal się nią nie oblałem ze zdenerwowania. Cholera!
I cholera! Może skoro nic nie docierało do tej mojej duszki, powinienem pójść w układy z Howardem? Nie chciałem z nim rozmawiać, ale bardziej nie chciałem by Avelina cierpiała, a z pewnością tak miało być u boku tego bezbożnika. Ona w ogóle go nie obchodziła, a zasługiwała przecież na wszystko co najlepsze! Był parszywym człowiekiem. Ciekawe, czy byłby w stanie dotrzymać obietnic? Jeśli nie przemówię mu do rozumu, to może chociaż pieniądze to zrobią?
Nawet nie zdawałem sobie sprawy z tego, że podczas tych rozważań ponownie wpatrywałem się w jej nieskazitelne oblicze, więc zamrugałem kilka razy w niedowierzaniu, kiedy Avelina obdarzyła mnie swoim spojrzeniem. Uśmiechnąłem się do niej delikatnie. Ach, serce zabiło mi jak szalone... Szkoda tylko, że na jej wargach malowała się niechęć do mojej osoby.