O dziwo informacje o tym, że nie ma na to antidotum mężczyzna przyjął ze spokojem. Może pozornym, ale Avelina nie mogła tego wiedzieć. Myśli Cathala były dla niej niedostępne – może to i dobrze, bo gdyby wiedziała, że ten jest tak zdenerwowany nie puściłaby go w świat. Nie chciała, aby jej klienci po jej słowach robili głupoty i rozszarpywali ludzi. Sama miała zamiar znaleźć antidotum na te bombonierki. Będzie też z większą uwagą przyglądać się różnym, nielegalnie stworzonym wyrobom cukierniczym. Nie chciała, aby ludzie przypadkiem trafili na jakieś niebezpieczne lub źle zrobione psikusy. Wiedziała, że są sklepy, które parają się takimi żartami, ale tu nie było żadnego potwierdzenia, że produkt jest bezpieczny dla zdrowia. Był to żart bardzo podły i niechciany.
Schowała czekoladki w odpowiednim pojemniki, nakleiła na nim etykietę z informacjami dotyczącymi tego skąd je ma i co mniej więcej robią. Zapisała karteczkę też dla szefa jakby sam się tym wyrobem zainteresował. Zmieniła plakietkę na drzwiach, aby ludzie z zewnątrz wiedzieli, że apteka jest czynna. Martwiła się trochę o tamtego mężczyznę, ale myśli o nim szybko uleciały w eter, gdy wpadła ponownie w wir pracy. W przerwach, gdy miała spokój czytała książkę o ziołach szukając takich, które wpływają na mowę. Chciałaby mieć umiejętność rozpoznawania poszczególnych składników po zapachu. Czasami z tymi prostymi jej wychodziło, ale nie wszystkie były łatwo wyczuwalne.