27.08.2023, 19:09 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 27.08.2023, 19:12 przez Leo O'Dwyer.)
- Piąte, piąte... Dopiero piąte i aż piąte - zauważyłem, wchodząc do klatki i zastanawiając się, które to niesamowite drzwi. Wszystkie prosiły się o to bym je drapnął pazurem, pozostawiając ślad, bym je zbadał i zawłaszczył dla siebie. O tak! Pięć super mieszkań i każde gotowe do zamieszkania przeze mnie i Delliana. Swoją drogą, to niesamowite, że zechciał ze mną zamieszkać. Chyba nikt nie chciał ze mną mieszkać, ale on postanowił ze mną zamieszkać, bo byliśmy najlepszymi-najlepszymi przyjaciółmi pod słońcem, księżycem i pod pochmurnym niebem również.
Złapałem go za dłoń by się pospieszył, bo chciałem już tam być i zobaczyć to COŚ, co mogliśmy nazwać domem, o ile oczywiście Dellian się zgodzi. Miałem przeogromną nadzieję, że to zrobi. Już piąty raz z rzędu.
- Fajki, nie fajki. W barach zawsze śmierdzi fajkami, a bary są fajne, ale jak przyniosę tu połowę biblioteki, to i tak będziesz czuł tylko kurz. Kurz-kurz-kurz! I możemy kupić świeczki zapachowe. Jakie zapachy? Może takie kawowe, co o tym myślisz, Delliano? - zapytałem, zastanawiając się, czy nie zrazi go to, że to pierwsze piętro, ale gdyby chciał szybciej schodzić po schodach, to zawsze mogłem go popchnąć, hehe, z góry. Żartowałem sobie, rzecz jasna, z biednego Delliana. Nigdy nie zrobiłbym mu krzywdy, ale jeśli sobie zażyczy, to mogę go wciągać i ściągać na dół w drewnianym kubełku. Jeśli tylko obieca, że mnie czasami też będzie tak wziuu robił w dół. Na górę zresztą też. Poza tym ponoć to mieszkanie miało mieć balkon, więc będzie łatwiej to robić.
- NA MERLINA, DELLIAN, ZOBACZ TYLKO TE DRZWI! TO SĄ DRZWI, KTÓRE JA CHCĘ-CHCĘ-CHCĘ... NA PEWNO NIE MA TU GRZYBA, A JEŚLI JEST, TO ZAWSZE MOŻEMY GO HODOWAĆ NA SPRZEDAŻ - odparłem, puszczając Dellianową dłoń by wpakować się do środka. Wziąłem głęboki wdech na środku mieszkania i stwierdziłem po raz piąty, że to było właśnie to, na co czekaliśmy. Co prawda, grzyba na razie nie wyczuwałem, może niewielkie przewiewy, ale jak szturchnę nieco Bella, zagrożę obcięciem wibrysów, to będzie przychylniejszy do wydania opinii jak najbardziej pozytywnej. Poza tym to dzięki wietrzeniu, z pewnością nie było tu grzyba!
- I jest balkon! Jest balkon tak jak obiecali - stwierdziłem podjarany. Zdążyłem chyba już oblecieć całe mieszkanie, kiedy ten Ollivander dopiero gramolił się do środka. - Bierzemy! Powiedz, że bierzemy - odparłem po raz piąty, poprawiając zaraz swój głos na błagalny. Co ja poradzę na to, że wszystkie te mieszkanie były niczym złoto dla gościa takiego jak ja?
Złapałem go za dłoń by się pospieszył, bo chciałem już tam być i zobaczyć to COŚ, co mogliśmy nazwać domem, o ile oczywiście Dellian się zgodzi. Miałem przeogromną nadzieję, że to zrobi. Już piąty raz z rzędu.
- Fajki, nie fajki. W barach zawsze śmierdzi fajkami, a bary są fajne, ale jak przyniosę tu połowę biblioteki, to i tak będziesz czuł tylko kurz. Kurz-kurz-kurz! I możemy kupić świeczki zapachowe. Jakie zapachy? Może takie kawowe, co o tym myślisz, Delliano? - zapytałem, zastanawiając się, czy nie zrazi go to, że to pierwsze piętro, ale gdyby chciał szybciej schodzić po schodach, to zawsze mogłem go popchnąć, hehe, z góry. Żartowałem sobie, rzecz jasna, z biednego Delliana. Nigdy nie zrobiłbym mu krzywdy, ale jeśli sobie zażyczy, to mogę go wciągać i ściągać na dół w drewnianym kubełku. Jeśli tylko obieca, że mnie czasami też będzie tak wziuu robił w dół. Na górę zresztą też. Poza tym ponoć to mieszkanie miało mieć balkon, więc będzie łatwiej to robić.
- NA MERLINA, DELLIAN, ZOBACZ TYLKO TE DRZWI! TO SĄ DRZWI, KTÓRE JA CHCĘ-CHCĘ-CHCĘ... NA PEWNO NIE MA TU GRZYBA, A JEŚLI JEST, TO ZAWSZE MOŻEMY GO HODOWAĆ NA SPRZEDAŻ - odparłem, puszczając Dellianową dłoń by wpakować się do środka. Wziąłem głęboki wdech na środku mieszkania i stwierdziłem po raz piąty, że to było właśnie to, na co czekaliśmy. Co prawda, grzyba na razie nie wyczuwałem, może niewielkie przewiewy, ale jak szturchnę nieco Bella, zagrożę obcięciem wibrysów, to będzie przychylniejszy do wydania opinii jak najbardziej pozytywnej. Poza tym to dzięki wietrzeniu, z pewnością nie było tu grzyba!
- I jest balkon! Jest balkon tak jak obiecali - stwierdziłem podjarany. Zdążyłem chyba już oblecieć całe mieszkanie, kiedy ten Ollivander dopiero gramolił się do środka. - Bierzemy! Powiedz, że bierzemy - odparłem po raz piąty, poprawiając zaraz swój głos na błagalny. Co ja poradzę na to, że wszystkie te mieszkanie były niczym złoto dla gościa takiego jak ja?