27.08.2023, 21:38 ✶
- Ach, te fioletowe drzwi mogą być nawet i turkusowe, ale się zgódź. Mniejsza z kolorami. Nie ma tu grzyba! Ani zielonego, ani białego, ani żadnego - odparłem, uprzedzając jakiekolwiek jego pytania. Aż zatańczyłem chwilę na środku pokoju, który mógł być naszym salonem. Wyobrażałem już sobie jak z vinyli leci muzyka, jak pijemy sobie kakałko albo mleko z miodkiem i śmiejemy się z głupich żartów wieczorami. O, i ten kominek... - I jest tu kominek. Można grzać łapki - zauważyłem, zaglądając do środka. Spojrzałem w górę, czując ciąg. Nawet zakręciło mi się w nosie, przez co kichnąłem i obsypałem się nieco popiołem, ale Dellian i tego tego nie widział. W takich momentach cieszyłem się, że nie dowidzi, bo mogłem spokojnie zachowywać swój urok osobisty. Mogłem mu wcisnąć, że nie osmoliłem się sadzą i on to łyknie. Na bank. Jak pelikan.
- Sam się oprowadź, ćwoku - odpowiedziałem mu czule. - Zazwyczaj taki silny i niezależny ślepiec, a teraz nagle potrzebujesz rączki żeby cię oprowadzić? A wiesz, że cię oprowadzę?! Zrobię to, bo jestem przesłodki i przeuroczy, i jestem twoim najlepszym-najlepszym przyjacielem, najlepszym, lepszym niż Bell - zawyrokowałem, nie czekając na jakiekolwiek potwierdzenia. Nie wiem, czy biegałem jak tępe kundle, czy po prostu stawiałem pełne gracji wielkie kroki (prędzej to drugie), ale od razu znalazłem się obok Delliana i wziąłem go pod rękę. Skierowałem przez niewielki przedpokój do tego mniejszego pokoju.
- Tu są trzy pokoje... Ten jest najmniejszy i jest w środku, więc obstawiam, że najcieplejszy - odparłem, pozwalając by sobie tam pomacał w środku co chciał. - Sucho, widzisz? Tam w drugim też, a w trzecim jest kominek, ale o tym mówiłem, ale pomyśl jak będzie można przy nim grzać łapki... - ponowiłem wizję, w razie gdyby gdzieś po drodze mu to umknęło.
- Poza tym jest spora kuchnia, więc można tam urządzić jadalnię, a do toalety nie zaglądałem - przyznałem szczerze, bo sam Dellian słyszał, że się podjarałem balkonem i kominkiem, i tymi wszystkimi pokojami. Może jakoś szczególnie przestronne nie były, ale przytulne, suche i wywietrzone.
- I jest balkon. Możemy jeść na balkonie croissanty na śniadanie. Jak w Paryżu to robią! Nie, uprzedzę twoje pytanie, nie byłem tam, nie widziałem na własne oczy, ale opowiadała mi taka bardzo ładna dziewczyna... Z pewnością była modelką, ale się do tego nie przyznała, ale opowiadała, ze wróciła z Paryża i że jadła croissanty, i że inni też tam jedli śniadania na balkonie. O brzasku dnia... Lubię długo spać, ale myślę, że czasami złapię wczesny świt. Szczególnie wracając z baru rodziców... Wiesz, opowiadałem ci, że pomagam... Ale Bell też miałby swobodę, prawda? Aby niech się za bardzo nie panoszy, bo moje ego też potrzebuje miejsca, swobody... I zastrzegam sobie wyłączone prawo korzystania z moich zapasów mleka oraz alkoholu - opowiedziałem co nieco, niemalże na jednym wydechu. Taka to była historia! Ach, od tego opowiadania aż zaschło mi w gardle. Żałowałem, że nie zabrałem ze sobą butelki mleka. Albo dwóch. Albo trzech. Albo całej kanki. Byłbym do tego zdolny.
- Sam się oprowadź, ćwoku - odpowiedziałem mu czule. - Zazwyczaj taki silny i niezależny ślepiec, a teraz nagle potrzebujesz rączki żeby cię oprowadzić? A wiesz, że cię oprowadzę?! Zrobię to, bo jestem przesłodki i przeuroczy, i jestem twoim najlepszym-najlepszym przyjacielem, najlepszym, lepszym niż Bell - zawyrokowałem, nie czekając na jakiekolwiek potwierdzenia. Nie wiem, czy biegałem jak tępe kundle, czy po prostu stawiałem pełne gracji wielkie kroki (prędzej to drugie), ale od razu znalazłem się obok Delliana i wziąłem go pod rękę. Skierowałem przez niewielki przedpokój do tego mniejszego pokoju.
- Tu są trzy pokoje... Ten jest najmniejszy i jest w środku, więc obstawiam, że najcieplejszy - odparłem, pozwalając by sobie tam pomacał w środku co chciał. - Sucho, widzisz? Tam w drugim też, a w trzecim jest kominek, ale o tym mówiłem, ale pomyśl jak będzie można przy nim grzać łapki... - ponowiłem wizję, w razie gdyby gdzieś po drodze mu to umknęło.
- Poza tym jest spora kuchnia, więc można tam urządzić jadalnię, a do toalety nie zaglądałem - przyznałem szczerze, bo sam Dellian słyszał, że się podjarałem balkonem i kominkiem, i tymi wszystkimi pokojami. Może jakoś szczególnie przestronne nie były, ale przytulne, suche i wywietrzone.
- I jest balkon. Możemy jeść na balkonie croissanty na śniadanie. Jak w Paryżu to robią! Nie, uprzedzę twoje pytanie, nie byłem tam, nie widziałem na własne oczy, ale opowiadała mi taka bardzo ładna dziewczyna... Z pewnością była modelką, ale się do tego nie przyznała, ale opowiadała, ze wróciła z Paryża i że jadła croissanty, i że inni też tam jedli śniadania na balkonie. O brzasku dnia... Lubię długo spać, ale myślę, że czasami złapię wczesny świt. Szczególnie wracając z baru rodziców... Wiesz, opowiadałem ci, że pomagam... Ale Bell też miałby swobodę, prawda? Aby niech się za bardzo nie panoszy, bo moje ego też potrzebuje miejsca, swobody... I zastrzegam sobie wyłączone prawo korzystania z moich zapasów mleka oraz alkoholu - opowiedziałem co nieco, niemalże na jednym wydechu. Taka to była historia! Ach, od tego opowiadania aż zaschło mi w gardle. Żałowałem, że nie zabrałem ze sobą butelki mleka. Albo dwóch. Albo trzech. Albo całej kanki. Byłbym do tego zdolny.