- Wieeem. - Zamruczał jak rasowy kocur, uśmiechając się przy tym bezczelnie. Klasyczny, zły chłopiec, przed którym ostrzegają mamy swoje córki. Że się nimi zabawi, zwiedzie na manowce, potem zostawi. Wciągnie w złe towarzystwo. Poniekąd tak, jak najbardziej, bo jeszcze musimy dodać do tego, że zarazi alkoholem i paleniem fajek... no z alkoholem to na pewno racje miały. Z tym, że tacy jak Sauriel grzeczni nie byli też. Natomiast mimo tego, że lubił sobie z Norą poflirtować, tak jak z innymi kobietami, to blondynka była w pełni bezpieczna przez mistycznym "wciąganiem w złe towarzystwo" oraz "pobawieniem się i zostawieniem". Było tak wcześniej, teraz tym bardziej. Dla niego te szkolne czasy też były ważne. Kiedy wszyscy byliśmy bardziej niewinni i kiedy największym problemem wydawało się to, że rodzice będą za coś źli. Piekląca się, gorąca krew czarnowłosego zawsze w nim była, często tworzyła kłopoty nie tylko dla niego, ale i osób z nim przebywających, ale zawsze stawał murem za bliskimi. Bronił ich zaciekle i zajadle, czasem wręcz niepoprawnie, biorąc na siebie wszystkie winy, jakie tylko można było wpisać do kajeciku woźnego w szkole. Dziś prawie tego nie robił. Głównie dlatego, że nie odpowiadali przed woźnym, tylko przed wymiarem prawa. Dziś jednak też Sauriel nikogo nie wciągał w swoje problemy ot tak. Nie zabrałby Nory na Nocturn, bo potrzebował drugiej osoby do kradzenia konia. Do tego by Nora się nadawała. Nikomu by nie powiedziała i jeszcze by szukała usprawiedliwień, dlaczego to robi. A jakby zrobił z siebie Robin Hooda to by mu jeszcze przyklasnęła. Tak, nawiność Nory wręcz sprawiała, że kręcił nad nią głową. Miała szczęście, że nikt jej nie wykorzystał w ten sposób. A może i wykorzystał, tylko o tym nie wiedział.
Uśmiech Sauriela się jednak zmienił, kiedy zadała pytanie, które... cóż... było inne od tego, czego człowiek się spodziewał od drugiej osoby. Ale kto, jak nie Nora? Kochana Nora... Nie robił sobie wiele z jej zdziwienia, z jej zblednięcia. Złośliwie co najwyżej chciał powtórzyć i zapytać, czy na pewno się dalej nie boi. To były naturalne reakcje. Takie, które wyostrzały jego apetyt, ale blondynka była daleka od osób, w których by zatopił krew. Pierwszą, której ochotę miał to zrobić tego wieczoru, ale była duża różnica między potrzebami jego bestii i tymi, które potrzebował on. Koniec końców - on miał ostatnie zdanie do powiedzenia. Przynajmniej dopóki tę bestię zaspokajał. Ten uśmiech na twarzy Sauriela zaliczył się do tych enigmatycznych. Ciężko było powiedzieć, co mu po łbie chodziło.
- Bardzo. - Odparł zgodnie z prawdą. - Najbardziej bolało to, że po tym człowiek się budził. - I już nie był człowiekiem. Obserwował ją bez skrępowania, śledząc jej reakcje. Właściwie ich ciekaw. Spaczony umysł Nory był tak szeroki, że niemal by go zdziwiła, gdyby go tak o odtrąciła. - Jakieś tam życie to jest. - Wzruszył ramionami. - Dzięki, Sikoreczko. Było minęło, life goes on. Przynajmniej będę wiecznie seksowny. - Uśmiechnął się szeroko. I wiecznie pewnie tak samo głupi.
- Ay. Ja przynajmniej twoim problemem nie będę. Nie skrzywdziłbym cię, Słońce. Świat by za wiele na tym stracił. - Złapał jej szklankę i poczekał na nią aż wróci ze swoim napitkiem. - No to salut! - I wypił na raz swoją szklanicę, łapiąc się zaraz za szklankę Nory.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.