Była dobrą matką - zależało jej na tym, by jej córce żyło się dobrze i w dostatku, żeby osiągnęła to, czego jej nie udało się zdobyć wiele lat temu. Myśl, że jej mąż zdobył fortunę, co pozwoli im wkupić Avelinę w małżeństwo z hrabim napawało ją szczęściem i nic, absolutnie nic nie było w stanie popsuć jej humoru. Jej nastrój dodatkowo poprawiało to, że lada moment odczuje słodki smak zemsty - tą, na którą czekała tak wiele lat i która wielokrotnie dręczyła ją, nie dając o sobie zapomnieć. Ten, który odrzucił jej uczucie wiele lat temu otrzyma zaproszenie na ślub jako jeden z pierwszych - nie mogła doczekać się, aż ujrzy wyraz jego twarzy.
Siedziała wraz z córką oraz Anne przy jednym stolików w restauracji, w dłoni trzymając kieliszek szampana, którym od czasu do czasu zwilżała wargi. Sam smak tego alkoholu zdecydowanie nie był jej ulubionym, jednak nic nie było bardziej wymownym symbolem zwycięstwa niż właśnie szampan. Co chwilę zerkała na dłoń swej pięknej córki, na której odbijał się ogromny, brylant, klejnot rodu Howardów; nie potrafiła powstrzymać triumfalnego uśmiechu. Doskonale zdawała sobie sprawę, że Sir Jamesa i jej córki nie wiążą głębsze uczucia, jednak... ah, miłość. Na własnej skórze przekonała się, jak niewiele to patetyczne słowo znaczy. W życiu liczyło się coś więcej niż romantyczne uczucie pomiędzy dwójką ludzi - takie coś było dobre wyłącznie w książkach lub powieściach, które tak chętnie czytała wieczorami.
Zawiesiła rozmarzony wzrok na bezkresnym morzu, który ciągnął się daleko, daleko, aż po sam horyzont. Jej córka hrabiną. Nie mogła wymarzyć sobie lepszego życia dla swojej kochanej, przepięknej Aveliny. Słowa Anne momentalnie wyrwały ją z zamyślenia - zatrzymała wzrok na kobiecie, a jej brwi delikatnie zmarszczyły się.
- Nic dziwnego, że zalała się łzami, w końcu sir James to jedna z najlepszych partii. Niejedna panna marzy o tym, by Sir Howard zaszczycił ją spojrzeniem - odpowiedziała błyskawicznie, być może ostrzejszym tonem, niż początkowo zamierzała. Zazdrość to brzydka cecha równie brzydkich ludzi. Biedna Anne, jedyny pierścionek o jakim mogła marzyć to taki wystrugany z drewna lub zrobiony ze źdźbła trawy. A nawet to wydawało się zbyt odległe. Skierowała wzrok na córkę. - Poczyniłam już wstępne rozeznanie w sprawie sukni, skarbie. Zastanawiałaś się już, jaką kreację być chciała? Widziałabym Cię w śnieżnobiałej sukni z bufiastymi rękawami, do tego długi, pięciometrowy, zdobiony złotą nicią welon... - zaczęła świergolić, nie chcąc dopuścić, by jakiekolwiek zmartwienia nawiedziły jej córkę.
beauty and terror
just keep going
no feeling is final