28.08.2023, 21:20 ✶
Niemalże tańczyłem w deszczu, chłonąc rześkie powietrze. Co prawda nie przepadałem, kiedy moczyło mi się futerko, ale teraz byłem w człekokształnej postaci, więc za bardzo nie robiło mi to różnicy, czy byłem niesamowicie przystojny czy byłem niesamowicie przystojny w wersji mokrej, więc kiedy wparowałem do kliniki na swój skrawek stażu, przeczesałem dłonią włosy i machnąłem kilka razy dłonią by pozbyć się z niej resztek deszczu. Chyba złapałem ten nawyk z pozbywania się wody spomiędzy kocich palców... Cóż, nie za wiele to pomogło, więc dyskretnie włożyłem ją do kieszeni spodni. Było tam cieplutko, ale pomyślałem, że przyda mi się ona w pracy, więc się pożegnałem z miłym ciepełkiem, ale obiecałem mu, że potem jeszcze je odwiedzę.
Przebrałem się w śliczne pielęgniarskie fatałaszki i w sumie ruszyłem na podbój świata chorych, a w międzyczasie pozmieniałem nieco grafik tak by móc zobaczyć się ze wschodzącą gwiazdą Quidditcha, ale też tak by mieć czas na podwójne mleko na obiad, by nieco pobajerować tę śliczną dziewczynę z zakaźnego, a na koniec poleżeć sobie na urazówce.
Ach, morda mi się cieszyła, kiedy szedłem na rehabilitację z panną Wood. Miałem aby nadzieję, że Cameron się nie skapnie, że coś tam niechcący się przesunęło. Z pewnością miał inne plany na ten dzień, a już na pewno nie uczył się wczoraj wieczorem całego grafiku na dziś, więc wparowałem do sali i wziąłem głęboki wdech. W dłoni dzierżyłem podkładkę z informacjami o chorej, a także czyste kartki, więc kiedy tylko nie-tak-małą-jak-się-spodziewałem i rudą dziewczynę, wsunąłem się do środka i wskazałem paluchem jej ramię.
- Skoro nie odpada, to nie jest tak źle, panno... Wood - przyznałem na dzień dobry, udając, że szukam jej nazwiska wśród kartek, bo tak to robili w teatrze. Cóż, po czym pękłem, wychodząc ze swojej roli aktorskiej. Niestety, nic we mnie wiecznie nie trwało, oprócz uroku osobistego, więc bez skrępowania podszedłem do niej, wpatrując się w nią niczym w prezent choinkowy. Czym prędzej wyciągnąłem w jej kierunku ten nudny stos kartek, który przykryłem dwiema pustymi. - Potrenujemy twoją rękę. Poproszę dwa autografy. Jeden dla Leo, Della i Bella, a drugi... Drugi bez dopisku poproszę - odparłem, wciskając jej w dłoń jeszcze pióro. Takie ładne. Kacze. Czystobiałe. Z pewnością kontrastowało znacznie z pogodą za oknem, ale ze szpitalną sterylnością ani trochę.
- Jestem zagorzałym panny fanem, ale mój współlokator padnie jak się dowie... Jest ślepy. Od dawna. Nic nie widzi, ale powiem mu jak ładnie wygląda pani autograf. Jest taki biedny, nieporadny. Oprawimy go w ramkę i postawimy na kominku - odparłem zapewne niezgodnie z prawdą, bo na kominku obawiałbym się, że się spali. Schowam go między książkami, ale pokażę Bellowi by ten przekazał Dellowi informację o jego autentyczności i dopiero wtedy ciemną nocą ukryję go w średniogrubej książce.
Przebrałem się w śliczne pielęgniarskie fatałaszki i w sumie ruszyłem na podbój świata chorych, a w międzyczasie pozmieniałem nieco grafik tak by móc zobaczyć się ze wschodzącą gwiazdą Quidditcha, ale też tak by mieć czas na podwójne mleko na obiad, by nieco pobajerować tę śliczną dziewczynę z zakaźnego, a na koniec poleżeć sobie na urazówce.
Ach, morda mi się cieszyła, kiedy szedłem na rehabilitację z panną Wood. Miałem aby nadzieję, że Cameron się nie skapnie, że coś tam niechcący się przesunęło. Z pewnością miał inne plany na ten dzień, a już na pewno nie uczył się wczoraj wieczorem całego grafiku na dziś, więc wparowałem do sali i wziąłem głęboki wdech. W dłoni dzierżyłem podkładkę z informacjami o chorej, a także czyste kartki, więc kiedy tylko nie-tak-małą-jak-się-spodziewałem i rudą dziewczynę, wsunąłem się do środka i wskazałem paluchem jej ramię.
- Skoro nie odpada, to nie jest tak źle, panno... Wood - przyznałem na dzień dobry, udając, że szukam jej nazwiska wśród kartek, bo tak to robili w teatrze. Cóż, po czym pękłem, wychodząc ze swojej roli aktorskiej. Niestety, nic we mnie wiecznie nie trwało, oprócz uroku osobistego, więc bez skrępowania podszedłem do niej, wpatrując się w nią niczym w prezent choinkowy. Czym prędzej wyciągnąłem w jej kierunku ten nudny stos kartek, który przykryłem dwiema pustymi. - Potrenujemy twoją rękę. Poproszę dwa autografy. Jeden dla Leo, Della i Bella, a drugi... Drugi bez dopisku poproszę - odparłem, wciskając jej w dłoń jeszcze pióro. Takie ładne. Kacze. Czystobiałe. Z pewnością kontrastowało znacznie z pogodą za oknem, ale ze szpitalną sterylnością ani trochę.
- Jestem zagorzałym panny fanem, ale mój współlokator padnie jak się dowie... Jest ślepy. Od dawna. Nic nie widzi, ale powiem mu jak ładnie wygląda pani autograf. Jest taki biedny, nieporadny. Oprawimy go w ramkę i postawimy na kominku - odparłem zapewne niezgodnie z prawdą, bo na kominku obawiałbym się, że się spali. Schowam go między książkami, ale pokażę Bellowi by ten przekazał Dellowi informację o jego autentyczności i dopiero wtedy ciemną nocą ukryję go w średniogrubej książce.