Wzrok Aveliny wrócił do Anne, starła się nie wykazywać obaw, ani nie wyglądać na kogoś kto będzie przejmować się plotkami. Czuła jednak coraz większe zdenerwowanie. To nie tak, że sir James mógł mieć kogoś na boku, lub obiecywać ten pierścionek innej – nie kochała go, ale nie chciała, aby inni mówili o niej źle, aby kiedyś chcieli jej współczuć. Nie zniosłaby litości od innych. Wolała, aby każdy jej zazdrościł i będzie robić wszystko, by tak zostało, aby inni zazdrościli jej życia, a nie na odwrót. Ave zacisnęła zęby i wciągnęła cicho powietrze. Oh, nie znosiła takich kobiet w swoim otoczeniu, ale sama czasami nie była od nich lepsza prawda?
– No właśnie, nie wypada – odpowiedziała mierząc ją wzrokiem ledwo powstrzymując się przed pogardą w oczach. Nauczyła się być milusia, przyjemna i w towarzystwie być odpowiednio kulturalna. Nie chciała za wiele mówić, aby nie palnąć głupoty, po której pół statku będzie miało o czym rozmawiać. Wiedziała, że jej matka szybko postawi tę kobietę do pionu, a Avelina nauczy się czegoś nowego.
Sytuacja, w której ta kobieta widziała jej zaręczyny była w takim razie na rękę, bo mogła od razu zabić w sobie bezsensowne nadzieje na żyli długo i szczęśliwie w objęciach Howarda. Wątpiła, aby Howard chciał ją za żonę ze względu na miłość, ale ona sama również nie czuła do niego mięty. To Arrow wyzwalał w niej więcej uczuć – wmawiała sobie, że były tylko te negatywne – ale nigdy tego nikomu nie powiedziała, ani nie zamierzała nikogo o tym informować. Nie pamiętała, dlaczego jego obecność ją zawsze denerwowała, ale miała wrażenie, że tak powinno być.
– Też mi się podoba ta wizja, mamo – uśmiechnęła się odwracając wzrok od nieszczęsnej plotkary i skupiając się na czymś bardziej przyjemnym.