30.08.2023, 22:39 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 30.08.2023, 22:41 przez Leo O'Dwyer.)
Prychnąłem dwukrotnie i to wcale nie przez sadzę, którą miałem wszędzie w ustach i w nosie również. Prychnąłem za pierwszym razem, bo Bell i jakaś tam bratnia dusza to mi się tak średnio zgrywało, bo zapewne to oznaczało to, że nie będę mógł go wykopywać z mieszkania, bo to bratnia dusza Delliana, a Delliana to ja lubiłem, więc będę musiał traktować Bella jak równego sobie, choć był kotem i się panoszył, kiedy to ja miałem prawo się panoszyć, a nie on, ale... No trudno. Jarała mnie wizja mieszkania z Dellianem, więc musiałem zaakceptować tego kocura, poza tym Dellian miał parę rąk. Jedną mógł głaskać mnie po głowie, a drugą Bella. I to ja wybiorę pierwszy, którą chcę, a Bell będzie musiał się dostosować! Tak będzie! Jeśli nie ugram tego, to zrobię to podstępem, oferując Bellowi swoje zapasy. Ale tylko ten jeden raz! I wtedy zajmę miejsce, które będę chciał! Tak-tak-tak!
Ale dobra, cicho! Bo opowiadałem, że prychnąłem dwa razy i te właśnie drugie prychnięcie było potemu, że Dellian sprowadzał mnie na ziemię, kiedy bujałem wysoko w migdałowych obłokach. Dla mnie smakowały bardziej jak śmietanka, ale nie szkodziło. Mogły się zwać migdałowymi, więc...
- Czynsz... Ile wynosi czynsz? Ile mebli będziemy musieli kupić? Jaki rozmiar kibla jest w toalecie? Czasami się zastanawiam, jakim cudem zostałeś Puchonem. Jesteś na to zbyt... przemądrzały, o! - odezwałem się, naśladując głupio Delliana i też od razu robiąc unik przed kolejnym kuksańcem, bo nie zamierzałem się ot tak dać ślepcowi dźgać. Śmieszna sprawa zresztą, bo raz pamiętałem, że on ślepy, a czasami kompletnie o tym zapominałem. Chyba nie miałem do tego głowy! Dobrze, że Dellian dawał sobie radę sam... i z Bellem-paskudnikiem, bo chyba nie mógł na mnie polegać. Bynajmniej nie tak na sto procent, ale obiecałem sobie, przyrzekłem śmiertelnie, w sensie pod groźbą śmierci, że jak będzie mnie potrzebował-potrzebował, to postaram się skupić całym sobą i będę, i mu pomogę.
- Myślałem, że... Hmm... Myślę, że w naszym budżecie, bo nie umawiałem nas na oglądanie mieszkań powyżej. Chyba. Nie, na pewno nie. Dopiero zamierzałem to zrobić - odparłem, drepcząc wokół Delliana i licząc jakby pieniądze na palcach, które chcieli za to mieszkanie, ale nijak ten gest nie pomagał mi w przypomnieniu sobie tego, a liczyć nie miałem z czego. Przystanąłem, zagryzając wargę.
- Dopytamy, dla pewności. Ale wstępnie jesteś na tak? Pozwolę ci wybrać pokój! - zaproponowałem, już się poświęcając w ten tragiczny sposób, ale trudno. Jakoś wytrwam. Zresztą, dla mnie każde pomieszczeniu tu było jak złoto, jak miód, jak mleko, jak słodka drzemka. Nie spałem już tak długo, tak długo, że aż ziewnąłem na to wspomnienie, ale zaraz potem dalej się uśmiechałem.
Ale dobra, cicho! Bo opowiadałem, że prychnąłem dwa razy i te właśnie drugie prychnięcie było potemu, że Dellian sprowadzał mnie na ziemię, kiedy bujałem wysoko w migdałowych obłokach. Dla mnie smakowały bardziej jak śmietanka, ale nie szkodziło. Mogły się zwać migdałowymi, więc...
- Czynsz... Ile wynosi czynsz? Ile mebli będziemy musieli kupić? Jaki rozmiar kibla jest w toalecie? Czasami się zastanawiam, jakim cudem zostałeś Puchonem. Jesteś na to zbyt... przemądrzały, o! - odezwałem się, naśladując głupio Delliana i też od razu robiąc unik przed kolejnym kuksańcem, bo nie zamierzałem się ot tak dać ślepcowi dźgać. Śmieszna sprawa zresztą, bo raz pamiętałem, że on ślepy, a czasami kompletnie o tym zapominałem. Chyba nie miałem do tego głowy! Dobrze, że Dellian dawał sobie radę sam... i z Bellem-paskudnikiem, bo chyba nie mógł na mnie polegać. Bynajmniej nie tak na sto procent, ale obiecałem sobie, przyrzekłem śmiertelnie, w sensie pod groźbą śmierci, że jak będzie mnie potrzebował-potrzebował, to postaram się skupić całym sobą i będę, i mu pomogę.
- Myślałem, że... Hmm... Myślę, że w naszym budżecie, bo nie umawiałem nas na oglądanie mieszkań powyżej. Chyba. Nie, na pewno nie. Dopiero zamierzałem to zrobić - odparłem, drepcząc wokół Delliana i licząc jakby pieniądze na palcach, które chcieli za to mieszkanie, ale nijak ten gest nie pomagał mi w przypomnieniu sobie tego, a liczyć nie miałem z czego. Przystanąłem, zagryzając wargę.
- Dopytamy, dla pewności. Ale wstępnie jesteś na tak? Pozwolę ci wybrać pokój! - zaproponowałem, już się poświęcając w ten tragiczny sposób, ale trudno. Jakoś wytrwam. Zresztą, dla mnie każde pomieszczeniu tu było jak złoto, jak miód, jak mleko, jak słodka drzemka. Nie spałem już tak długo, tak długo, że aż ziewnąłem na to wspomnienie, ale zaraz potem dalej się uśmiechałem.