31.08.2023, 20:46 ✶
Miałem tego kaktusa tylko chwilę na głowie, ale kiedy Ojciec pozbył się go z mojej głowy, wciąż stałem i odczuwałem ulgę po jego zniknięciu. Było mi głupio, że oglądał mnie w tym stanie, że prosiłem go o pomoc, że to właśnie on pozbył się go z mojej głowy, aczkolwiek to była jedyna, rozważna możliwość. Nie mogłem pozwolić, by Vespera rzucała zaklęcie w stanie, kiedy nie panowała nad sobą, chichocząc co chwila, a nawet zanosząc się gromkim śmiechem. Kochałem ją, ale czasami żałowałem, że nie leży głęboko pod ziemią. Byłem pewien, że już wkrótce rozpowie o tym zdarzeniu wszystkim domownikom. Kto wie? Może przy najbliższym śniadaniu?
Cóż, zaprzestałem rozmyślań, gdyż Ojciec ponownie podniósł różdżkę w moim kierunku. Zareagowałem instynktownie, z racji tego, że chwilę wcześniej ponownie wziąłem swoją różdżkę do dłoni. Czułem się pewniej, kiedy w niej spoczywała. Zapewne przez takie okazje, gdzie miałem skończyć zapewne niczym lawendowy jeż... Wątpiłbym, żeby Ojciec mi to robił, ale właśnie to robił, a ja - o co bym siebie nie podejrzewał - właśnie zamierzałem przeciwdziałać jego działaniom, próbując rozproszyć zaklęcie. Zagryzłem wargę, rumieniąc się, niezależnie od efektu mojego działania. Nie przemyślałem tego. To był moment.
- Wybacz, Ojcze - wydukałem. W zależności od tego, czy moje zaklęcie się powiodło, zdjąłem wianek z głowy bądź ponownie wyprostowałem dumnie, jeśli udało mi się obronić przed zaklęciem. Niezależnie jednak od efektu zaklęcia, zapewne przed moim nosem pojawił się zapach lawendy, przywodzący mi na myśl brązowe oczy Aveliny. Myśli i wspomnienia, które zamierzałem pozostawić dla siebie, więc z lubością pożegnałem towarzystwo i obiecałem Vesperze pogawędkę na temat dzisiejszych zdarzeń. Dziś jej odpuszczę, ale jutro poważnie z nią porozmawiam.
Jeśli się nie uda, dziękuję za śliczny wianek. Mimo wszystko z ciekawości rzucam na rozproszenie wiankowego zaklęcia Chestera Rookwooda.
Cóż, zaprzestałem rozmyślań, gdyż Ojciec ponownie podniósł różdżkę w moim kierunku. Zareagowałem instynktownie, z racji tego, że chwilę wcześniej ponownie wziąłem swoją różdżkę do dłoni. Czułem się pewniej, kiedy w niej spoczywała. Zapewne przez takie okazje, gdzie miałem skończyć zapewne niczym lawendowy jeż... Wątpiłbym, żeby Ojciec mi to robił, ale właśnie to robił, a ja - o co bym siebie nie podejrzewał - właśnie zamierzałem przeciwdziałać jego działaniom, próbując rozproszyć zaklęcie. Zagryzłem wargę, rumieniąc się, niezależnie od efektu mojego działania. Nie przemyślałem tego. To był moment.
- Wybacz, Ojcze - wydukałem. W zależności od tego, czy moje zaklęcie się powiodło, zdjąłem wianek z głowy bądź ponownie wyprostowałem dumnie, jeśli udało mi się obronić przed zaklęciem. Niezależnie jednak od efektu zaklęcia, zapewne przed moim nosem pojawił się zapach lawendy, przywodzący mi na myśl brązowe oczy Aveliny. Myśli i wspomnienia, które zamierzałem pozostawić dla siebie, więc z lubością pożegnałem towarzystwo i obiecałem Vesperze pogawędkę na temat dzisiejszych zdarzeń. Dziś jej odpuszczę, ale jutro poważnie z nią porozmawiam.
Jeśli się nie uda, dziękuję za śliczny wianek. Mimo wszystko z ciekawości rzucam na rozproszenie wiankowego zaklęcia Chestera Rookwooda.
Rzut Z 1d100 - 82
Sukces!
Sukces!
Rzut Z 1d100 - 75
Sukces!
Sukces!
Koniec sesji