31.08.2023, 22:00 ✶
To był dar od losu, ta jego śmierć. Musiałaby w innym wypadku przenieść się na stałe do Stanów, porzucić swoją karierę oraz przyjaciół. A co gorsza, Edward był bardzo zboczony i gadał o dzieciach, więc najpewniej, umarłby prędzej czy później, być może w mniej sprzyjających dla Cynthii i bardziej podejrzliwych okolicznościach. Sama zadała sobie pytanie, co strzeliło ojcu do głowy w momencie, jak jej to oznajmił i ich ze sobą zapoznał. Absolutna katastrofa życiowa, nawet jeśli dla biznesów Flinta była okazją nie do odrzucenia. Nie sądziła, że uda się jej wziąć ślub z kimś, kogo nawet polubi ot tak, bo w miłość ciężko było jej uwierzyć. Problem polegał na tym, że blondynka wolała naukę oraz karierę, niż dzieci i haftowanie. Podobnie jak Brenna, wyprzedzała trochę czasy, w którym przyszło im żyć. Dostosowała się, bo musiała. Wcale nie lubiła nudnych przyjęć i ludzi, którzy rozmawiali albo o polityce, albo o pogodzie.
Wiedziała, że cokolwiek by się nie wydarzyło, ma Brennę za swoimi plecami. I działało to w dwie strony, bo dziewczyna zawsze by jej pomogła i nie pozwoliła, aby coś się byłej Gryfonce stało, nawet jeśli zakrawałoby to o metody zakazane. Posłała wiec jej delikatny uśmiech, czując kolejną falę ulgi, że ją widzi i wciąż mogą współpracować, a nie, że musi przymierzać białą sukienkę gdzieś w magicznej części Nowego Yorku.
Gdy umierał członek najbliższej rodziny — zwłaszcza rodzic w przypadku dość młodego dziecka, cała radość i entuzjazm na pewien czas zdawały się znikać.
Słuchała Longbottomówny z uwagą, przyglądając się raz jej, raz trupowi, którego cały czas sprawdzała w różnych miejscach, okazjonalnie szepcząc cos do samopiszącego pióra, aby to zanotowało.
- Szczęście w nieszczęściu, bo może mogłaby mu pomóc. Niepokojące jest jednak, że Śmierciożercy wiedzą, jak pracuje wasz departament. Jeśli obserwowali okolicę, wybierając te kilka minut przerwy... Ciemnieją te chmury nad naszymi głowami. Nic dziwnego, że tak wzrosła liczba chętnych na rzucenie na domostwa zaklęć uniemożliwiających zlokalizowanie, a przynajmniej sugerowała tak ruda spod jedynki, gdy jej przyniosłam papiery rano. - westchnęła z odrobiną niezadowolenia. Miała problem z odczuwaniem strachu, był jedną z emocji, którą wyparła, ale bardzo nie lubiła, gdy ktoś zakłócał jej spokój, a co gorsza harmonogram działań. Trudno było zachować kamienną twarz, odpowiednią maskę, gdy traciło się kontrole.
Nie mogły wyjść jej z głowy słowa brygadzistki o tym, że musieli widzieć. Czy to samo przez siebie nie sugerowało, że mogli mieć kogoś znajomego w Ministerstwie? Jedyne, czego tam brakowało, to paranoicznych podejrzeń, jeden na drugiego.
Brenna zawsze miała chyba problem z pogodzeniem się z myślą, że nie będzie mogła uratować całego świata. Nawet gdyby teleportowała się z miejsca na miejsce, nie dało się. Każdą stratę i każdą porażkę zdawała się dość mocno przeżywać, zawsze była pomocna i pełna empatii, zupełnie jakby wzięła wszystko to, co miała Cynthia i jeszcze kilka innych osób, przeobrażając się w kulkę świata i nadziei. Nie było to zdrowe. Była dzielna, nie pokazywała tego światu, ale znały się od dzieciaka i wystarczyło przypomnieć sobie, jak dobrą i pomocną dziewczynką była Brenna. Nie dało się z tego wyrosnąć. Cyna jednak nie pytała, nie sugerowała, że może czegoś się domyślać, bo gdyby Longbottomówna chciała o tym porozmawiać, pewnie by to zrobiła.
- Sprytnie. - skwitowała słowa na temat magicznego patyka ofiary, który dałby wiele wskazówek pracownikom Ministerstwa. Ruchem głowy zgarnęła włosy na plecy, przyglądając się twarzy mężczyzny. Nie miała siniaków, zaciął się jedynie przy goleniu przed kilkoma dniami, dość głęboko. Szyja tez nie była sina. Wysłuchała jej, mruknęła cos pod nosem i bezceremonialnie rozebrała nieco nieboszczyka, odsłaniając brzuch. Pochyliła się nad nim, raz jeszcze przesuwając palcem i wciskając go w odpowiednie miejsce. Był twardy, jama brzuszna była wypełniona płynem, a żołądek rozdęty. - Znęcali się nad nim, jego brzuch jest wypełniony płynami — być może z pęcherza, żołądka, a może jelit. Ewentualnie krwią, ale musiałabym go otworzyć. Są na tyle twarde, że gdyby nie stan skóry, podejrzewałabym to czarnomagiczne zaklęcie, które gotuje krew. - zastukała w nadęty bębenek, a potem spojrzała na Brennę. - Wydaje mi się, że mógł coś wiedzieć lub też o kimś wiedzieć, gdyby mieli go po prostu zabić, nie miałby takiego wyrazu twarzy i uszkodzeń tylko wewnętrznych, nie licząc tej głowy i zdartych paznokci.
Dodała jeszcze wstępnie, a potem złapała za koszulę i zapięła ją na kilka guzików, nie chcąc, aby uznali jej działania za jakieś bezczeszczenie. Raz jeszcze spojrzała na palce, a potem nachyliła się nad jego twarzą odrobinę, zamykając mu oczy. - Jeśli chcesz wiedzieć więcej, musi mieć sekcję zwłok. Może był świadkiem czegoś, czego nie powinien? Może mówił coś żonie? - wstała, zsuwając z dłoni rękawiczki, które potem zwinęła w kulkę i wrzuciła do kieszeni torby, stwierdzając, że wyrzuci później. Złapała za papier wypełniony przez samopiszące pióro, przesuwając po nim spojrzeniem z zainteresowaniem. - Kto, jak kto, ale Ty moja Droga, rozwikłasz tą zagadkę.- dodała pewnie, dopisując coś piórem pochwyconym w powietrzu.
Wiedziała, że cokolwiek by się nie wydarzyło, ma Brennę za swoimi plecami. I działało to w dwie strony, bo dziewczyna zawsze by jej pomogła i nie pozwoliła, aby coś się byłej Gryfonce stało, nawet jeśli zakrawałoby to o metody zakazane. Posłała wiec jej delikatny uśmiech, czując kolejną falę ulgi, że ją widzi i wciąż mogą współpracować, a nie, że musi przymierzać białą sukienkę gdzieś w magicznej części Nowego Yorku.
Gdy umierał członek najbliższej rodziny — zwłaszcza rodzic w przypadku dość młodego dziecka, cała radość i entuzjazm na pewien czas zdawały się znikać.
Słuchała Longbottomówny z uwagą, przyglądając się raz jej, raz trupowi, którego cały czas sprawdzała w różnych miejscach, okazjonalnie szepcząc cos do samopiszącego pióra, aby to zanotowało.
- Szczęście w nieszczęściu, bo może mogłaby mu pomóc. Niepokojące jest jednak, że Śmierciożercy wiedzą, jak pracuje wasz departament. Jeśli obserwowali okolicę, wybierając te kilka minut przerwy... Ciemnieją te chmury nad naszymi głowami. Nic dziwnego, że tak wzrosła liczba chętnych na rzucenie na domostwa zaklęć uniemożliwiających zlokalizowanie, a przynajmniej sugerowała tak ruda spod jedynki, gdy jej przyniosłam papiery rano. - westchnęła z odrobiną niezadowolenia. Miała problem z odczuwaniem strachu, był jedną z emocji, którą wyparła, ale bardzo nie lubiła, gdy ktoś zakłócał jej spokój, a co gorsza harmonogram działań. Trudno było zachować kamienną twarz, odpowiednią maskę, gdy traciło się kontrole.
Nie mogły wyjść jej z głowy słowa brygadzistki o tym, że musieli widzieć. Czy to samo przez siebie nie sugerowało, że mogli mieć kogoś znajomego w Ministerstwie? Jedyne, czego tam brakowało, to paranoicznych podejrzeń, jeden na drugiego.
Brenna zawsze miała chyba problem z pogodzeniem się z myślą, że nie będzie mogła uratować całego świata. Nawet gdyby teleportowała się z miejsca na miejsce, nie dało się. Każdą stratę i każdą porażkę zdawała się dość mocno przeżywać, zawsze była pomocna i pełna empatii, zupełnie jakby wzięła wszystko to, co miała Cynthia i jeszcze kilka innych osób, przeobrażając się w kulkę świata i nadziei. Nie było to zdrowe. Była dzielna, nie pokazywała tego światu, ale znały się od dzieciaka i wystarczyło przypomnieć sobie, jak dobrą i pomocną dziewczynką była Brenna. Nie dało się z tego wyrosnąć. Cyna jednak nie pytała, nie sugerowała, że może czegoś się domyślać, bo gdyby Longbottomówna chciała o tym porozmawiać, pewnie by to zrobiła.
- Sprytnie. - skwitowała słowa na temat magicznego patyka ofiary, który dałby wiele wskazówek pracownikom Ministerstwa. Ruchem głowy zgarnęła włosy na plecy, przyglądając się twarzy mężczyzny. Nie miała siniaków, zaciął się jedynie przy goleniu przed kilkoma dniami, dość głęboko. Szyja tez nie była sina. Wysłuchała jej, mruknęła cos pod nosem i bezceremonialnie rozebrała nieco nieboszczyka, odsłaniając brzuch. Pochyliła się nad nim, raz jeszcze przesuwając palcem i wciskając go w odpowiednie miejsce. Był twardy, jama brzuszna była wypełniona płynem, a żołądek rozdęty. - Znęcali się nad nim, jego brzuch jest wypełniony płynami — być może z pęcherza, żołądka, a może jelit. Ewentualnie krwią, ale musiałabym go otworzyć. Są na tyle twarde, że gdyby nie stan skóry, podejrzewałabym to czarnomagiczne zaklęcie, które gotuje krew. - zastukała w nadęty bębenek, a potem spojrzała na Brennę. - Wydaje mi się, że mógł coś wiedzieć lub też o kimś wiedzieć, gdyby mieli go po prostu zabić, nie miałby takiego wyrazu twarzy i uszkodzeń tylko wewnętrznych, nie licząc tej głowy i zdartych paznokci.
Dodała jeszcze wstępnie, a potem złapała za koszulę i zapięła ją na kilka guzików, nie chcąc, aby uznali jej działania za jakieś bezczeszczenie. Raz jeszcze spojrzała na palce, a potem nachyliła się nad jego twarzą odrobinę, zamykając mu oczy. - Jeśli chcesz wiedzieć więcej, musi mieć sekcję zwłok. Może był świadkiem czegoś, czego nie powinien? Może mówił coś żonie? - wstała, zsuwając z dłoni rękawiczki, które potem zwinęła w kulkę i wrzuciła do kieszeni torby, stwierdzając, że wyrzuci później. Złapała za papier wypełniony przez samopiszące pióro, przesuwając po nim spojrzeniem z zainteresowaniem. - Kto, jak kto, ale Ty moja Droga, rozwikłasz tą zagadkę.- dodała pewnie, dopisując coś piórem pochwyconym w powietrzu.