Niektórzy nie wiedzieli, kiedy powinni przestać kłapać dziobem. Niczego nie oczekiwała od tej żałosnej koleżanki swojej córki, poza jednym - zamknięciem się. A nawet tego nie dała rady zrobić. Cóż za żałosna dziewucha. Musiała porozmawiać z córką, czy oby na pewno chce mieć takie koleżanki. W końcu jako hrabina zasługuje na znacznie lepsze towarzystwo od starej panny mitomanki.
Ledwo powstrzymała się od teatralnego przewrócenia oczami. Nie, takie ostentacyjne zachowanie nie wypadało matce przyszłej hrabinie. W zamian za to zastukała paznokciami w blat stołu, okazując tym samym znudzenie i nieszczególne przejęcie słowami Anne i uniosła kieliszek szampana, upijając z niego łyk, nieco większy niż poprzednio. Symbol zwycięstwa. Anne mogła gadać ile chciała, ale to one wygrały i nawet plotki o potencjalnych kobietach w życiu jej przyszłego zięcia nie mogły tego popsuć.
- Śmiem wątpić. Sir James to człowiek czynu, który dotrzymuje swoich obietnic. Dziewczyna musiała błędnie zinterpretować jego słowa. Być może przywitał się z nią z grzeczności, a ona w desperacji wzięła to za oznakę zainteresowana i chęć mariażu. Być może powinna udać się do Lecznicy Dusz, nim będzie za późno. Chociaż wszystko wskazuje na to, że już jest za późno i powinna zostać tam zamknięta... - zasugerowała. -... dla swojego własnego dobra, oczywiście - dodała szybko. Dziewczyna musiała być obłąkana i takiej wersji zamierzała trzymać się Danielle. Nawet, jeżeli słowa koleżanki Anne mogły zawierać jakąś część prawdy, nie zamierzała tego przyznać.
- Być może ślub mojej córki sprawi, że jakiś kawaler poczuje chęć mariażu. Byłoby miło, prawda Anne? W końcu jesteś dobrą partią... aż dziwne, że wciąż jesteś niezamężna - szpileczka w odpowiedzi na szpileczkę - być może to zmusi dziewczynę, by przestała kłapać dziobem. W międzyczasie posłała córce spojrzenie i uśmiech. - Ciągle Ci to powtarzam, ale ja i szanowny ojciec jesteśmy z Ciebie tacy dumni... zobaczysz, twoje wesele będzie najpiękniejsze, piękniejsze od tego, o jakim zawsze marzyłaś...
beauty and terror
just keep going
no feeling is final