- No cześć. - Ha! Cześć! Będzie mu tu "cześciować", jak tutaj miała ważniejsze rzeczy do powiedzenia... rozejrzał się czujnie po jej pokoju. Miała pełne prawo do tego, żeby czuć się, jakby zrobiła coś złego. Bo zrobiła! Zamierzał jej to, rzecz jasna, wyrzucić, żeby się przekonać, czym będzie się bronić i jakie miała usprawiedliwienie. Co jednak małym druczkiem było w to wszystko wpisane to to, że Sauriel doskonale zdawał sobie sprawę z kompletnej głupoty swojego nastawienia, że to było absurdalne, ale nic nie mógł na to poradzić! To znaczy nie, nie było absurdalne. Było całkowicie poważne, logiczne i miało swoje podłoże. NO kurwa, niby z kim on się wiązał?! Z nią a nie z jakimś... no właśnie! Z kim w ogóle! Nie no, to nie było absurdalne, to było w pełni normalne, przecież każdy normalny facet by tak zareagował, no tak nie dało się po prostu żyć w tym... związku... dwóch... ludzi..? Jakimś tam... związku... Jakiś związek to był na pewno, no tak, co do tego nie było wątpliwości. Formalnie to nawet narzeczeństwo. Z tym nieformalnym to już gorzej.
- Oho. - Uniósł podbródek, patrząc znowu na nią i błyskając oczami. - I co robiłaś na tym seansie? Poza seansem. I gdzie masz torebkę? - Tak. To było bardzo istotne. Spodziewał się znaleźć dowody zbrodni właśnie w jej torebce. I może lepiej, że nie była wcale na widoku, a przynajmniej jej nie zauważył Sauriel, ale to trudne nie było, orlego wzroku to on nie miał, bo sam by sie do tej torebki dobrał. I byłoby to bezczelne, ale kwestia pojmowania pewnych społecznych norm przez Sauriela była nie tyle nieznana, co po prostu ignorowana. W końcu potrafił się zachowywać nienagannie. Kiedy ojciec mu patrzył na kark. A jak nie było jego wzroku, to z Sauriela właśnie robiło się... TO. Chociaż TO było i tak nadmiernie wychowane, nawet panicz na otworzenie drzwi poczekał!
- Jak to - co! - No nie! No nie wytrzymie! No z niedowierzaniem po prostu się na nią gapił i oburzeniem, jak to ona jeszcze pyta CO! - No ja nie wytrz... Viki. - Pokazał na nią palcem. - Ty sobie kurwa grabisz. Grabisz sobie! - To nie był ten typ groźby, jakby Sauriel miał zaraz wybuchnąć wkurwieniem, nie. To było naprawdę coś kompletnie innego. Bo on naprawdę był obruszony. - No? Gdzie jest czekoladowa żaba, którą dałem ci 31 maja? - Wyprostował się i zaplótł ręce na klatce piersiowej, patrząc osądzająco na kobietę.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.