• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Pokątna v
« Wstecz 1 … 5 6 7 8 9 Dalej »
[8 Maja 1972] Jak grzyby po deszczu | Stanley x Cynthia

[8 Maja 1972] Jak grzyby po deszczu | Stanley x Cynthia
Czarodziej
“It was hotter than rage, and sharper than fear, and cut deeper than helplessness, all because I couldn’t get to you.”
wiek
sława
—
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Koroner
Mieniące się srebrem, długie pasma włosów opadają Cynthii prosto na ramiona i ciągną się za połowę pleców, spod wachlarza czarnych rzęs spoglądają jasnoniebieskie, chłodne tęczówki. Jest średniego wzrostu o dość drobnej, smukłej budowie ciała. Wydaje się krucha i delikatna, głównie przez bladość skóry, jakby pozbawiona siły fizycznej. Doskonale dostosowuje sposób mówienia oraz gesty pod towarzystwo, w którym aktualnie przebywa, sprawnie manipuluje za pomocą wyglądu. Jest niewinnie śliczna, a jednocześnie przeraźliwie kojarzy się z zimą.

Cynthia Flint
#3
02.09.2023, 23:29  ✶  
Nie interesowało ją wykorzystywanie go lub podkładanie mu min, przynajmniej na razie. Dostrzegała w tej znajomości znacznie większy potencjał, jeśli oczywiście będzie skłonna mu zaufać i podzielić się z nim swoimi źródłami oraz wiedząc, oczekując również odrobiny tego samego w zamian. Wymiany zawsze musiały być równowarte. Była chłodna, manipulowała i kłamała, owszem, ale nie była na tyle wyrafinowana, aby wymuszać na nim zgodę szantażem. To była propozycja, którą Stanley mógł odrzucić, jeśli tylko zechciał.
Mężczyźni mieli to do siebie, że byli z natury równie ciekawscy, co kobiety. I chyba bardziej nawet plotkowali, gównie na temat tych wyżej wymienionych właśnie. Miał szczęście, że trafił na nią lub też ona na ten atlas, uściślając, otwierało to drzwi do całkiem nowych możliwości. Wyglądał nienagannie, przystojnie, chociaż zupełnie nie interesował ją pod kątem relacji damsko-męskich. Nie omieszkała zlustrować go jednak wzrokiem, błękitne tęczówki bezwstydnie przesunęły po jego twarzy, a blondynka uśmiechnęła się uroczo, niewinnie i dygnęła delikatnie na przywitanie, kiwając głową w odpowiedzi.
- Ciesze się, że Cię widzę, Stanley. Nie, perfekcyjnie przed czasem, nie kazałeś na siebie czekać. - zaczęła w odpowiedzi, wzruszając delikatnie ramionami, co wprawiło w ruch materiał lekkiej sukienki. Jakichś przechodzeń uśmiechnął się w ich stronę, mówiąc zaraz "dzień dobry", widocznie pracował w Ministerstwie. Odpowiedziała oczywiście, obdarzając go przez kilka sekund całą swoją uwagą, chociaż był tylko niewiele znaczącym parobkiem wśród szarej mały absolutnie nieobchodzących ją bytów. Marnował jej czas, który teraz zamierzała poświęcić grzybom i Borginowi. Mogła, ale nie chciała. Jej plan był doskonały, zabezpieczał ich na wypadek wszelkich spojrzeń i plotek. Te o romansie by zniosła, te o nekromancji, mogłyby zrujnować im życie. - Poczekaj, aż spróbujesz.
Najważniejsze w magicznym Londynie, to mieć znajomości. Miejsca, gdzie mogłeś zniknąć, a mówiono by, że wciąż tam byłeś. Jej ojciec uwielbiał ten lokal, dostarczał im trochę produktów, przez co miała tutaj odpowiednie traktowanie, a ojciec regulował rachunek, gdy przychodził tu w interesach. Kelner od razu wiedział, gdzie ich zabrać, ku jej zadowoleniu. Nie zwróciła uwagi na mężczyznę, nie zauważyła potencjalnego zdenerwowania lub niepewności. Usiadła wygodnie, zerkając na chwilę przez okno.
- Bo za tyle aktywuje się świstoklik. - wyjaśniła mu ze spokojem, przybierając już charakterystyczny dla siebie, chłodny i obojętny wyraz twarzy, pozbawiony kokieterii oraz niewinności. Ruchem głowy wskazała na leżący nieopodal przedmiot, a tym samym pozwoliła, aby mieniące się srebrnymi refleksami pasma, zakołysały się leniwie. Błękitne oczy wróciły uwagą do Borgina. A potem wrócił uczynny pracownik, zebrał zamówienie i jeszcze pochwalił wybór koniaku, obiecując, że przyniesie mu coś specjalnego. Oparła się wygodnie na krześle, zakładając nogę na nogę.
- Mają importowane alkohole, mój ojciec je dostarcza, więc na pewno będziesz usatysfakcjonowany. - powiedziała jeszcze, gdy kelner wychodził, brzmiąc całkiem pewnie. Jej ojciec znał się na trzech rzeczach: żegludze i handlu, alkoholu i interesach. Znacznie lepiej, niż chociażby na wychowywaniu dzieci lub na romansach, bo przecież nie miał drugiej żony.
Milczała, słuchając go ze spokojem, pozwalając sobie na wypuszczenie spomiędzy warg jedynie krótkiego mruknięcia, a jeden z kącików ust króciutko drgnął, unosząc się ku górze. A on wciąż o tym samym.
- No tak, przejrzałeś mnie. Zamierzam Cię szantażować i oznajmić, że teraz musimy wziąć ślub, a to jest randka. - odpowiedziała całkiem poważnie, teatralnie wzdychając. Zrobiła przy tym minę nieprzyzwoitą, ale i zawstydzoną jednocześnie, taką, jaką każdy facet uznałby za jednoznaczną. A potem nieco drgnęła, wywróciła oczami, wysuwając dłoń w stronę paczki, sięgając jednego z papierosów. Ah Ci mężczyźni, myślą tak prosto. - Oczywiście, że się mylisz. Nie chce niczego w zamian, mówiłam Ci już. - kontynuowała już poważnie, pozbawionym romantyzmu tonem, przesunęła palcami wolnej dłoni po włosach, podnosząc wzrok na jego oczy. - Dostrzegam potencjał płynący z naszej relacji i zaprosiłam Cię tu, aby sprawdzić, czy jesteś odpowiednią osobą. Sam wszak pytałeś o innych miłośników grzybobrania, prawda? - gdy końcówka papierosa zapłonęła, Cynthia zaciągnęła się, przymykając na chwilę oczy. Były dość mocne, odrobinę duszące, ale nie dała po sobie niczego poznać. Popalała bardzo okazjonalnie, ojciec twierdził, że damie niezbyt wypada. Kelner zapukał, wchodząc do środka z zamówionymi przez nich trunkami oraz przystawkami, a ona posłała mu delikatny, subtelnie zawstydzony uśmiech, przykładając palec do ust i poruszając papierosem. Wszystko, co w tym pokoju miało w nim zostać, nawet ojciec miał nie wiedzieć. A nie szczędziła tutaj napiwków. Chłopak przytaknął i wyszedł, po uprzednim przygotowaniu wszystkiego odpowiednio na blacie stołu. Pozbawiła papierosa żaru, strzepując go do kryształowej popielniczki. - Żyjemy w czasach, w których trzeba dbać o detale.
Dodała jeszcze, wyjaśniając tym samym pytanie o szopkę i sięgnęła po kieliszek ze schłodzonym winem. Poruszyła naczyniem, wprawiając płyn w ruch i powąchała, a potem zrobiła małego łyka, uśmiechając się pod nosem z zadowoleniem.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Cynthia Flint (1995), Stanley Andrew Borgin (1513)




Wiadomości w tym wątku
[8 Maja 1972] Jak grzyby po deszczu | Stanley x Cynthia - przez Cynthia Flint - 18.07.2023, 22:23
RE: [05.05.1972] Jak grzyby po deszczu | Stanley x Cynthia - przez Stanley Andrew Borgin - 22.08.2023, 00:07
RE: [05.05.1972] Jak grzyby po deszczu | Stanley x Cynthia - przez Cynthia Flint - 02.09.2023, 23:29
RE: [05.05.1972] Jak grzyby po deszczu | Stanley x Cynthia - przez Stanley Andrew Borgin - 19.10.2023, 21:52
RE: [05.05.1972] Jak grzyby po deszczu | Stanley x Cynthia - przez Cynthia Flint - 25.10.2023, 02:35
RE: [05.05.1972] Jak grzyby po deszczu | Stanley x Cynthia - przez Stanley Andrew Borgin - 01.11.2023, 19:23

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa