Słuchając matki Avelina zwróciła uwagę na słowa o Lecznicy Dusz. Nie rozumiała, ale jednocześnie wydawało jej się to tak podobne do swojej rodzicielki, że aż zbyt oczywiste w jej ustach. Jakby zawsze o takich miejscach ze sobą rozmawiały, jakby zawsze spędzły czas na rozmowach o chorych. Szybko jednak wyrzuciła ze swojej głowy te myśli, bo Anne zwróciła jej uwagę na Augustusa i Jamesa. Avelina spięła się lekko prostując swoje plecy. Nie wiedziała, dlaczego tak zareagowała, że jej narzeczony chciał porozmawiać z Arrowem. Dlaczego go nazywała nazwiskiem? Dlaczego nazwisko jej bardziej do niego pasowało? Jakby to była jego odpowiednia część istnienia.
Gdy usłyszała hałas już nie wchodziła w dyskusje z kobietami, które z nią siedziały. Podniosła się z miejsca z zamiarem sprawdzenia tego hałasu. Ktoś musiał zareagować. Nie lubiła odpoczywać, gdy ktoś wokół hałasował. Nie lubiła w ogóle hałasów, ani tłumów. Wolała zacisze czegokolwiek. Nagle przed nią pojawił się Arrow, spojrzała na jego plecy. To było do niego takie podobne, że stawał przed nią jak rycerz. Po co jej robił? Potrafiła o siebie zadbać i nie potrzebowała jego ochrony. Teraz powinien chronić ją jej narzeczony, ale dlaczego tak uparcie gdzieś w tyłach jej umysłu to jej się podobało?
Stanęła obok niego i spojrzała na jego twarz.
– Będziesz tak stał, czy idziesz to ze mną sprawdzić Arrow? – zapytała marszcząc brwi i nie czekając na jego reakcje poszła w tamtym kierunku z obawą w sercu. Dlaczego ktoś się tam kłócił? I co to był za błysk?