Ach, no... nooo... NOOO! To mu się spodobało! Bardzo spodobało. Uśmiechnął sięę, ten uśmiech to tak sobie rosnął w oczach i z tego napięcia oraz bucowatości nie pozostało nic. I to zaledwie w chwilę. Położył łapska na jej plecach i podniósł nią. A potem położył te ręce niżej (na biodrach, spokojnie!) i ją uniósł na chwilę. Nic nie ważyła. Przynajmniej dla niego była piórkiem.
- Nooo, tak mi właśnie mów. - Powiedział z ukontentowaniem. - Jesteś leciutka jak piórko, a masz być moim słodkim ciężarem. - Co Sauriel w ogóle czuł do Victrorii? Nazywał ją przyjaciółką, ale... to wcale nie było takie proste. Gdyby tylko się nad tym głębiej zastanowił, przystanął, zrozumiałby, dlaczego w ogóle wzbudziło to jego zazdrość, że to było bardziej wyjątkowe. Ale na pewno? Ciągle to samo - czy to nadal on? Nie chciał nad tym dumać, nie chciał się temu poddawać. Nie ufał tej sile, która ich splotła, tajemniczej i nienaturalnej. Według niego samego nienaturalnej, mimo że wcale nie był żadnym ekspertem w swojej dziedzinie. Ani nawet dziedzinie tej magii, która ich ogarnęła. Teraz czuł się dobrze, cieszył się z tego, co usłyszał i objęła go ta pozytywna myśl, że Victoria właśnie taka była - że kłótnie z nią były rzadkością, bo była miła, bo była wyrozumiała. Bo... tak, przytulenie się z nią było miłe. Bo Sauriel wcale nie przepadał się przytulać. Nie ufał ludziom, ich odruchom. Kontakt fizyczny kojarzył mu się raczej z negatywami niż pozytywami. Nie czuł się komfortowo, kiedy był zbyt blisko, chociaż tak - czasami przyjemnie było kogoś objąć, żeby pokazać mu: hej, jestem tu! Bo to, że człowiek potrzebował jednak tego kontaktu fizycznego potrafił bardzo dobrze zrozumieć.
- Hm, no Viki, jakby ci to... - To był specyficzny temat. I nie to, żeby Sauriel był skrępowany rozmową o seksie, ale już gadaniem o tym, że się nigdy za laskami nie uganiał to jakoś w tym momencie było dziwne. Czemu? Nie wiedział. Nigdy sam do końca nie wiedział, co z nim było nie tak. Nie przejmował się tym - nie należał do tych osób, którym by ktoś miał odwagę dokuczać w jakimkolwiek etapie jego życia. Może jak był naprawdę dzieciakiem... ale i wtedy jakoś nie. - Lubię pogadać z kobietkami, ale ja tak nie bardzo... się za nimi uganiałem. A teraz to mi już tylko gadanie zostało. - Albo praca, jak to kiedyś gadali. - Ni chuja nie mam pojęcia. - Odparł zgodnie z prawdą na tę żabę. - I wolę nie wiedzieć, bo jeszcze mi opowiesz coś, co mnie wkurwi. - I nie to, że na nią byłby wkurwiony. Nawet jak to nie było miłe to po prostu wolał uniknąć, szczególnie teraz, jakieś sytuacji, która mogłaby go rozognić. Bo wcale nie chciał się pieklić i ją wkurzać, siebie wkurzać. Przetenteguje to sobie i może przy innej okazji o tym pogadają..? - Nooo, nie złość się na mnie. - I nawet powiedział to całkiem uroczo, grzecznie, prosząco, postępując za nią dwa kroki. - To serio nic nie znaczy. - W sensie: te gadki. A nie to, żeby się na niego nie złościła i oby Victoria dobrze to zrozumiała i nie przekręciła.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.