Czy się nie zmienił? Zmienił się. Ogromnie. Tylko Sauriel wylewny nigdy nie był, mógł ludzi słuchać, przyjmować ich bolączki, ale nie opowiadał o swoich. Wolał się zbroić w swoją naburmuszoną minę i agresję, która stawała się odpowiedzią na wszystkie jego problemy. Na to, na co nie odpowiadała, odpowiadał żart. Czy sądzenie tej pięknej Landryneczki o tym, że nic jej nie grozi było słuszne mógł zweryfikować tylko czas. Niestety tak to bywało, że kiedy tragedia przychodziła człowiek się budził. Okazywało się, że za późno. Za późno na bycie ostrożnym, że głupota, że za bardzo ufna, że... cały szereg słów i zdań, które gnębiły i ściskały za serce. I pozostawał tylko żal - w najlepszym wypadku. W najgorszym - pustka. Przyzwyczaił się jednak do tego, że mu mówili, że był taki sam jak kiedyś. To chyba dobrze, co? Przechodząc przez ten świat i starając się borykać z jego bolączkami nie dowiódł samemu sobie, że zmiana popłaca. W końcu się temu poddał. Stał się tym, czym nigdy być nie chciał. I teraz prawie wszystko już było obojętne. Za daleko, żeby się wycofać, za daleko, żeby liczyć na cokolwiek lepszego. Choć... zmiana powoli chodziła mu po myślach. Tylko niekoniecznie samego siebie. Swojego otoczenia.
- Bo tego się nie da wyobrazić, Landrynko. - Nawet jeśli ktoś palnął tekstem "wiem, co czujesz"... nie. Tego nie dało się wyobrazić - i wiedział, co mówi, to nie była koloryzacja. Pragnienie, które nigdy nie gasło, sposób, w jaki zaczynałeś patrzeć na ludzi, świadomość tego, że może i jesteś człowiekiem, ale i byłeś potworem - to wszystko całkowicie odmieniało perspektywę świata. A ten wieczny głód? Oooh... może ktoś, kto zagubił się na pustyni i po dwóch tygodniach znalazł wodę zdawał sobie sprawę, jakie to może być uczucie. Tylko że tego pragnienia żadna woda nie uspakajała. Musiałeś się pożywić krwią. Tyle. - O co pytasz? Pragnienie wampira nigdy nie gaśnie. Może tylko zmaleć, wzrosnąć. Ale nie da się go uciszyć. - Nie, pewnie nie chciała znać odpowiedzi na niektóre pytania. Tak jak pewnie nie chciała wiedzieć, że Sauriel nie chciał wcale zjadać zwierzątek ani żywić się krwią z torebek. Było to paskudne. Lubił polowania. Lubił strach ludzi. Choć rzadko sobie na to pozwalał. - Spokojnie... nie zjadam niewinnych dziewczynek w ciemnych zaułkach, jeśli o to pytasz. - Uśmiechnął się pod nosem. - Można się zdziwić, co prostytutki są w stanie zrobić za odpowiednią opłatą. - Tak, to w zasadzie było zadziwiające, zwłaszcza że nie było niczego przyjemnego, gdy kły przegryzały i rozszarpywały skórę. A jednak byli ludzie gotowi czaseem nawet zapłacić jemu za to doznanie. To dopiero było popierdolone. No ale co, odmawiałby? Ależ oczywiście, że nie!
- A co, mamy płakać? Daj spokój, Słońce. Trzeba się cieszyć, póki mamy cokolwiek. - Ludzie za późno doceniali to, co mieli. Kiedy już raz umarłeś docierało to do głowy ze zdwojoną mocą. Choć akurat nie śmierć była największym rozczarowaniem Sauriela. Jego rozczarowaniem było to, że w ogóle się obudził. - Wydaje ci się. Zmieniło mnie to kurewsko. Tylko już mi się nie chce użalać po kątach. Niczego to nie zmieni, life goes on. - Chyba już to zresztą powiedział. Co jednak nie było już pozytywne to to, z czego zdawał sobie sprawę, a co Nora wypowiedziała. Tak - będzie patrzył, jak się będą starzeć. Albo i nie. - Liczę na to, że jeszcze przyniesiecie chryzantemy na mój nagrobek. O ile mi go postawią. - Sauriel prawie wszystko obracał w żart i prawie niczym się nie przejmował - przynajmniej takie sprawiał wrażenie. Mimo to myśl o tym, że mógłby spoglądać na siwą Norę, kiedy sam nie zmieni się nawet odrobinę wcale nie była wesoła. Tak i jego mina spochmurniała. - Gdybyś czegoś kiedyś potrzebowała pisz. Serio. Tym bardziej jakby cię jakiś kurwiszon za bardzo zaczepiał. Będę twoim kocim rycerzem na czarnym rumaku. Salut. - Były sprawy, za jakie wypić warto. I były zapewnienia, które warto było powiedzieć.
Były też przyjaźnie, o jakie warto było walczyć.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.