O zgrozo, tak! Sauriel pokiwał głową z pełnym zaangażowaniem na te mądra słowa kuzyna. Co prawda czarnowłosy uważał, że skrzaty też stworzenia i zasługiwały na taki sam szacunek jak czarodzieje, mugole, czy inni tacy, ale na głos niebezpiecznie było o tym mówić. Szczególnie w tym domu. Dlatego swoje mniemanie zachowywał dla siebie, ewentualnie wypowiadał się o nich w miejscach, gdzie to on mógł sprzedać gonga zadufanym czarodziejom myślącym inaczej. A nie, że to jemu spuszczą wpierdol za to, że był wielbicielem mugol i o zgrozo, skrzatów domowych. Tym nie mniej robotę skrzaty robiły wybitną i och, jak dobrze, że sprzątały! No i magia. Booorze, jakby trzeba było się schylać po te wszystkie gacie i inne takie... a tu nie. Mach różdżki i już wszystko poskładane, albo posłane do prania. Mugole mieli naprawdę cholernie ciężki żywot. Ale i sobie go ułatwiali - wynalazki, jakie robili, to dopiero był sztosik!
- A to ja nie chce, ocipiałbym chyba. - W końcu nie należał do ludzi cierpliwych, jajko by tam zniósł, albo... ogórki zaczął sadzić z nudów! A to sadzenie ogórków to nawet nie był jego pomysł! A teraz miał wrażenie, że co się jakiś temat nie pojawi to bam - ogórki w głowie. Kurwa, straszne! Teraz miał w głowie ogórki w kształcie penisów. I to też było straszne. - Dobra, czaję, tutaj im mniejsze tym lepiej. Geeez. - Otworzył oczy na moment szerzej, fenomen! Ale nadal gadali o świeczka. Tak, ciągle o świeczkach. - Hooo... a robisz świeczunie takie... no nie wiem, na przykład - jednorożec. Albo świeczka-pufek? - Uśmiechnął się szeroooko, wyobrażając sobie Augustusa, jak siedzi z taką różową kulką i marszczy brwi, pochylony, pieczołowicie dłubiąc każdy włosek w tym wosku. I pewnie to wyglądałoby zajebiście! Mógł się z tej wizji nabijać, ale kuurwa, miał przeświadczenie, że naprawdę by zajebistą figurkę zrobił. - Ej, weź mi kiedyś jebnij taką ozdobną świeczunie. Kota. Czarnego. - I powiedział to poważnie, nawet bez uśmiechu. - Dam narzeczonej w prezencie. A tobie za to... nie wiem, łychę? Kurwa ja biedny jestem, co się daje takim poważnym ludziom jak ty? - Alkohol Sauriel mógł prezentować każdemu, bo pewne było jedno - nie zmarnuje się! No dobra, nie każdemu. Ale osobom takim jak Augustus jak najbardziej. Może i nie był alkoholikiem (chyba), ale dobra whiskey się nigdy nie zmarnuje.
- To jak mam wbić do gabinetu to zasłoń okno, bo mnie zjara. Chyba że ty tak celowo. To taka pułapka, żebyś potem zbierał mój proszek. - Zakpił sobie trochę, ale tak, mógł sam po to podejść, nie było problemu. Tylko naprawdę wolałby nie otworzyć drzwi i nie przywitać się ze swoim marnym końcem - czyli słońcem. Niby to byłaby ulga w jego kurewskim życiu... ale w zasaadzie to całkiem nieeźle mu się teraz żyło?
- Ja się odkolegowałem. Po przemianie od razu się nie da żyć nawet między ludźmi. Wszyscy to dla ciebie tylko chodzące mięso z krwią. - Skrzywił się z niezadowoleniem. - Ale co, myślisz, że każdy chce sobie tuptać w obecności gościa, który cię może zaraz wszamać? Łeeh. Daj spokój. - Machnął ręką. - W chuju to mam. Dzięki, kuzyn. A, słuchaj... bo ze Stanleyem będziemy mieli kilka słoików z ogóreczkami, podrzucić ci? Do wódeczki jak znalazł. - Ach. Nie ma to jak wspólna posiadówka Śmierciożerców.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.