- Może wystarczy przekopać rzeczy twojej babki. - Wzruszył ramionami. - I wypytać... od czyjejkolwiek strony jest to babcia. - Bo nie był tego pewien. Ale wypytać o nią. Przejść się jej śladami, tym, co robiła, jej myślami. Być może miała jakieś dzienniki, albo korzystała z konkretnych książek więcej niż z innych? Kto miał odkryć sekrety tej kobiety, jeśli nie właśnie Victoria? Z jej ogromnym talentem do ściągania zaklęć ze wszystkiego wszem i wobec tym bardziej. W świecie czarodziei nie wszystko było takie proste, jak chciało się, żeby było. Zwykła książka potrafiła w sobie chować zdecydowanie za dużo sekretów, jeśli tylko potrafiłeś je odnaleźć. Znałeś szyfr, zaklęcie, albo odpowiednią metodę do zdjęcia tego czaru. - Cyna się chyba zna na rzeczy. Rozumie temat. Razem możecie coś ten tego... pokminić. - I znów nie to, że sam nie chciał pomóc. Ale ta sprawa go kompletnie przerastała. Co najwyżej mógł próbować podrzucić jakieś pomysły, gdyyby coś mu do łba wpadło. Jak teraz zresztą. Chociaż może już Victoria przekopywała się przez wszystkie rzeczy babki?
Nie życzył jej tego, żeby się przekonała, jak to jest, dlatego ten uśmiech był nie na miejscu. Był też odruchowy, a nie zrobiony dla złośliwości czy... czegokolwiek innego. Dla człowieka mogło się to wydawać straszne. Zresztą dla niego też było jeszcze te dwa lata temu. A teraz to było zwyczajnie ekscytujące. Obawiał się czasem jedynie tego, że straci nad sobą panowanie przy kimś, przy kim tracić go nie chciał. Że się posunie za daleko, wymsknie mu się całkowicie ta bestia z uwięzi. Weźmie, co chciała brać, a co nie należało do niej. Tylko ile? Czy wystarczająco mało, żeby nie uszkodzić zdrowia? Żeby taka Victoria, na przykład, nadal była bezpieczna po tym diabelskim akcie? Odkrył, że ciągłe dumanie nad tym nie ma sensu. Trzeba sobie samemu zaufać, skoro wiedział, na co go stać i skoro widział, ile mógł wytrzymać a ile nie. Wyrósł już z niezdrowego głodzenia się, które niczego nie załatwiało, a tylko pogarszało sprawę. Gdyby w tamtym momencie trafił na taką Victorię i Cynthie z tym tematem to pewnie też by to inaczej wyglądało. Na kogoś, kto by mu pomógł i dał możliwości, żeby nie musieć sięgać do szyi człowieka. Ale tak to już było, że wiele rzeczy wyglądałoby inaczej, gdyby zamiast samemu walczyć na tej wojence mielibyśmy wsparcie.
- Szkoda, że musiałaś zrozumieć. - Nie chciał, żeby miała wątpliwości co do tego, co o tym myśli, nawet jeśli się w pierwszym momencie wyszczerzył. - No co no... skąd mamy wiedzieć? Chuj wie, co się stanie następnym razem jak cię strzeli wspomnienie babci. Nie da się na to przygotować. A skoro tak to nie ma co się martwić, nie sądzisz? - Drżenie przed całkowicie nieznanym... to było naturalne. To też potrafił rozumieć, że człowiek bał się nieznanego. Sam w końcu różnie reagował na sytuacje, w jakich był stawiany. Ale na to się nie dało przygotować i jak na razie nie wyglądało na to, żeby mogli sobie z tym poradzić. - Słuchaj... masz teraz nadzieję, nie? Skoro sama babka ci powiedziała, że to się da naprawić, to musisz po prostu szukać. Viki, jesteś zajebiście mądra. Dasz radę. - Wyciągnął dłoń, żeby oprzeć ją na jej twarzy.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.