07.09.2023, 22:27 ✶
Alethea Crouch. Rzadko się tak do niej zwracano – pełnym imieniem, a co dopiero jeszcze i nazwiskiem. Co to oznaczało – już dobrze wiedziała, co niekoniecznie równało się z tym, że podwijała pod siebie ogon i zwiewała jak najdalej się tylko dało. Bardzo niekoniecznie…
… bo tylko klepnęła Cala po ramieniu, zanim jeszcze wstał.
- Przemyśl to sobie dobrze, bo jestem całkiem pewna, że wtedy nie uwolnisz się ode mnie do końca życia – oświadczyła dość lekkim tonem. I tak, jak najbardziej była świadoma tego, że istniały przeciwko temu środki zaradcze – co nie oznaczało, że miała to przywoływać i sama dawać broń do ręki. Inna sprawa, że Shafiq z pewnością sam na to i tak wpadł, bez jej dodatkowej pomocy.
- Nie. Jako aktorka nie buszowałabym po miejscach takich jak to – wyszczerzyła się do Pandory przez chwilę, zanim zajęła się zawartością pomieszczenia. Znaczy, najpierw musiała oczywiście zgodzić się, że duch wygląda znajomo (i to bardzo znajomo – hej, kolejna twarz z serii prawie-jednakowych-modeli?) przejść, a potem dopiero mogła się rozglądać, w miarę swoich możliwości. Księgi i zwoje, pusty obraz – ciekawe, czy jego lokator po prostu znajdował się gdzie indziej? A może kryło się za tym coś więcej…?
- Sprawdzę to – mruknęła, wymijając Cathala. Co było wyjściem – w teorii mogło być również i wejściem, a co za tym szło – obłożone zabezpieczeniami. Wolała dmuchać na zimne; wystarczy, że i tak już podejrzewała Nell o mniejszy lub większy cyrk za to, co stało się w tymże właśnie miejscu.
Tak że: schody poszły na pierwszy ogień, przynajmniej pod kątem klątw. Gdy się upewniła, że nie powinna natknąć się na niespodzianki, zaczęła się po nich wspinać – żeby zbadać i klapę. A jeśli i ona okazała się być pozbawiona mało przyjemnych czarów? Cóż… jakoś wyjść musieli, nie? Więc spróbowała ją otworzyć.
… bo tylko klepnęła Cala po ramieniu, zanim jeszcze wstał.
- Przemyśl to sobie dobrze, bo jestem całkiem pewna, że wtedy nie uwolnisz się ode mnie do końca życia – oświadczyła dość lekkim tonem. I tak, jak najbardziej była świadoma tego, że istniały przeciwko temu środki zaradcze – co nie oznaczało, że miała to przywoływać i sama dawać broń do ręki. Inna sprawa, że Shafiq z pewnością sam na to i tak wpadł, bez jej dodatkowej pomocy.
- Nie. Jako aktorka nie buszowałabym po miejscach takich jak to – wyszczerzyła się do Pandory przez chwilę, zanim zajęła się zawartością pomieszczenia. Znaczy, najpierw musiała oczywiście zgodzić się, że duch wygląda znajomo (i to bardzo znajomo – hej, kolejna twarz z serii prawie-jednakowych-modeli?) przejść, a potem dopiero mogła się rozglądać, w miarę swoich możliwości. Księgi i zwoje, pusty obraz – ciekawe, czy jego lokator po prostu znajdował się gdzie indziej? A może kryło się za tym coś więcej…?
- Sprawdzę to – mruknęła, wymijając Cathala. Co było wyjściem – w teorii mogło być również i wejściem, a co za tym szło – obłożone zabezpieczeniami. Wolała dmuchać na zimne; wystarczy, że i tak już podejrzewała Nell o mniejszy lub większy cyrk za to, co stało się w tymże właśnie miejscu.
Tak że: schody poszły na pierwszy ogień, przynajmniej pod kątem klątw. Gdy się upewniła, że nie powinna natknąć się na niespodzianki, zaczęła się po nich wspinać – żeby zbadać i klapę. A jeśli i ona okazała się być pozbawiona mało przyjemnych czarów? Cóż… jakoś wyjść musieli, nie? Więc spróbowała ją otworzyć.