Szampan zakręcił jej w głowie - to było główne i jedyne wytłumaczenie tego, jak absurdalnych rzeczy była świadkiem. Kłótnia zakończyła się tak szybko i niespodziewanie, jak się rozpoczęła. Chciała podejść bliżej córki, ująć jej dłoń i delikatnym, acz stanowczym ruchem pociągnąć ją w stronę kajuty, by nie brać udziału w tej niedorzecznej scenie, jaka odgrywała się na podkładzie statku. Najchętniej położyłaby się na miękkim materacu i odczekała, aż procenty ulotnią się z jej krwi. To na pewno ich wina - świętowała, zapędziła się. Nie powinna już pić alkoholu, a wesele córki będzie ostatnią okazją, w której to zrobi. Niestety, nie zdążyła opuścić pokładu. Fawley już ich dorwała.
Zamrugała kilkukrotnie, wpatrując się w ciężkie nici, jakie łączyły kobietę i dwóch mężczyzn, którzy posłusznie, niczym baranki prowadzone na rzeź szły tuż obok, bez słowa sprzeciwu oddając się jej woli. Cofnęła dwa kroki, a kieliszek, którego nie zdążyła odstawić na blat wysunął się z jej dłoni i upadł na drewniany pokład, roztrzaskując się dookoła. Ten dźwięk nie zdołał wytrącić ją z dziwnego transu oraz stanu, jaki ogarnął ją, gdy pojawiła się Pani Fawley. Kim była Pani Fawley? Dlaczego to nazwisko było tak znajome?
Przełknęła bezgłośnie ślinę. Uchyliła wargi chcąc powiedzieć coś, odezwać się, jednak przeszkodził jej Arrow. Jej wzrok na moment zatrzymał się na Augustusie, który mówił do niej coś, czego nie pojmowała. Paxton? Longbottom? Czarownikami?
- Przepraszam, ale wygląda na to, że pan również wypił zbyt dużo... - wydusiła z siebie. Rookwood? Spojrzała nieprzytomnym wzorkiem na córk... przyjaciół... córkę? To wszystko, ta cała sytuacja w której obecnie była wydawała się surrealistyczna. Tylko dlaczego miała wrażenie, że gdzieś słyszała te dziwne nazwiska, którymi obrzucił ich kaleka Arrow?
beauty and terror
just keep going
no feeling is final