Tym się różnili. Wood zupełnie nie przeszkadzało to, że nieznajomi śledzili jej losy. Przyjemność sprawiało jej to, że była rozpoznawana na ulicach. Nawet dziennikarze wypisujący o niej głupoty nie robili na niej wrażenia. Miała z tego ubaw, ogromny - gdy czytała o tym, co jej zarzucają. Najważniejsze było to, że najbliżsci wiedzieli, jaka jest naprawdę. Może nieco zbyt pyskata, często wsadzała nos w nieswoje sprawy, jednak była po prostu dobrym człowiekiem. Tak zwyczajnie, nie zajmowała się niczym, co mogłaby chcieć ukryć, w przeciwieństwie do stojącego przed nią Lou.
- Śledzę, to chyba trochę za dużo powiedziane. - Oczywiście, że tego nie robiła. Śledzenie było raczej długotrwałą obserwacją, a ona po prostu przechodziła obok i go zauważyła, jak gada z kimś podejrzanym, postanowiła najzwyczajniej w świecie sprawdzić, czy czegoś nie knuje. Nie było to żadne śledzenie!
Nie bała się go. Wood nie bała się nikogo, przynajmniej starała sobie to wmówić. Zawsze była gotowa stawić czoło ewentualnemu zagrożeniu. Wiedziała, że sobie poradzi, a jak nie poradzi to trudno. Nie zabije jej przecież tutaj, gdzie za kilka sekund mógłoby się pojawić kilka osób, nie zaryzykuje tego, że go rozpoznają. Wiedziała, że Lestrange jest złym człowiekiem, nie miał za grosz honoru, zastanawiała się, czy nie jest jednym z popleczników Czarnego Dzbana, skoro na głos od niemalże zawsze rzucał w jej kierunku te obrzydliwe słowa. Czuł się lepszy od reszty społeczeństwa przez to, że pochodził z rodziny czystej krwi. Oni tak już mieli, szkoda, że nie szło za tym nic poza tradycją. Nie mogli znieść tego, że tacy jak ona i jej rodzina znaleźli dla siebie miejsce w czarodziejskim świecie i dobrze sobie radzili, bo mieli ku temu potrzebne umiejętności.
- Gdybyś nie zauważył, wiem dosyć sporo. Moja rodzina należy do tego świata od lat. - Wysyczała przez zęby. Nie była mugolakiem, była czarodziejką pół krwi, nikt nie będzie jej mówić, że nie znają się na tradycjach. Każdy sabat traktowali z odpowiednim szacunkiem. - Nie dbaj, twoja sprawa, jeszcze się zdziwisz, jak wkurzysz ich zbyt wielu. - Uśmiechnęła się zupełnie nieszczerze, z pogardą.
Wood nawet nie drgnęła, chociaż miała ogromną ochotę, nie chciała mu dać tej satysfkacji. Wtedy sięgnął po rożdżkę, wywrócił kubeł na śmieci. - Naprawdę Lestrange, tylko na tyle cię stać? Co za gówniarska zagrywka. Spodziewałam się czegoś więcej. - Czuła, że różdżka zaczyna jej się wbijać w dłoń tak mocno ją ściskała. Nie robiła jednak nic więcej, chociaż miała ochotę sprawdzić, czy jej pięść pasuje do jego twarzy.