18.09.2023, 23:54 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 24.01.2024, 21:43 przez Sebastian Macmillan.)
Czemu nie jest tak codziennie?, zachodził w głowę rozanielony Sebastian, pozwalając sobie na głębokie westchnienie. Trudno było mu sobie wyobrazić wieczór lepszy od tego, którego właśnie doświadczał. Było i d e a l n i e. Z radia wetkniętego między atlasy historyczne poupychane na regale wygrywały nuty muzyki jazzowej, a główny lokator mieszkania... Siedział w pozycji półleżącej na fotelu, opatulony kocem, z dwiema poduszkami wetkniętymi pod plecy dla większego komfortu. Jakby nie było wystarczająco perfekcyjnie, w rękach miał najnowsze wydanie kwartalnika kowenowego, a na stoliku stał kubek z gorącą herbatą. Czego człowiek mógłby chcieć więcej?
Te kilka ostatnich dni spędzonych poza miastem z ekipą Cathala Shafiqua, uzmysłowiły mu, że naprawdę nie przepadał za dużymi skupiskami ludzi. Chociaż w grupie wykopaliskowej byli praktyczie sami swoi, tak nawet od tak małego grona czasami trzeba było po prostu odpocząć. Właśnie dlatego Macmillan zdecydował się na powrót do Londynu, co by przemyśleć kilka spraw, upewnić się, że krewniacy sobie radzą oraz... Że jego biuro nie jest oblegane z powodu konsekwencji wydarzeń w Kniei Godryka. Ale tym miał zająć się jutro. Dzisiaj miał zamiar tylko się relaksować i...
— KOGO NIESIE O TEJ PORZE?! — warknął pod nosem, zrzucając z siebie koc. Momentalnie przeszył go chłód, więc pokuśtykał do drzwi wejściowych, licząc, że szybko odprawi gościa i wróci do swojego gniazda. — Niczego nie potrzebuję. Już jestem naprawdę wystarczająco uduchowiony, wszystko jest w jak najlepszym porządku. Więc byłbym bardzo wdzięczny, gdyby...
Zamrugał zdziwiony, gdy na progu swojego mieszkanka zobaczył Patricka Stewarda. Momentalnie się zgarbił i wyjrzał na klatkę schodową. Pierwsze, co przyszło mu na myśl, to to, że Brenna Longbottom czai się na półpiętrze, ale posłała swojego towarzysza przodem. Sebastian wystawił głowę na zewnątrz, drżąc od kolejnego powiewu chłodu.
— Znaleźliście kolejną czaszkę? — spytał, jednak po chwili się zaczerwienił. — To znaczy... Dobry wieczór, Patricku. Czy znaleźliście kolejną czaszkę? — Uniósł wysoko brwi, gdy zorientował się, że auror przybył do niego w cywilnych ciuchach. — Ekhm... Coś się stało? Potrzebujesz... Potrzebujesz wejść?
Wbił w niego wyczekujące spojrzenie, jednak po chwili przesunął się w głąb swojego lokum, pozwalając Stewardowi wejść do środka.
— Longbottom przyszła z tobą? — Nie mógł przepuścić tego pytania.
Te kilka ostatnich dni spędzonych poza miastem z ekipą Cathala Shafiqua, uzmysłowiły mu, że naprawdę nie przepadał za dużymi skupiskami ludzi. Chociaż w grupie wykopaliskowej byli praktyczie sami swoi, tak nawet od tak małego grona czasami trzeba było po prostu odpocząć. Właśnie dlatego Macmillan zdecydował się na powrót do Londynu, co by przemyśleć kilka spraw, upewnić się, że krewniacy sobie radzą oraz... Że jego biuro nie jest oblegane z powodu konsekwencji wydarzeń w Kniei Godryka. Ale tym miał zająć się jutro. Dzisiaj miał zamiar tylko się relaksować i...
— KOGO NIESIE O TEJ PORZE?! — warknął pod nosem, zrzucając z siebie koc. Momentalnie przeszył go chłód, więc pokuśtykał do drzwi wejściowych, licząc, że szybko odprawi gościa i wróci do swojego gniazda. — Niczego nie potrzebuję. Już jestem naprawdę wystarczająco uduchowiony, wszystko jest w jak najlepszym porządku. Więc byłbym bardzo wdzięczny, gdyby...
Zamrugał zdziwiony, gdy na progu swojego mieszkanka zobaczył Patricka Stewarda. Momentalnie się zgarbił i wyjrzał na klatkę schodową. Pierwsze, co przyszło mu na myśl, to to, że Brenna Longbottom czai się na półpiętrze, ale posłała swojego towarzysza przodem. Sebastian wystawił głowę na zewnątrz, drżąc od kolejnego powiewu chłodu.
— Znaleźliście kolejną czaszkę? — spytał, jednak po chwili się zaczerwienił. — To znaczy... Dobry wieczór, Patricku. Czy znaleźliście kolejną czaszkę? — Uniósł wysoko brwi, gdy zorientował się, że auror przybył do niego w cywilnych ciuchach. — Ekhm... Coś się stało? Potrzebujesz... Potrzebujesz wejść?
Wbił w niego wyczekujące spojrzenie, jednak po chwili przesunął się w głąb swojego lokum, pozwalając Stewardowi wejść do środka.
— Longbottom przyszła z tobą? — Nie mógł przepuścić tego pytania.