20.09.2023, 23:47 ✶
Moody, jak zawsze zresztą, palił papierosy. Ostatnio ciągle sobie mówił, że przestanie palić, bo zdecydowanie za mocno uszczuplało to jego i tak znikomy, miesięczny budżet, ale od Beltane palił jeszcze więcej. To było jak obżarstwo - palił te papierosy tak, jak ludzie się obżerali jedzeniem. Jeden za drugim, tak szybko jak tylko mógł, bez doszukiwania się w tym jakiejkolwiek przyjemności - nieważne ile miał ich za sobą, satysfakcja nie przychodziła nigdy - przychodziło tylko coraz więcej głodu, który próbował przyćmić wszechogarniający go stres.
Od Beltane na jego głowie pojawiło się kilka siwych włosów. Posmętniał też, stracił sporo swojej iskry. Wciąż próbował uśmiechać się i żartować, ale coś było z nim nie tak. A z jego perspektywy coś było nie tak ze wszystkim, co go otaczało.
Nerwowo pocierał szorstkie dłonie, co chwilę przekładając papierosa z jednej ręki do drugiej, zaciągając się nim w międzyczasie. Te dłonie trochę mu się trzęsły, ale o wiele mniej niż kilka dni temu, więc czas musiał trochę leczyć jego rany - nie był też tak samo spanikowany, jak wtedy w tej klinice, kiedy jego nastrój zmieniał się diametralnie z minuty na minutę - raz się śmiał, chwilę później krzyczał, płakał, jęczał... Teraz po prostu milczał. Z tego milczenia wyrwało go dopiero jej pytanie.
- Jak ci to powiem, to na mnie znowu nawrzeszczysz - przyznał, cmokając ustami z dezaprobatą dla samego siebie.
Siedzieli na tej huśtawce ramię w ramię, ale Moody prawie w ogóle nie patrzał w jej kierunku. To pieruńskie uczucie było tak silne, że wolał w ogóle nie kusić losu, bo czuł w kościach, jak niewiele brakowało mu do tego, żeby pęknąć. Ile właściwie był w stanie powstrzymywać się przed powiedzeniem jej prawdy?
Od Beltane na jego głowie pojawiło się kilka siwych włosów. Posmętniał też, stracił sporo swojej iskry. Wciąż próbował uśmiechać się i żartować, ale coś było z nim nie tak. A z jego perspektywy coś było nie tak ze wszystkim, co go otaczało.
Nerwowo pocierał szorstkie dłonie, co chwilę przekładając papierosa z jednej ręki do drugiej, zaciągając się nim w międzyczasie. Te dłonie trochę mu się trzęsły, ale o wiele mniej niż kilka dni temu, więc czas musiał trochę leczyć jego rany - nie był też tak samo spanikowany, jak wtedy w tej klinice, kiedy jego nastrój zmieniał się diametralnie z minuty na minutę - raz się śmiał, chwilę później krzyczał, płakał, jęczał... Teraz po prostu milczał. Z tego milczenia wyrwało go dopiero jej pytanie.
- Jak ci to powiem, to na mnie znowu nawrzeszczysz - przyznał, cmokając ustami z dezaprobatą dla samego siebie.
Siedzieli na tej huśtawce ramię w ramię, ale Moody prawie w ogóle nie patrzał w jej kierunku. To pieruńskie uczucie było tak silne, że wolał w ogóle nie kusić losu, bo czuł w kościach, jak niewiele brakowało mu do tego, żeby pęknąć. Ile właściwie był w stanie powstrzymywać się przed powiedzeniem jej prawdy?
fear is the mind-killer.