Nie spodziewała się w żadnym scenariuszu, który w głowie rozgrywała, że Sauriel ją złapie za dłoń. Że będzie chciał… do tej pory zupełnie tego unikał, czy przez zaręczynami, czy po. Chociaż po było tylko to, czego już między nimi nie było – nieznośnego przyciągania, któremu tak trudno było się oprzeć, które wwiercało się w serce, ale ostatecznie nie czyniło żadnej szkody. Mogło być takim bodźcem, by popchnąć wszystko do przodu, ale nie w ich przypadku, nie. Długi czas sądziła, że to są jej własne uczucia, że w obliczu śmierci po prostu zrozumiała, że nie ma nic do stracenia – a tylko do zyskania. Później okazało się, że to nie do końca prawda… ale czy to odmieniło jej uczucia? Czy sprawiało, że lubiła go mniej? Że zależało jej mniej? Że… nie. Brak tej więzi wcale nie sprawił, że wszystko co między nimi było – po prostu zniknęło. Tylko… co było?
A biorąc pod uwagę wcześniejsze zachowanie Sauriela, to jak bardzo mu ta więź przeszkadzała, zupełnie nie brała pod uwagę scenariusza, w którym łapał ją na spacerze za rękę. Że ich palce splatają się, a on cały zadowolony i w skowronkach idzie z nią ramię w ramię alejką w parku. Sauriel mógł ją uszczęśliwić, oczywiście, że mógł. Wymagało to po prostu… wiele pracy między nimi. Zapewne wiele rozmów. Ale przede wszystkim chęci. Ludzie ją przecież ostrzegali, różni ludzie. Mówili jej rzeczy, które doskonale wiedziała, z troski, ale jakże irytujące – bo kołatały jej się po głowie przez ostatnie pół roku. A do Sauriela się zwyczajnie zdążyła już przywiązać, naprawdę go polubiła… i teraz gdy tak szli za rękę to zastanawiała się co się właściwie stało, co się zmieniło? I przede wszystkim: jak? I czy to właściwe? Czy to dla nich dobre? Czy sobie poradzą? Bo ostatnie co chciała, to krzywdy Sauriela. Był dla niej… ważny. Chyba to to uczucie.
Nie wyrwała mu się, poddała się temu, starając uspokoić, wyluzować.
- Na pewno? – czy można winić ją, że dopytywała? Cholera, sam złapał ją za rękę! Sam! To całkowicie zaprzeczało wszystkiemu, co do tej pory Sauriel robił i mówił. - Hej, nigdy nie musiałeś tego robić – niemalże się obruszyła, bo choć Sauriel łaził wkurzony, że jej coś grozi, to nigdy jej przez kolano nie przełożył, tylko się odgrażał. A poza tym to jemu bardziej się to należało. - Jest w porządku – odpowiedziała mu krótko, przez moment zastanawiając się czy jakoś rozwinąć ten temat. - W tym sensie, że nie czuję już tych wszystkich rzeczy – Sauriel wiedział jakich, a przynajmniej sądziła, że wiedział o czym mówiła. O niebezpieczeństwie… i o zazdrości. - Tylko… czuję teraz jakby mi czegoś brakowało – jakby ktoś siłą wyrwał jej uczucia, emocje i zrobił to tak nieumiejętnie, że zauważyła ich brak. Może wystarczyłoby te pustkę po prostu czymś napełnić?