23.09.2023, 16:08 ✶
- Ty zawsze myślisz, że umrzesz.
Wcale nie chciał zabrzmieć szorstko, ale słowa nie układały mu się idealnie tak, jak chciał. Z drugiej strony, czy Bertie nie powinien się już do tego trochę przyzwyczaić? Niby byli już dorośli, ale ich relacja nie zmieniła się wcale tak mocno od czasów, kiedy byli dzieciakami...
- Ale przyznaję, że jak nie dogoniłeś mnie i Malfoya, to wyobrażałem sobie, jak umieramy tam razem, napierdalając w to coś kijami. - Alastor dodał to po chwili refleksji. Bo gdyby udawał, że się nie bał, to nie tylko by skłamał, ale i naraził siedzące tutaj kobiety na potencjalne niebezpieczeństwo. Mavelle przecież tam mieszkała. Gdyby nagle zechciała tych widm szukać... Wolał nie wiedzieć, co by się z nią stało, gdyby to coś ją dopadło przez to, że nie znała ryzyka. Bo w to, że znając je i tak weszłaby do tego lasu nie wątpił, po prostu musiała się do tego przygotować nieco lepiej niż on oferujący leżącemu obok dziecku łyk wódki ze swojej piersiówki i mówiący mu, że to ich ostatnia nadzieja na przeżycie.
- Czy to zabrzmi źle, jeżeli powiem, że też się zdziwiłem, jak mnie przydzielili do drużyny z kanclerzem skarbu?
Moody nie chciał oczywiście w żaden sposób Malfoya urazić, po prostu osoby na wysokich stanowiskach, szczególnie tych biurowych, nie byli częstym widokiem na polu walki. I nie dlatego, że się do tego nie nadawali, a dlatego, że byli potrzebni w innym miejscu.
- To... zakładam, że to to, co zatrzymało tam Idę... Powiedzieli mi, że badają tę sprawę głębiej, więc pewnie powiadomią o tym resztę biura na dniach, ale w Kniei dwukrotnie natrafiliśmy na istoty, które wywoływały w nas olbrzymi strach. Ciężko jest mi to opisać, ale do tej pory pamiętam, jak trzęsły mi się ręce.
Potarł palcami brodę.
- Pierwszy raz podczas Beltane, kiedy ukrywaliśmy się z Harper przed wiatrem, a drugi raz już po nim, kiedy przeczesywaliśmy odleglejsze części Kniei. Gdyby to było zaklęcie, to już by pewnie wygasło.
Wcale nie chciał zabrzmieć szorstko, ale słowa nie układały mu się idealnie tak, jak chciał. Z drugiej strony, czy Bertie nie powinien się już do tego trochę przyzwyczaić? Niby byli już dorośli, ale ich relacja nie zmieniła się wcale tak mocno od czasów, kiedy byli dzieciakami...
- Ale przyznaję, że jak nie dogoniłeś mnie i Malfoya, to wyobrażałem sobie, jak umieramy tam razem, napierdalając w to coś kijami. - Alastor dodał to po chwili refleksji. Bo gdyby udawał, że się nie bał, to nie tylko by skłamał, ale i naraził siedzące tutaj kobiety na potencjalne niebezpieczeństwo. Mavelle przecież tam mieszkała. Gdyby nagle zechciała tych widm szukać... Wolał nie wiedzieć, co by się z nią stało, gdyby to coś ją dopadło przez to, że nie znała ryzyka. Bo w to, że znając je i tak weszłaby do tego lasu nie wątpił, po prostu musiała się do tego przygotować nieco lepiej niż on oferujący leżącemu obok dziecku łyk wódki ze swojej piersiówki i mówiący mu, że to ich ostatnia nadzieja na przeżycie.
- Czy to zabrzmi źle, jeżeli powiem, że też się zdziwiłem, jak mnie przydzielili do drużyny z kanclerzem skarbu?
Moody nie chciał oczywiście w żaden sposób Malfoya urazić, po prostu osoby na wysokich stanowiskach, szczególnie tych biurowych, nie byli częstym widokiem na polu walki. I nie dlatego, że się do tego nie nadawali, a dlatego, że byli potrzebni w innym miejscu.
- To... zakładam, że to to, co zatrzymało tam Idę... Powiedzieli mi, że badają tę sprawę głębiej, więc pewnie powiadomią o tym resztę biura na dniach, ale w Kniei dwukrotnie natrafiliśmy na istoty, które wywoływały w nas olbrzymi strach. Ciężko jest mi to opisać, ale do tej pory pamiętam, jak trzęsły mi się ręce.
Potarł palcami brodę.
- Pierwszy raz podczas Beltane, kiedy ukrywaliśmy się z Harper przed wiatrem, a drugi raz już po nim, kiedy przeczesywaliśmy odleglejsze części Kniei. Gdyby to było zaklęcie, to już by pewnie wygasło.
fear is the mind-killer.