23.09.2023, 17:14 ✶
Kiedy puzzle w jego głowie zaczęły się układać, Sauriel mógł dostrzec, jak Moody wywraca oczami. Milczał, słuchając ich przepychanek i coraz mocniej wątplił w swoją decyzję sprzed chwili, ale wiedział też, do czego mógł doprowadzić wycofując się z niej tak po prostu.
Auror niby zajrzał w te dokumenty, jakby coś sprawdzał, w rzeczywistości jednak tylko budował zbędne napięcie i zabijał czas, bezczelnie sprawdzając sobie kim Sauriel był, żeby skojarzyć nazwisko z twarzą. W duchu modlił się do wszystkich bogów, jakich ludzie znali, a także do tych, które sobie wymyślili. Modlił się o to, że niejaki Sauriel Rookwood posiadał tyle oleju w głowie, żeby zrozumieć, jak bardzo Alastor miał to wszystko w dupie. Owszem, kazano mu reagować w sytuacjach nagłych, nie tylko tych dotyczących czarnej magii, ale to nie była nagła sytuacja, tylko szał babuszki, która pewnie nie dostrzegała jego lekko zażenowanej miny. Ten cały Rookwood to był młody chłopaczyna, dzieliło ich (jeżeli dobrze spojrzał) osiem lat doświadczenia życiowego, a ta przewaga doświadczenia mówiła Moody'emu: z takimi osobami nie warto się szarpać, bo jak ktoś funkcjonuje w swoim wyimaginowanym świecie, to prawdziwej pomocy powinien szukać w miejscu wykraczającym daleko poza jego kompetencje. Gdyby się miał zachować zgodnie z protokołem, to by ich pewnie obu musiał stąd zgarnąć, albo przynajmniej tę babcię, bo rzucanie fałszywych oskarżeń również było karalne, ale...
Miał zakuć starszą panią na oczach tej młodej dziewczyny? W ogóle - koncepcja aresztowania losowej babci na sabacie pełnym ludzi, chwilę po tym jak na oczach Ashling zeżarł jabłko z piaskiem, a to jest dopiero początek jego zmiany. Nie było chuja we wsi, że się na to zdecyduje, chyba że przyjdzie tutaj sama Harper i każe mu to zrobić pod groźbą wyrzucenia go z Biura. Jeżeli chcieli się ze sobą szarpać, to niech się nawzajem pozwą, byleby go nie wezwali na świadka do Wizengamotu.
Mimo wcześniejszego wywrócenia oczami niejaki Alastor Moody zachowywał się wciąż nadzwyczaj poważnie.
- Czyli te kwiaty tu zostają... - powiedział, oddając babci jej dokumenty - a pana zabieram ze sobą.
Gwizdnął i wykonał gest palcami, sygnalizując Saurielowi, żeby się odwrócił w stronę ścieżki, tyłem do zgromadzonych. Ale wcale nie zamierzał go wyprowadzić nigdzie daleko - ledwie tyle, żeby ich nikt z obecnych wokół nie widział i nie słyszał.
Auror niby zajrzał w te dokumenty, jakby coś sprawdzał, w rzeczywistości jednak tylko budował zbędne napięcie i zabijał czas, bezczelnie sprawdzając sobie kim Sauriel był, żeby skojarzyć nazwisko z twarzą. W duchu modlił się do wszystkich bogów, jakich ludzie znali, a także do tych, które sobie wymyślili. Modlił się o to, że niejaki Sauriel Rookwood posiadał tyle oleju w głowie, żeby zrozumieć, jak bardzo Alastor miał to wszystko w dupie. Owszem, kazano mu reagować w sytuacjach nagłych, nie tylko tych dotyczących czarnej magii, ale to nie była nagła sytuacja, tylko szał babuszki, która pewnie nie dostrzegała jego lekko zażenowanej miny. Ten cały Rookwood to był młody chłopaczyna, dzieliło ich (jeżeli dobrze spojrzał) osiem lat doświadczenia życiowego, a ta przewaga doświadczenia mówiła Moody'emu: z takimi osobami nie warto się szarpać, bo jak ktoś funkcjonuje w swoim wyimaginowanym świecie, to prawdziwej pomocy powinien szukać w miejscu wykraczającym daleko poza jego kompetencje. Gdyby się miał zachować zgodnie z protokołem, to by ich pewnie obu musiał stąd zgarnąć, albo przynajmniej tę babcię, bo rzucanie fałszywych oskarżeń również było karalne, ale...
Miał zakuć starszą panią na oczach tej młodej dziewczyny? W ogóle - koncepcja aresztowania losowej babci na sabacie pełnym ludzi, chwilę po tym jak na oczach Ashling zeżarł jabłko z piaskiem, a to jest dopiero początek jego zmiany. Nie było chuja we wsi, że się na to zdecyduje, chyba że przyjdzie tutaj sama Harper i każe mu to zrobić pod groźbą wyrzucenia go z Biura. Jeżeli chcieli się ze sobą szarpać, to niech się nawzajem pozwą, byleby go nie wezwali na świadka do Wizengamotu.
Mimo wcześniejszego wywrócenia oczami niejaki Alastor Moody zachowywał się wciąż nadzwyczaj poważnie.
- Czyli te kwiaty tu zostają... - powiedział, oddając babci jej dokumenty - a pana zabieram ze sobą.
Gwizdnął i wykonał gest palcami, sygnalizując Saurielowi, żeby się odwrócił w stronę ścieżki, tyłem do zgromadzonych. Ale wcale nie zamierzał go wyprowadzić nigdzie daleko - ledwie tyle, żeby ich nikt z obecnych wokół nie widział i nie słyszał.
fear is the mind-killer.