Kurwa, kogo by obchodziło kłótnie babci z małolatami? No?! To znaczy - oprócz tego, że można było popatrzeć na to, jak idioci robią z siebie pośmiewisko. I oprócz samych zaangażowanych w kłótnię. Doprawdy, może i Sauriel wyglądał podejrzanie, może i miał zakazaną mordę, a w nocy podglądał dziewczynki przyklejony do okien jak glonojad, ale to tylko dlatego, że w młodości naczytał się mugolskiego dzieła "Świt" o takim jednym wampirze, pięknej dziewczynie i wilkołaku. Każdy miał jakieś ideały. Serce Sauriela stało po właściwej stronie... czyli po jego własnej. W tym konflikcie szczególnie. Atak starszej kobiety był bulwersujący, on miał tutaj (jakąś, bo jakąkolwiek) reputację do utrzymania! To było absolutnie pojebane, kiedy Sauriel teraz tak na babkę spoglądał i myślał sobie, że jakieś typy na Nocturnie odsuwają się, kiedy lezie, żeby nie skończyć pod jego butami, ale ta babcia? Kurwa, to on powinien jej z drogi uciekać! I najlepsze było to, że był bezbronny jak każdy wnuczek posadzony przy babcijnym stole, kiedy ta mówi "no jedz, tak chudo wyglądasz"... Co prawda waga pokazywała, że przytyłeś ostatnio 10kg i matka z ojcem gonili ze szmatą, żeby iść pobiegać, ale dla babci zawsze będzie "schudłeś".
Czarnowłosy zaplótł ręce na klatce piersiowej, stojąc bardzo cierpliwie (to była w końcu jego najlepsza strona - cierpliwość). Po piętnastu sekundach zaczął tupać butem, bo to tak naprawdę... brało go do tańca. To wcale nie był wynik zniecierpliwienia. Cierpliwi ludzie nie ulegają w końcu emocjom, a negatywy mogli odsunąć na bok w obliczu walki o lepsze wyniki tego świata. Na przykład o to, żeby sobie na pewno pan "ja tu pilnuję porządku" poradzi. Trzeba było mu się kazać wylegitymować, może tak naprawdę był miejscowym woźnym i tylko jaja sobie robił z nich wszystkich. Chociaż nie, pewnie nie. Żaden woźny nie chciałby wchodzić z konflikt z tą babą, a pewnie mimo niby "kiepskiego wzroku" to Zbycha z mopek i grabiami poznałaby od razu. Taki to właśnie problem z oczami - doraźny. Na szczęście doczekał się zwrotu dokumentu i braku wyciągnięcia kajdanek (chociaż to trochę szkoda).
- Nie aresztujee go paaan? - Zapytała zszokowana kobieta, otwierając szeroko te swoje wielkie oczy. Sauriel uniósł się dumą. Postanowił nie pokazywać jej języka na pożegnanie.
- Babciu... na brodę Merlina, bardzo pana przepraszam za to zamieszanie, zajmę się nią... - Przyobiecała niewiasta i złapała babkę za ramiona, kiedy w zasadzie było jasne, że sprawa rozejdzie się po kątach. Bo nie było żadnej sprawy.
Sauriel był dobrym kotem - reagował na wyróżniające się dźwięki. Zdecydowanie bardziej niż na "pan pójdzie ze mną". Bo gwizdnięcie od razu skupiło jego uwagę na mężczyźnie i jego czarne oczy powędrowały w kierunku, gdzie Alastor wskazywał paluchem. Obejrzał się na moment na babkę z wnuczką, pokręcił głowę - i poszedł za mężczyzną bez słowa (wyjątkowo jak na siebie). Wyciągnął fajkę, żeby zapalić. Albo raczej - pseudo-zapalić. Aach, ludzie myśleli, że największa zgroza wampiryzmu to konieczność picia krwi, niemożność uprawiania seksu, że słońce pali i nigdy go nie zobaczysz... Nie! Kurwa, nie! Najgorsze było to, że nie można było już karmić raka, bo twoje płuca nie pracowały tak, jak powinny pracować! To była prawdziwa tragedia!
Wyciągnął paczkę w kierunku Alastora. No nie znał typa, ale może palił? Może też musiał przepalić całą tę absurdalną sytuację?
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.