23.09.2023, 19:23 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 23.09.2023, 19:39 przez Alastor Moody.)
Tak niewiele brakowało do tego, żeby dostał to czego chciał. Spoglądając w jej oczy, mimowolnie skrócił dystans dzielący ich twarze, w swojej wyobraźni włożył jej nawet swoją zimną dłoń pod koszulkę, chociaż wątpił, żeby jej temperatura miała jakieś znaczenie w stanie, w jakim Bones się znajdowała. To byłoby naprawdę proste, gdyby wszystko wyglądało tak jak na filmach - gdyby wystarczyło wbiec razem pod drzewo, żeby schronić się przed deszczem, gdyby wystarczyło pocałować się na takiej huśtawce i zapomnieć o wszystkim, co ich podzieliło.
Oczywiście, że nie powiedziała nic pierwsza.
Moody nie był głupi, dosyć szybko zorientował się, że to uczucie było obustronne. Szczerze mówiąc... musiałby być ślepy, żeby tego nie zauważyć, bo po tym jak go zostawiła dla innego faceta, po tym jak na siebie wylali wiadra pomyj, po tym jak sobie oboje obiecali, że to koniec... teraz nagle, po ostatecznej z ostatecznych kłótni „kończących wszystko”, nagle znowu spoglądała na niego w taki sposób, jakby naprawdę chciała być przez niego przytuloną, jakby potrzebowała wylać kilka łez w tej bliskości, w której się kiedyś czuła bezpieczna. Jego myśli również wróciły na dawny tor, mniej delikatny, bo się chyliły ku temu jak bardzo chciałby ją przygnieść do materaca swojego łóżka, ale równie oddany, bo w tym wyobrażeniu to mogła być tylko ona, chociaż się od kilku miesięcy zawzięcie obiecywał innej i wcale nie była to Mavelle Bones.
Oczywiście, że nie powiedziała nic pierwsza, bo takie rzeczy najłatwiej zwalało się na niego. On sam nie chciał nic mówić, wolałby to wszystko zagrzebać gdzieś głęboko, ale miał za sobą kolejną noc, której przespał tylko połowę, bo ciągle o tym wszystkim myślał. Tego nie dało się zdusić żadną ilością alkoholu, żadnymi próbami skupienia się na czymś innym. Przeniesienie na niego obowiązku przerwania tej niezręcznej ciszy było więc dobrym pomysłem, bo nie miał innego wyboru i tym razem nie mógł na to narzekać zbyt długo.
- To ja będę krzyczeć. Za to, że mi każesz o tym mówić, żeby się upewnić, że też to czuję.
I huśtanie się razem w jej domu uważał za najlepszy dowód tego, że miał rację. Westchnął w taki ociężały sposób, bo był trochę rozdarty. Jakaś jego część wciąż nosiła w sobie gorycz rozstania, więc mógłby jej wiele wygarnąć - tak bardzo lubiła go kontrolować, że się teraz nie wychylała na pierwszy ogień, tylko dla pewności własnego bezpieczeństwa liczyła na to, że obnaży się pierwszy. Ta druga część wciąż ją kochała. I nie chodziło tutaj tylko o ten głupi rytuał, od którego nie mógł oddychać w jej obecności. Po prostu niektórych uczuć się nie zapominało, nawet jeżeli obie strony ruszyły do przodu i mogłyby pisać książki o tym jak bardzo miały to wszystko za sobą.
- Nie mogę przestać o tobie myśleć - powiedział, przenosząc papierosa do lewej ręki, tą zaś kładąc na oparciu huśtawki. Tym sposobem był to niej skierowany bokiem, wciąż patrzał jej prosto w oczy i podniósł rękę prawą, żeby zacisnąć ją na materiale jej ubrania. Nie zamierzał puszczać. Skoro on miał na nią patrzeć, to i ona nie ucieknie wzrokiem. - Nie mogę przestać o tobie myśleć od Beltane i racjonalna - a może obłąkana - strona mówi mi, że to nie jest do końca normalne, powinienem pewnie zacząć zastanawiać się, czy to nie efekt jakiegoś zaklęcia, ale nie zrobiłem z tym nic od ośmiu dni, chociaż odkąd mieszkam w Dolinie, nie mogę zasnąć, bo jestem samotny, a ciebie nie ma obok.
Oczywiście, że nie powiedziała nic pierwsza.
Moody nie był głupi, dosyć szybko zorientował się, że to uczucie było obustronne. Szczerze mówiąc... musiałby być ślepy, żeby tego nie zauważyć, bo po tym jak go zostawiła dla innego faceta, po tym jak na siebie wylali wiadra pomyj, po tym jak sobie oboje obiecali, że to koniec... teraz nagle, po ostatecznej z ostatecznych kłótni „kończących wszystko”, nagle znowu spoglądała na niego w taki sposób, jakby naprawdę chciała być przez niego przytuloną, jakby potrzebowała wylać kilka łez w tej bliskości, w której się kiedyś czuła bezpieczna. Jego myśli również wróciły na dawny tor, mniej delikatny, bo się chyliły ku temu jak bardzo chciałby ją przygnieść do materaca swojego łóżka, ale równie oddany, bo w tym wyobrażeniu to mogła być tylko ona, chociaż się od kilku miesięcy zawzięcie obiecywał innej i wcale nie była to Mavelle Bones.
Oczywiście, że nie powiedziała nic pierwsza, bo takie rzeczy najłatwiej zwalało się na niego. On sam nie chciał nic mówić, wolałby to wszystko zagrzebać gdzieś głęboko, ale miał za sobą kolejną noc, której przespał tylko połowę, bo ciągle o tym wszystkim myślał. Tego nie dało się zdusić żadną ilością alkoholu, żadnymi próbami skupienia się na czymś innym. Przeniesienie na niego obowiązku przerwania tej niezręcznej ciszy było więc dobrym pomysłem, bo nie miał innego wyboru i tym razem nie mógł na to narzekać zbyt długo.
- To ja będę krzyczeć. Za to, że mi każesz o tym mówić, żeby się upewnić, że też to czuję.
I huśtanie się razem w jej domu uważał za najlepszy dowód tego, że miał rację. Westchnął w taki ociężały sposób, bo był trochę rozdarty. Jakaś jego część wciąż nosiła w sobie gorycz rozstania, więc mógłby jej wiele wygarnąć - tak bardzo lubiła go kontrolować, że się teraz nie wychylała na pierwszy ogień, tylko dla pewności własnego bezpieczeństwa liczyła na to, że obnaży się pierwszy. Ta druga część wciąż ją kochała. I nie chodziło tutaj tylko o ten głupi rytuał, od którego nie mógł oddychać w jej obecności. Po prostu niektórych uczuć się nie zapominało, nawet jeżeli obie strony ruszyły do przodu i mogłyby pisać książki o tym jak bardzo miały to wszystko za sobą.
- Nie mogę przestać o tobie myśleć - powiedział, przenosząc papierosa do lewej ręki, tą zaś kładąc na oparciu huśtawki. Tym sposobem był to niej skierowany bokiem, wciąż patrzał jej prosto w oczy i podniósł rękę prawą, żeby zacisnąć ją na materiale jej ubrania. Nie zamierzał puszczać. Skoro on miał na nią patrzeć, to i ona nie ucieknie wzrokiem. - Nie mogę przestać o tobie myśleć od Beltane i racjonalna - a może obłąkana - strona mówi mi, że to nie jest do końca normalne, powinienem pewnie zacząć zastanawiać się, czy to nie efekt jakiegoś zaklęcia, ale nie zrobiłem z tym nic od ośmiu dni, chociaż odkąd mieszkam w Dolinie, nie mogę zasnąć, bo jestem samotny, a ciebie nie ma obok.
fear is the mind-killer.