Wiedział, ze komu jak komu, ale akurat Victorii nie trzeba było tłumaczyć tego, co widnieje na jego ramieniu. Tka bardzo wymownego, w pewien sposób wyrażającego o wiele więcej, niż wyrazić mogły słowa. Ale nie wyrażało wystarczająco dużo, żeby w pełni objąć problem. Życie, które przeminęło i teraz Sauriel zbierał jego pokłosie. Teraz już wręcz machinalnie. Czasem ze złością. Czasem wywracając oczami. Chcę, nie chcę, marzenia, pragnienia - nic z tego nie miało najmniejszego znaczenia. Wszystko było przytłoczone ciężarem tatuażu, który wypalał jego skórę. I może gdyby lepiej znał transmutację to nawet spróbowałby się go pozbyć, ale nie znał. A nawet gdyby to..? Co dalej? Magiczna przyszłość nie była bajką, nawet z tą piekącą potrzebą, żeby w końcu pozbyć się ojca. Bo bez niego na pewno byłoby lepiej - przynajmniej jemu. I pod warunkiem, że tego miejsca wtedy nie zająłby ktoś inny.
Nie spoglądał na nią ani na swoją rękę. Zacisnął kilka razy palce, jakby testując siłę własnych mięśni, kiedy Victoria powoli przetrawiała to, co widzi. Dopiero, kiedy się odezwała, sam spojrzał na to czarne znamię. Całkiem kozackie, w przeciwieństwie do tych szlafroków, jakie nosili. Nie żeby design miał tutaj kluczowe znaczenie. Znaczenie miało to, że wezwania tego znaku nie dało się zignorować.
- Wyglądam, jakby zbierało mi się na żarty? - Wyjątkowo: nie. Wyjątkowo Sauriel był całkowicie poważny i nie w głowie były mu bzdury, które kompletnie z niczego potrafiły ten mózg nawiedzać. Zastanowienia o tym, czy nie lepiej Śmierciożercom byłoby w różowych jednorożcach, czym się różni kasza od mannej, albo jak długiego penisa trzeba mieć, żeby skakać na nim jak na szczudłach. A to ledwo powłoka tych bzdur, którymi się zajmował, żeby nie zaglądać pod powierzchnię. To, co wartościowe, oddzielone było cienką płachtą, a na płachcie leżał cały ten bezwartościowy syf. Takie zabawki dziecka, porozrzucane po całym pokoju. Dzisiaj zabawki były pochowane. - Mój ojciec i Josep od początku podążają za tą ideologią. Zresztą - koniec końców wszyscy umierają tak samo. Czystokrwisty, mugol... nie ma znaczenia. - Podniósł swoją rękę, żeby przyjrzeć się znakowi przed sobą, nim przesunął rękaw po białej skórze z rysującymi się pod nią fioletowymi żyłami. - Mówiąc, że małżeństwo ze mną cię unieszczęśliwi miałem na myśli coś więcej niż problemy emocjonalne. Rozumiesz? - Mówił z pełną powagą. I z pełną powagą na nią spoglądał. Takiej twarzy siebie jeszcze Victorii nie pokazał. Zazwyczaj rozmawiał tak z ludźmi, z którymi robił interesy - choć dla Victorii był z milion razy łagodniejszy. Bo ludziom z Nocturnu mógł przyjebać za krzywe spojrzenie. Victorii by tego nie zrobił nawet za przykre słowa.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.