Czym zasłużyła Victoria, żeby trafić do szponów takiej Isabelli? Niczym. Po prostu miała pecha urodzić się z jej łona i lędźwi swego ojca. Świat nie potrzebował mieć na to powodów, nie musiał mieć podpisanego zezwolenia proboszcza i kilku pokoleń wstecz. Tak się działo - tyle. Wiara w reinkarnację? Kto wie. Może to się naprawdę działo. A może Limbo było nieskończoną dziurą, do której wrzucano kolejne dusze. Dla Sauriela to była jedna wielka pierdolona czarna magia. Nawet dalsza, bo nekromancja wcale mu daleką nie była. Sprawiedliwość istniała tylko wtedy, kiedy potrafiłeś sobie ją wyszarpać z rąk ludzi dookoła własnymi rękoma. Nie było na to złotej odpowiedzi.
- Zabijanie to moja robota, kiedy inni mają białe rękawiczki. Nikt nagle nie powie "okej", kiedy oświadczę, że szukam zmiany i poprawy. - Nie mówił tego ironicznie, to było jednak bardzo duże uproszczenie całej sytuacji, całej sprawy, co było chyba jasne. Ucieczka z Nocturnu pewnie nie byłaby taka problematyczna i to nie nią się przejmował. Ucieczka od Śmierciożerców? Ha... Oczywiście mógł to próbować wyjaśnić bardziej, wypowiadać szerzej, ale nie chciał jednej rzeczy - żeby szukała w tym usprawiedliwiania go i rozgrzeszania. Bo rzeczywiście, tak naprawdę nie spodziewał się wielkich morałów, ostracyzmu od jej osoby, choć nie był pewien, czy po tych wiadomościach tego nie osiągnie. Bardziej jednak nie chciał, żeby starała się go usprawiedliwiać, nawet we własnych oczach. W końcu było w zasadzie nawet gorzej niż to, co jej opowiadał. - Jest gorzej, niż to, co mówię. Naprawdę. Jest w kurwę gorzej. - Ale nie chciał o tym wszystkim mówić... Victoria przecież nie była głupia. Pracowała jak auror, wiedziała, czym jest zabijanie ludzi, z czym się wiąże. Czym jest czarna magia. Jak bardzo człowiek potrafi upaść, kiedy magia znaczyła jego duszę i rozkładała ją na części pierwsze.
- Pewnie, że nic złego. Ale niebezpiecznego już tak. - A musisz być dzielna, Różyczko. Dzielna, silna i kwitnąć. Przy kimś, kto zasłuży na twoją miłość i kto ciebie również będzie kochał. Nie powiedział nic na jej ostrzeżenie, żeby o tym nie myślał. Pomyślał. Czy byłby w stanie zabrać ją ze sobą? Na pewno. Ale tego nie zrobił i nie zrobi. Ta kobieta musiała poczekać na miejsce w piekle, dopóki ktoś inny jej nie zabierze. Isabella była jaka była, ale to jednak była matka... tak i dla niego ważna była Anna mimo wszystkiego, co mówił i co potrafił robić. To nadal była matka. Szkoda tylko, że Isabella tak krzywdziła swoją córkę przy tym wszystkim nie licząc się z jej uczuciami.
- Dałaś. Dałaś mi nawet więcej. Wiem, że to nie to chciałaś ode mnie usłyszeć parę dni temu, ale mówiłem szczerze. - Nikt nigdy mnie tak nie zainspirował do życia, jak ty. Oto i była ta słodko-gorzka prawda. Zapalił papierosa. Krew nie miała przetoczyć kofeiny, serce nie miało bić mocno jak werbel. Płuc nie miał wypełnić dym. Panowała cisza. Jego ciało nie reagowało. Spojrzał na Victorię z uśmiechem. - Pora, kurwa, zawalczyć w końcu o swoje miejsce na tym pieprzonym świecie, Viki. Niech się staruszkom nie wydaje, że nic nie możemy. - Tylko mnie puść. I pozwól mi odejść. - Obiecasz mi to? Że staniesz do walki?
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.