Maya i Peppa wyglądały zjawiskowo. Nie pasowały nie tylko do loży biedaków. Ich stroje przyćmiewały nawet lożę VIPów.
W końcu znalazła go.
— Tam jest — pisnęła cicho w stronę przyjaciółki. Jej oczy utkwione były w Philipie. — Wygląda na zrelaksowanego. Oczywiście. Przecież wygra to spotkanie. Lestrange wygląda na takiego, co jest tylko dobry w gadce gdy ma kolegów za plecami.
Ostatnie zdania nie padły już szeptem. Niech ludzie wokół wiedzą, po czyjej była stronie. Zjechała lornetką na drugą stronę "ringu".
— Oho, ale nasz niegrzeczny chłopiec też jest niczego sobie... Wiesz, już nie jestem pewna, czy na wygranej Notta aż tak mi zależy... — zachichotała, odrywając się na chwilę od lornetki. A gdy ponownie zaczęła obserwować okolice Louvaina, zacisnęła z przejęcia wolną dłoń na ramieniu Mayi. — Dolohov! Patrz! Nie wiedziałam, że gustuje w tego typu rozrywkach... A kim jest ta dziewczyna u jego boku? Jakaś jego siostrzenica? Bo przecież nie przyszedłby z kochanką na takie wydarzenie, co nie?
Kolejne rozglądanie się. A wtedy dostrzegła GO.
— Na Merlina, Maya, on tu jest...
Z jakiegoś powodu Peppa zupełnie nie przewidziała, że kuzyn Louvain się tu zjawi. Cóż za zbieg okoliczności.
Wcisnęła przyjaciółce swoją lornetkę w dłonie.
— Ja już nie mogę patrzeć. Nie chcę, żeby przypadkiem zwrócił na mnie uwagę. Chyba umrę.
Jeśli Maya rozejrzała się po okolicy, mogła znaleźć jedną osobę, która wprowadzała w Peppie tyle zamieszania. Rabastan Lestrange. Przez moment była w nim niesamowicie zadurzona w szkole. Dopóki nie odkryła, że są kuzynostwem. (Jak wszyscy czarodzieje, ale nowość.)