25.09.2023, 21:13 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 25.09.2023, 21:13 przez Alastor Moody.)
Gorycz, która się w nim nazbierała, toczyła znów walkę z ciepłym uczuciem, które od lat żywił w kierunku siedzącej naprzeciwko kobiety. Jakie to było wszystko idiotyczne i jakie skomplikowane - świat byłby nieco prostszy gdyby wystarczyło się kochać, żeby móc żyć razem i być szczęśliwym, ale on był od dziecka w tych kwestiach popsuty. Może gdyby wyniósł z domu trochę lepsze wzorcem niż wieczne poświęcanie się dla innych, nawet za cenę swojego życia prywatnego, to wszystko byłoby przynajmniej o gram lżejsze i być może, ale tylko być może, nie dusiło go tak jak teraz.
- Bo mam kogoś, ale jakie to ma znaczenie - dla każdego zdrowo myślącego człowieka to miało ogromne znaczenie - skoro kiedy tylko w zasięgu wzroku pojawiasz się ty, to przestaję o niej myśleć. Gdyby nie to, że nigdy bym się nie napił czegoś na sabacie, zacząłbym podejrzewać wszystkich o to, że dolali mi do szklanki amortencji.
Puścił ją wreszcie, bo już się napatrzył na te oczy zbitego psa i musiał zaciągnąć się papierosem, zanim będzie tę rozmowę kontynuował, a nie chciał jej przecież dmuchnąć dymem w twarz.
- A niech to - warknął wreszcie, cudem powstrzymując się przed splunięciem na ziemię. - Skoro się oboje boimy powrotu do tego co było - i teraz kiedy wymówił swoje obawy na głos, oboje powiedzieli to sobie tutaj cholernie wyraźnie - to dlaczego? Co to było? Jakieś zaklęcie, urok? Ile lat minęło, odkąd mnie dla niego zostawiłaś...? - W sposobie, w jaki to powiedział, w szorstkości tych słów, było zawarte to, że te emocje nadal w nim żyły, nawet jeżeli je w normalnych sytuacjach bardzo dobrze spychał na bok. Drżącą ręką zbliżył papierosa do ust raz jeszcze, a później wypuścił dym tak, żeby huśtawka w leciała w tym momencie w przeciwnym kierunku. Oczywiście nie dawało to zbyt wiele - gdyby nie mieli się tym dymem dusić, to musieliby przestać się huśtać, ale najwyraźniej oboje mieli swoje sposoby na radzenie sobie z narastającym, duszącym stresem. - To wróciło tak nagle, kochanie cię w najgorszy możliwy sposób. - A dopiero co udało im się z tego wszystkiego jakoś wyleczyć i zachowywać w stosunku do siebie normalnie. - I nie pieprz głupot o dokładaniu mi ciężaru. Nie mam już dwudziestu lat, nie wyśmieję cię za to co czujesz, a to zdecydowanie nie ja mam po Beltane najgorzej.
Obiecali sobie przecież, że będą trzymać się razem.
- Bo mam kogoś, ale jakie to ma znaczenie - dla każdego zdrowo myślącego człowieka to miało ogromne znaczenie - skoro kiedy tylko w zasięgu wzroku pojawiasz się ty, to przestaję o niej myśleć. Gdyby nie to, że nigdy bym się nie napił czegoś na sabacie, zacząłbym podejrzewać wszystkich o to, że dolali mi do szklanki amortencji.
Puścił ją wreszcie, bo już się napatrzył na te oczy zbitego psa i musiał zaciągnąć się papierosem, zanim będzie tę rozmowę kontynuował, a nie chciał jej przecież dmuchnąć dymem w twarz.
- A niech to - warknął wreszcie, cudem powstrzymując się przed splunięciem na ziemię. - Skoro się oboje boimy powrotu do tego co było - i teraz kiedy wymówił swoje obawy na głos, oboje powiedzieli to sobie tutaj cholernie wyraźnie - to dlaczego? Co to było? Jakieś zaklęcie, urok? Ile lat minęło, odkąd mnie dla niego zostawiłaś...? - W sposobie, w jaki to powiedział, w szorstkości tych słów, było zawarte to, że te emocje nadal w nim żyły, nawet jeżeli je w normalnych sytuacjach bardzo dobrze spychał na bok. Drżącą ręką zbliżył papierosa do ust raz jeszcze, a później wypuścił dym tak, żeby huśtawka w leciała w tym momencie w przeciwnym kierunku. Oczywiście nie dawało to zbyt wiele - gdyby nie mieli się tym dymem dusić, to musieliby przestać się huśtać, ale najwyraźniej oboje mieli swoje sposoby na radzenie sobie z narastającym, duszącym stresem. - To wróciło tak nagle, kochanie cię w najgorszy możliwy sposób. - A dopiero co udało im się z tego wszystkiego jakoś wyleczyć i zachowywać w stosunku do siebie normalnie. - I nie pieprz głupot o dokładaniu mi ciężaru. Nie mam już dwudziestu lat, nie wyśmieję cię za to co czujesz, a to zdecydowanie nie ja mam po Beltane najgorzej.
Obiecali sobie przecież, że będą trzymać się razem.
fear is the mind-killer.