Różdżkę cały czas celowała bezpośrednio w niego. Nie musiał przecież wiedzieć, że nie była dobra w pojedynkach. Znała kilka nieszkodliwych zaklęć, które pomogłyby wyjść jej z tarapatów, ale stres skutecznie ćmił jej umysł. Chciała też dać mu może szansę na wytłumaczenie swojego zachowania? Nie była pewna, ale na pewno nie miała zamiaru go bagatelizować i po prostu atakować zaklęciem, bo mogła trafić na typa, który mógł maczać palce w czarnej magii, prawda? Czasy były niespokojne, a ona ledwo ukończyła szkołę. Avelina od zawsze myślała racjonalnie, spokojnie i z każdej opresji starała się wyjść bez niepotrzebnej bójki. Czasami ktoś nazwał ją tchórzem, ale nie przejmowała się tym. Po prostu wolała inaczej rozwiązywać swoje problemy. W jej ciemnych oczach tlił się strach, mrużyła je jednak gniewnie, ponieważ mimo wszystko mężczyzna wyprowadził ją z równowagi. Nie lubiła tego u nich, że zawsze posługiwali się siłą fizyczną w próbie dominacji nad kobietami. Avelina też nie była naiwna, myślała pragmatycznie i nie ufała byle jakim przystojniakom z zaułków skaczących po gzymsach budynków.
Jej bystre oczy przyglądały mu się uważnie i zagatkowo. Oparła wolną dłoń na biodrze, które lekko wypchnęła w bok. Zagryzła wargę myśląc chwilę nad czymś.
– Załóżmy, że mam to, co chcesz. Jeśli ci to oddam, co będę z tego mieć? – czy była egoistką? Nie, ale zawsze wiedziała, że są sytuacje, w których można coś ugrać. W każdym momencie mogłaby zmienić się w kota i zwiać mu, więc może coś z tego zyska? Avelina nigdy nie robiła nic za darmo jeśli przeciwna strona nie była jej przyjacielem, a ten mężczyzna był złodziejem, kimś kogo ścigała Brygada, więc nie mógł być dobry.