28.09.2023, 22:52 ✶
Spojrzał na nią z ukosa. Miał jej przypomnieć ich historię? No i poza tym... ta dziewczyna, o której myślała, była mężatką. Nie, świat widziany jego oczami nie wyglądał w ten sposób. I nie bał się o tym mówić.
Odkaszlnął, słysząc jak skrupulatnie wylicza dni, jakie upłynęły od momentu ich rozstania.
- Wszystko potencjalnie się kończy. Cała armia ludzi w maskach, zdolna do zamordowania kogoś ot tak, niszczy święte miejsce leśnych dziadów - druidów w sensie - a ja się mam przejmować tym, że związki się rozpadają, bo ktoś zakochuje się w kimś innym... Gdyby to było aż tak bardzo nieprzyzwoite, to od roku, ośmiu miesięcy i dwunastu dni widywałabyś mnie tylko na obowiązkowych spotkaniach w pracy.
Oddał jej tego papierosa, wyraźnie tym wszystkim skołowany. Jego wargi wykręciły się w nieco drwiącym uśmiechu, ale nie drwił wcale z niej, tylko z tej sytuacji, w jakiejś się najwyraźniej wbrew swej woli znaleźli.
- Mogę uwierzyć, że nas do siebie znowu ciągnie, chociaż pasujemy do siebie jak pięść do mordy, ale w to, że po tych burach o zżółknięte firanki, które mi zrobiłaś, nagle jarasz fajki - nigdy. To musi być magiczne. Ile razy powiedziałaś w tym miesiącu Brennie, żeby zachowała stałą czujność?
Na wzmiankę o bólu wywrócił oczami. Bo to go w niej irytowało najmocniej. Nie był dzieckiem. NIE BYŁ DZIECKIEM. Nie potrzebował poprawiania mu koszuli, nie potrzebował kogoś, kto będzie za nim biegał i o niego dbał, nie potrzebował tego wiecznego zamartwiania się, że czyjeś problemy będą dla niego ciężarem, kiedy chce mu się jednocześnie pomóc nieść wszystko, co zdaniem Mavelle mu wadziło, chociaż potrafił z tym żyć. To było nawet miłe i urocze kiedy od czasu do czasu robili to jego przyjaciele, ale kiedy ktoś próbował kontrolować jego życie, kiedy próbował go zmienić, nie potrafił wytrzymać. Bo nie widział wcale, że to wszystko było dla jego dobra. A może on po prostu chciał być taki popsuty, może mu to pasowało. To regularne ciepło, okazywana mu bezinteresownie czułość - to właśnie go zabijało, czuł się wtedy tak dziwnie i źle, nie potrafił i nie chciał tego przyjmować, bo nie potrafił i nie miał zamiaru się tego nauczyć. Tata go wychował na żołnierza, a nie na męża. Siostra go wychowała na kogoś, kto pomagał innym, a nie tę pomoc przyjmował bez cienia wstydu. A mama nie wychowała go wcale. Mama nauczyła go tylko, że nawet szczęśliwe momenty miały swój koniec i taka była kolej rzeczy.
Takim ludziom jak on pomagało się podstępem, albo się do nich nie przywiązywało.
- Przestań, po prostu przestań gadać o tym, że mi czegoś dokładasz tym, że istniejesz i masz jakieś potrzeby - powiedział jej, chociaż nie potrafił powiedzieć tego sobie. Jego słowa smakowały hipokryzją, ale były zabójczo szczere. - Nie jesteśmy już razem, ale to nie znaczy, że przestałaś być dla mnie kimś ważnym. - To do końca szczere nie było, bo w istocie po rozstaniu był na nią strasznie cięty, ale zdążył już ochłonąć. - Co mnie to w ogóle obchodzi, że jesteś zimna, poza tym, że chciałbym ci pomóc? Zmarznę? To na siebie rzucę zaklęcie. Przeniosłem cię przez pół Kniei i jakoś żyję.
Westchnął głośno, pocierając twarz spoconą dłonią.
- Gdybyśmy byli w bajce, bylibyśmy innymi ludźmi.
Odkaszlnął, słysząc jak skrupulatnie wylicza dni, jakie upłynęły od momentu ich rozstania.
- Wszystko potencjalnie się kończy. Cała armia ludzi w maskach, zdolna do zamordowania kogoś ot tak, niszczy święte miejsce leśnych dziadów - druidów w sensie - a ja się mam przejmować tym, że związki się rozpadają, bo ktoś zakochuje się w kimś innym... Gdyby to było aż tak bardzo nieprzyzwoite, to od roku, ośmiu miesięcy i dwunastu dni widywałabyś mnie tylko na obowiązkowych spotkaniach w pracy.
Oddał jej tego papierosa, wyraźnie tym wszystkim skołowany. Jego wargi wykręciły się w nieco drwiącym uśmiechu, ale nie drwił wcale z niej, tylko z tej sytuacji, w jakiejś się najwyraźniej wbrew swej woli znaleźli.
- Mogę uwierzyć, że nas do siebie znowu ciągnie, chociaż pasujemy do siebie jak pięść do mordy, ale w to, że po tych burach o zżółknięte firanki, które mi zrobiłaś, nagle jarasz fajki - nigdy. To musi być magiczne. Ile razy powiedziałaś w tym miesiącu Brennie, żeby zachowała stałą czujność?
Na wzmiankę o bólu wywrócił oczami. Bo to go w niej irytowało najmocniej. Nie był dzieckiem. NIE BYŁ DZIECKIEM. Nie potrzebował poprawiania mu koszuli, nie potrzebował kogoś, kto będzie za nim biegał i o niego dbał, nie potrzebował tego wiecznego zamartwiania się, że czyjeś problemy będą dla niego ciężarem, kiedy chce mu się jednocześnie pomóc nieść wszystko, co zdaniem Mavelle mu wadziło, chociaż potrafił z tym żyć. To było nawet miłe i urocze kiedy od czasu do czasu robili to jego przyjaciele, ale kiedy ktoś próbował kontrolować jego życie, kiedy próbował go zmienić, nie potrafił wytrzymać. Bo nie widział wcale, że to wszystko było dla jego dobra. A może on po prostu chciał być taki popsuty, może mu to pasowało. To regularne ciepło, okazywana mu bezinteresownie czułość - to właśnie go zabijało, czuł się wtedy tak dziwnie i źle, nie potrafił i nie chciał tego przyjmować, bo nie potrafił i nie miał zamiaru się tego nauczyć. Tata go wychował na żołnierza, a nie na męża. Siostra go wychowała na kogoś, kto pomagał innym, a nie tę pomoc przyjmował bez cienia wstydu. A mama nie wychowała go wcale. Mama nauczyła go tylko, że nawet szczęśliwe momenty miały swój koniec i taka była kolej rzeczy.
Takim ludziom jak on pomagało się podstępem, albo się do nich nie przywiązywało.
- Przestań, po prostu przestań gadać o tym, że mi czegoś dokładasz tym, że istniejesz i masz jakieś potrzeby - powiedział jej, chociaż nie potrafił powiedzieć tego sobie. Jego słowa smakowały hipokryzją, ale były zabójczo szczere. - Nie jesteśmy już razem, ale to nie znaczy, że przestałaś być dla mnie kimś ważnym. - To do końca szczere nie było, bo w istocie po rozstaniu był na nią strasznie cięty, ale zdążył już ochłonąć. - Co mnie to w ogóle obchodzi, że jesteś zimna, poza tym, że chciałbym ci pomóc? Zmarznę? To na siebie rzucę zaklęcie. Przeniosłem cię przez pół Kniei i jakoś żyję.
Westchnął głośno, pocierając twarz spoconą dłonią.
- Gdybyśmy byli w bajce, bylibyśmy innymi ludźmi.
fear is the mind-killer.