01.10.2023, 22:53 ✶
Kolejne minuty upływały, a gości przybywało. Zdecydowana większość zaproszonych gości odpowiedziała na zaproszenie, co dodawało mu otuchy. Co prawda brakowało kilku twarzy, jak choćby jego najbliższego rodzeństwa; Williama i samej Loretty dla której zorganizował całe to przedsięwzięcie. Mentalnie był odpowiednio przygotowany na tą walkę, nie obawiał się niczego, właściwie to we własnych myślach już otwierał szampana na afterparty, by uczcić zwycięstwo. Nawet jeśli trafiłby mu się niefartowny wypadek, to był całkowicie, że Atreus dokończy to co Louvain zaczął. A gdyby był to pojedynek dwójkowy, no to oponenci nie mieliby żadnych szans. Na Philipa był przygotowany już od kilku lat, nie sądził by miał stwarzać jakieś większe problemy. Jeśli ktoś z przeciwnej strony miałby pokrzyżować jego plany to był to zdecydowanie bardziej Erik. Dlatego rozsądniej byłoby obchodzić się z Nottem nieco delikatniej, by pozostał sprawny do końca całego spotkania. Z drugiej strony pulsująca w jego piersi pycha podpowiadała mu, żeby wyprowadzać jak najsilniejsze zaklęcia, a nóż Philip upadnie na twarz i do fotografii będzie pozował z rozkwaszonym nosem. A co do nieregulaminowych zagrywek, to nie miał takowych w planach. Może i Lou był śliskim typem od nieczystych zagrań, ale bez przesady, miał w sobie odrobinę instynktu samozachowawczego. Jeśli miał odzyskać honor własnej bliźniaczki, to kretyńskim rozwiązaniem byłoby trzymanie się taktyki wygranej za wszelką cenę. Nie po to zbierał tu połowę Londynu, by strzelać salwami czarnej magii, byleby znokautować przeciwnika. Bo gdyby chodziło o brutalną przemoc dla samej przemocy miał od tego nieco inne szaty oraz maskę, niż tradycyjny strój pojedynkowy. Liczyło się przede wszystkim to by zamknąć pysk wszystkim tym, którzy ujadali na temat Loretty. Żeby każdy kto publicznie wyrażał się niepochlebnie na temat jego siostry zrozumiał, że może to mieć swoje konsekwencje.
Powitał Stanleya serdecznym uśmiechem. - Stres możesz zobaczyć, o tam. - wskazał palcem w stronę Philipa oraz Erika, a potem uśmiechnął się nieco cynicznie. Wyglądali na przynajmniej odrobinę przejętych, cały czas dyskutowali między sobą, no i właściwie niezbyt wielu gości ich otaczało. Trochę jakby tamta strona nie była zbyt interesująca dla publiczności. Zaryzykowałby nawet stwierdzenie, że ich miny sugerowały jakby czegoś się obawiali, czegoś nieprzewidywalnego. To nawet dobrze, niech się obawiają nawet jeśli, wyjątkowo, Louvain nie planował niczego podstępnego. Potem dostrzegł swoją szwagierkę, Eden, więc jej też skinął głową na powitanie z nienachalnym uśmiechem. Liczył, że pojawi się w towarzystwie swojego męża Williama, ale najwidoczniej na nią mógł bardziej liczyć, niż na własnego brata. Zdążył też skrzyżować spojrzenie z Severine, które mimowolnie wywołało na jego ustach niewielki uśmiech, ale szybko go stłumił, by pozostać w poważnym tonie. Z kamienną twarzą puścił jej jedno oczko, by wiedział, że cieszy się na jej przybycie. Najwyższa pora by zacząć się koncertować, bo lada chwila nastąpi otwarcie wydarzenia. Dlatego zignorował już nędzę zaczepki Vakela, czy grzecznościowe smalltalki od strony zaproszonych gości. W końcu w pewnym momencie światła na hali przygasły, oświetlając wyłącznie arenę walki w centrum wielkiego pomieszczenia, co było sygnałem do rozpoczęcia widowiska. - Najwyższy czas przyjacielu. - zwrócił się w stronę Atreusa, poklepał go po plecach i zachęcił by podążył za nim. Po było przywitać się ze wszystkimi zgromadzonymi.
Powitał Stanleya serdecznym uśmiechem. - Stres możesz zobaczyć, o tam. - wskazał palcem w stronę Philipa oraz Erika, a potem uśmiechnął się nieco cynicznie. Wyglądali na przynajmniej odrobinę przejętych, cały czas dyskutowali między sobą, no i właściwie niezbyt wielu gości ich otaczało. Trochę jakby tamta strona nie była zbyt interesująca dla publiczności. Zaryzykowałby nawet stwierdzenie, że ich miny sugerowały jakby czegoś się obawiali, czegoś nieprzewidywalnego. To nawet dobrze, niech się obawiają nawet jeśli, wyjątkowo, Louvain nie planował niczego podstępnego. Potem dostrzegł swoją szwagierkę, Eden, więc jej też skinął głową na powitanie z nienachalnym uśmiechem. Liczył, że pojawi się w towarzystwie swojego męża Williama, ale najwidoczniej na nią mógł bardziej liczyć, niż na własnego brata. Zdążył też skrzyżować spojrzenie z Severine, które mimowolnie wywołało na jego ustach niewielki uśmiech, ale szybko go stłumił, by pozostać w poważnym tonie. Z kamienną twarzą puścił jej jedno oczko, by wiedział, że cieszy się na jej przybycie. Najwyższa pora by zacząć się koncertować, bo lada chwila nastąpi otwarcie wydarzenia. Dlatego zignorował już nędzę zaczepki Vakela, czy grzecznościowe smalltalki od strony zaproszonych gości. W końcu w pewnym momencie światła na hali przygasły, oświetlając wyłącznie arenę walki w centrum wielkiego pomieszczenia, co było sygnałem do rozpoczęcia widowiska. - Najwyższy czas przyjacielu. - zwrócił się w stronę Atreusa, poklepał go po plecach i zachęcił by podążył za nim. Po było przywitać się ze wszystkimi zgromadzonymi.
Od tej pory przestaje obowiązywać podział na tury oraz limity. Zachęcamy do podkreślania imion postaci z którymi chcecie wchodzić w interakcję.
Dzięki za przybycie i przyjemnej dalszej rozgrywki!
Dzięki za przybycie i przyjemnej dalszej rozgrywki!
Postać opuszcza sesję