Avelina natomiast była pewna porażki jeśli doszłoby do pojedynku nawet trzymając w ręce różdżkę. Zapewne zmieniłaby się w swoją kocią formę i uciekła. Może powinna to zrobić? Może powinna pierdolić rozmowę z tym człowiekiem i po prostu zwiać jak tchórz. Dziewczyna jednak nie chciała, aby ktoś ginął z powodu tak prozaicznego powodu jak mały worek z tajemniczą zawartością. Nie, nie zajrzała do środka mimo ciekawości wolała nie wiedzieć co znalazła. Wolała to oddać służbom, które zajmą się sprawą, ale co jeśli ona sama przez taką głupotę zginie? Patrzyła na niego nieodgadnionym wzrokiem, jej źrenice były powiększone tak mocno ze stresu, strachu i wściekłości dla swojej bezradności, że wyglądały jak oczy demona. Czasami słyszała, że ludzie boją się wściekłych ciemnookich osób, bo wyglądali wtedy jak demony. Avelina jednak nie była podłym człowiekiem, udawała, że jest silna, że wie czego chce, a tak naprawdę po prostu chciała zamknąć się w domu i nigdy z niego nie wychodzić.
Cicho prychnęła na jego słowa.
– Dobre samopoczucie, że oddałam coś złodziejowi? – zapytała, a jego pytanie o to, co chciała zignorowała. Nie wiedziała co chciała. Po prostu rzuciła czymkolwiek w eter, aby przedłużyć chwilę porażki, która szykowała się nieubłaganie. Nic nie mam, zejdź mi z drogi – chciała powiedzieć, ale kłamać nie potrafiła; może czasem jakieś drobne kłamstewko wymknęło się jej z ust, ale nigdy nie potrafiła przekonywać kogoś do czegoś, co nie było prawdą.
Ruszyła w jego kierunku. Nie wyciągnął różdżki, uniósł dłonie ku górze. Zdawał się nie chcieć zrobić jej krzywdy. Może było to głupie założenie. Oboje na pewno kłamali, Avelina trochę gorzej, bo nie lubiła kłamać, ale głównie tylko ważnym dla niej osobom. Zatrzymała się niedaleko niego, nie wykonywała gwałtownych ruchów, nie sprawiała wrażenia osoby, która mogłaby zrobić mu krzywdę.
– Naprawdę… coś ci się stanie? – była głupia? Nie. Czy była naiwna? Teraz zdecydowanie tak, bo nie chciała, aby złodziejowi, aby komuś spod ciemnej gwiazdy stała się krzywda. Czy on ją wkurzył? Ogromnie. Miała ochotę mu znowu przyłożyć. Czy to zrobi? Oczywiście, że nie. Dłonie jej drżały, a spojrzenie kierowała gdzieś na jego usta lub czoło byle nie patrzeć w oczy. Avelina nie cierpiała ludzkich oczu ze względu na to, że szybko łapała się na współczucie, gdy komuś na czymś zależało. Czy lubiła pomagać? Tak, ale nie chciała być wykorzystywana przez recydywistów. Nie chciała też ulegać facetom, a zwłaszcza po tym jak codziennie myślała o pieprzonym Rookwoodzie, że mogłaby do niego napisać, że mogłaby się z nim znowu spotkać. Gdy opuściła szkołę jeszcze bardziej za nim zatęskniła, ale powinna zapomnieć.
Walka w jej głowie trwała w jej przeświadczeniu długo, ale dla jej przeciwnika było to tylko kilka chwil. W końcu bez słowa wyciągnęła z torby mały woreczek, który zgubił.
– Nie chce kłopotów i ty też nie powinieneś się w nie pakować – przyłożyła ten woreczek do jego klatki piersiowej. Teraz nad jej głową powinien wisieć wielki napis PORAŻKA, bo nie zrobiła czegoś dobrego, bo oddała mu rzecz, która zapewne została komuś skradziona. Czy życie naprawdę składało się z samych porażek?
@The Edge