02.10.2023, 12:34 ✶
Moody chciał w świetle tych absurdalnych krzyków wyglądać poważnie, żeby ewentualnie podbudować historię, jaką ta biedna dziewczyna będzie musiała sprzedać swojej tracącej kontakt z rzeczywistością babci. Tak poważnie, jakby go faktycznie pchnął do przodu, kiedy tego ręka dotknęła tyłu ramienia chłopaka, jakby na znak, że ma iść szybciej. W zestawieniu z absurdalnie wielką posturą, jaką posiadał, był to jednak dotyk bardzo delikatny. Ciepła dłoń w ogóle na Sauriela nie naparła, jedynie lekko musnęła powierzchnię jego kurtki. Ciepła? W porównaniu z Saurielem musiał być pewnie gorący... ale przez materiał się tego, przez tak krótki czas, z pewnością nie wyczuło.
A kiedy już znaleźli się poza zasięgiem wzroku którejkolwiek z nich, odetchnął, zgarbił się trochę. Jak się nie puszył w tej swojej postawie dzielnego Aurora, wydawał się być nieco niższy i jakkolwiek to zabrzmi - bardziej miękki. Bo jego ciało się w normalnych warunkach niesamowicie napinało. Teraz sprawiał wrażenie, jakby po dotknięciu jego brzucha palec miał się w nim jednak zatopić.
- Ale ty masz kurwa pecha - zaczął wreszcie, pocierając twarz dłonią, przez co ledwo go było słychać - żeby na tak nudnym sabacie zwrócić na siebie uwagę sił specjalnych. - Chociaż w gruncie rzeczy nie stało się nic. Ich plecy przeszył niby dreszcz żenady, ale to jeszcze nie był koniec świata - jakieś idiotyczne wspomnienie, o którym kilka razy przypomną sobie próbując zasnąć, a potem pewnie wypadnie im z głowy do czasu, kiedy nie spotkają się ponownie.
Papierosem się poczęstował. Miał w kieszeni munduru paczkę swoich, ale przecież kiedy mógł kogoś tak po prostu opalić, to się nie będzie chwalił. Na bogatego nie trafiło.
- Dzięki - powiedział, wyciągając do niego dłoń.
Korzystając z okazji, zmierzył go spojrzeniem, już tak na spokojnie. Przez jego myśl przemknęło, że może nie powinien go tak oceniać po wyglądzie, sam się tak przecież nosił jako dzieciak, a jest Aurorem. Gdyby tylko wiedział, że stał naprzeciw niego wampir śmierciożerca, zaśmiałby się głośno. Ale nie wiedział.
A kiedy już znaleźli się poza zasięgiem wzroku którejkolwiek z nich, odetchnął, zgarbił się trochę. Jak się nie puszył w tej swojej postawie dzielnego Aurora, wydawał się być nieco niższy i jakkolwiek to zabrzmi - bardziej miękki. Bo jego ciało się w normalnych warunkach niesamowicie napinało. Teraz sprawiał wrażenie, jakby po dotknięciu jego brzucha palec miał się w nim jednak zatopić.
- Ale ty masz kurwa pecha - zaczął wreszcie, pocierając twarz dłonią, przez co ledwo go było słychać - żeby na tak nudnym sabacie zwrócić na siebie uwagę sił specjalnych. - Chociaż w gruncie rzeczy nie stało się nic. Ich plecy przeszył niby dreszcz żenady, ale to jeszcze nie był koniec świata - jakieś idiotyczne wspomnienie, o którym kilka razy przypomną sobie próbując zasnąć, a potem pewnie wypadnie im z głowy do czasu, kiedy nie spotkają się ponownie.
Papierosem się poczęstował. Miał w kieszeni munduru paczkę swoich, ale przecież kiedy mógł kogoś tak po prostu opalić, to się nie będzie chwalił. Na bogatego nie trafiło.
- Dzięki - powiedział, wyciągając do niego dłoń.
Korzystając z okazji, zmierzył go spojrzeniem, już tak na spokojnie. Przez jego myśl przemknęło, że może nie powinien go tak oceniać po wyglądzie, sam się tak przecież nosił jako dzieciak, a jest Aurorem. Gdyby tylko wiedział, że stał naprzeciw niego wampir śmierciożerca, zaśmiałby się głośno. Ale nie wiedział.
fear is the mind-killer.