Jeśli chciał wyglądać poważnie to mu się to udało. Sauriel odebrał go całkowicie poważnie. Odpowiedni człowiek na odpowiednim miejscu i jeszcze w odpowiednim czasie... zaraz, to przed chwilą nie była śpiewka na odwrót? Proszę bardzo, jak łatwo można było zmienić swój punkt widzenia w zależności od punktu siedzenia! Tak, miał pecha tutaj trafić (tak on jak i Alastor), ale jednocześnie był cholernym bohaterem Sauriela! Taki mały szacuneczek na dzielni, jakby Moody przyszedł teraz na Nocturna to nawet by go przeprowadził przez ulicę, o. Taki to był właśnie poziom wdzięczności, jaki wzrósł w wampirzej piersi. A jak wiadomo - jak kocha to rośnie. I podobno jak rośnie to boli. Nie, jak kocha to boli? A jak boli to koch... jakoś tak to leciało, nie ważne.
- Ay. - Prychnął ze śmiechu, kiedy mężczyzna mu obwieścił o pechu. - Czarne Koty już tak mają, to anglicy są pojebani, że myślą, że Czarny Kot przynosi szczęście. Chociaż ja bym powiedział, że czarne koty nie przynoszą nieszczęścia, po prostu uświadamiają ludziom, jak gówniane życie mają. - Jak już pisaliśmy - punkt widzenia, punkt siedzenia... i te sprawy. Przysnął różdżkę do fajki, żeby ją odpalić i też tego magicznego badyla użyczył Alastorowi. Skoro już go poczęstował to wykaże się dżentelmeństwem pełną parą, a co! I rzeczywiście trzymał tę różdżkę jak jakiegoś badyla a nie jak różdżkę w rękach czystokrwistego czarodzieja. - Więc jakiego ty masz pecha, żeby na nudnym sabacie trafić na zakazaną mordę bitą za przyniesienie kwiatuszków wnuczce? - Uśmiechnął się cynicznie, spoglądając z rozbawieniem z ukosa na mężczyznę. Kto tu w sumie miał większego pecha? Się tak można było przerzucać. Jeszcze parę sekund i naprawdę będzie mógł o tym wspominać żartem. No i to dopiero była opowieść do kielona. Nie to, że trzymali cię w pięciu, a rozwaliłeś dziesięciu, nie! Babcia i nieporadna wobec niej ludność! Bo ani bandyta, ani ten znudzony glina nie mieli na nią mocnych! - Mój ty bohaterze. - Zakpił sobie trochę, a trochę mówił na serio. Bo było to całkiem zabawne, jak bezbronny człowiek był wobec takiej babci, która połamałaby się od byle mocniejszego pchnięcia. Tak, dzięki wszystkim bogom, że stało się jedno wielkie nic. Lepiej, żeby sabat pozostał nudnym sabatem. Bo ten następny już miał się popisać na nieszczęście całego świata odrobinę większym impetem. Nagle nikt się nie nudził. Choć zapytany Sauriel o to, czy warto było szaleć tak odpowiedziałby, że to nie ma dobrze czy niedobrze. Że mógłby poszaleć bardziej, ale Śmierciożercy uznali, że nie stanowi ich głównej siły. Ale! To przyszłość! I o to miał się również dopiero w tej przyszłości pieklić. Na razie ramię w ramię jarał sobie fajeczkę z Moodym, żeby przepalić to poczucie zażenowania i o nim szybko zapomnieć. Cynizm, sarkazm i ironia w wydaniu ironia były doskonałymi na to broniami.
- Dzięki za nie robienie z tego afery. nie to, żebyś wyglądał, jakby ci się chciało, ale już widzę obrońców uciśnionych staruszek, którym się coś uwidziało. - Kiedy Moody mierzył Sauriela spojrzeniem, ten spoglądał na sam sabat, by zaraz spojrzeć na niebo i cienie, które rozciągały się pod ich nogami. Dzięki bogom cienie. By spojrzeć na ludzi, których nawet nie lubił, a jednocześnie za nimi tęsknił. Za tą chwilą, kiedy przechodzili z cieni na promienie słońca. Za uczuciem ciepła na policzkach i chwilami, gdy dotyk drugiej osoby nie palił, a dla drugiej strony nie był nieprzyjemnie mroźny, jakby dotykał samej Śmierci. Na całe szczęście panowie wiedzieli o sobie tyle, że lubili palić papierosy i nie lubili marnować energii na żenujące sytuacje z babciami. A to już całkiem sporo, prawda? - Zajebiście to by wyglądało w papierach. Artykuł 217*, punkt pierwszy - kto uderza człowieka i narusza jego nietykalność cielesną podlega karze grzywny. - Prychnął znów i pokręcił głową. I nie, to nie był przypadkowo podany numer artykułu ani nawet nie przypadkowe zacytowanie. Ale dla wygody po chuju będzie raport. - Agresywna babcia użyła narzędzia w postaci laski do rzekomej obrony wnuczki, ława przysięgłych wnosi o umorzenie... - Czy gadał do Alastora czy już bardziej do siebie pozostawało do interpretacji drugiej strony. Brakowało mu trochę tego. Takich... paplanin. Więc gadał, kiedy miał okazję. Ludzkość nie przybliżała się do niego - tylko oddalała. Bo on jedyne, w co wkraczał, to głębszą ciemność.
Taki kurwa krawędziowy był właśnie Sauriel.
*sorka, w prawie angielskim nie mam obeznania nawet jak się w nim poruszać, odwołuję się więc do polskiego xD więc: tutaj wstaw poprawny cytat z angielskiego czy coś kappa
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.