Trzymał jeden pierścionek, srebrny, tak w ramach śmiania się w twarz przesądom, i obracał go w palcach. Z jednej na drugą, z prawo na lewą... Zwykła obrączka - nie posiadała na sobie żadnych wielkich ozdobników, jedynie kilka wyżłobionych kresek tworzących symetryczny rys. Nie było to nerwowe. Raczej całkiem leniwe. Monotonny, powtarzalny ruch, który teraz wyglądał prawie jak zaklinanie, czy pocieranie lampy dżina. Proszę, proszę, spełnij życzenie. Takie myśli jednak nie przecinały jego głowy. Żadna myśl za bardzo tej głowy nie barwiła. Zastanawiał się trochę nad tym, że naprawdę powinien upiec ciasteczka. I że mieli chyba zdobyć przepis na czekoladę od Nory. Albo to on miał? Czekolada... żadna nie będzie tak dobra jak u tej cukierniczki. Ale robienie babeczek wtedy... było zabawne. I chociaż smakowo tych Nory nie przebijały to w pewnym sensie były najlepszymi babeczkami na świecie.
Spojrzał na nią z ukosa, kiedy powiedziała, że też dobrze wygląda, a potem na samego siebie. Może powinien tak już chodzić? Może czas... dorosnąć? Zmienić jakoś swoje życie? Niby że "na lepsze"? Stać się bezpośrednim powiernikiem tej wielkiej wiary w świat czystej krwi, skoro był tak głęboko zanurzony w sprawy Śmierciożerców? I takim sposobem z "na lepsze" przechodziliśmy na początkowe "niby". To, co lepsze dla jednego niekoniecznie było lepsze dla drugiego. Ale nad tym czarnowłosy nie dumał. Fakt jednak był taki, że chyba naprawdę warto było sięgnąć po... cokolwiek. Dążyć do celu. A ten zdawał się całkiem na wyciągnięcie ręki - gdyby tak zamiast ciągle pod kimś służyć... sięgnąć po władzę? Zabrać dla siebie część Nocturnu, na trwałe odcisnąć tam swoje kocie łapy?
- Mówisz... - Mruknął w zamyśleniu. Na jego ręku wisiała bransoletka od Victorii. Zawsze tam była. - Może powinienem tak zostać. - Podzielił się przemyśleniem, które mu wpadło do głowy. Tak zostać - znaczy przy takim stylu, nie że w tych samych ciuchach już na zawsze. Ygh. To by było obrzydliwe. Nawet jeśli wampiry się nie pociły.
Słuchał jej. Tę apatię przecięło zainteresowanie i spoglądał na nią, kiedy szli spokojnie uliczką wcale nie śpiesząc się do samej Nory. To nie było ważne, czy opowiadanie o dniu dzisiejszym akurat było pasjonujące, czy mówiła, że zjadła dżem, który chciały jeść langusty, ale nie mogły. A kiedy dotarła do ostatniego i puenty to jego twarz nawet przyozdobił uśmiech i prychnął cicho, przymykając na moment oczy.
- Ja pierdole... - Ciężko było mu sobie wyobrazić taką sytuację, ale już miny osób, które takie zażalenie przyjmowały były w jego zasięgu. - O kurwa... - Uniósł dłoń do twarzy, by położyć ja na niej z cichym plaśnięciem, bo to był facepalm w slow motion. - Sra do doniczek... animag... może to Brenna. - Zsunął palce z powiek i zerknął na towarzyszkę z lekkim smirkiem, takim zaczepnym. No w końcu psem to była, więc... może po prostu kogoś nie lubiła? Żeby tylko jemu na wycieraczkę nie nasrała...
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.