Jeszcze nie odbył rozmowy na temat pierścionka, który Victoria nosiła, ze swoim ojcem. Nie dlatego, że coś się w jego poglądzie na sprawę zmieniło. Nie myślał o tym. Ich rozmowa, jej łzy, kiedy siedzieli w tym ogrodzie przy kawie, ciastkach i whiskey (nigdy więcej kawy z taką ilością alkoholu, obrzydliwe), to wszystko coś znaczyło. Przekonywało do tego, że nie mogą tak żyć. I z całą pewnością nie mogą dopuścić do tego ślubu, bo to było jak samobójstwo. A przynajmniej nie dopóki miało to tak chory wydźwięk i wyraz, jak teraz. Małżeństwo z wampirem było chore i zwyrolskie od samego początku, ale potrzebna była odwaga, siła i uświadomienie sobie tego, jak bardzo jest to złe, żeby naprawdę zdecydować się na prawdziwą walkę. Już tamtego dnia, kiedy się o to pokłócili, kiedy wykrzyczał, że idzie zerwać zaręczyny pomyślał właśnie o tym - żeby się zabić. Że wtedy znikną wszystkie problemy. Caluśkie. Świat stanie się chociaż trochę lepszym miejscem. Tym nie mniej było jak było. Wszystkie przyszłe plany musiały cierpliwie poczekać na swoją kolejkę, bo tak jak w jeden dzień Rzymu nie zbudowali, tak ten mały świat musiał powstać ze swoich ruin.
- Ay, Różyczko. Czaję. - Nie wyłapał tego, że to zabrzmiało jakoś niepoprawnie, nie miał do tego głowy, nie trzymał go nastrój - jeszcze. Ale kiedy tak się poprawiła to pojawił się przebłysk uśmiechu na jego facjacie. Mógłby powiedzieć, że przecież zawsze wyglądał dobrze, albo że już mu mówiła, że on się jej podoba, więc nie było teraz czego się wstydzić, ale nie, nie tym razem. Rzeczywiście niekoniecznie panowała tutaj atmosfera całkowicie głupkowatych i pozbawionych jakichkolwiek granic żartów. Dobrze jednak wyczuła, bo może nie było to z jego strony bezpośrednie pytanie, ale skoro się dzielił myślą to w zasadzie zagajał ją też o to. Czy to faktycznie dobry pomysł. I tak, robił to Sauriel, który w piździe miał zdanie całego świata, a jak coś się komuś nie podobało i po jednym ostrzeżeniu dalej krytykował to miał łamany nos w najlepszym wypadku. Ale słowa Victorii wziął sobie do serca. Na pewno wyglądał tak poważniej. Może to naprawdę dobry krok, zostałby takim... ojcem chrzestnym. Stworzyłby swoją własną, mało-wielką mafię. Całkiem fajna idea.
- Może ten mąż uciekał z jej sypialni, jakoś musiała wyjaśnić sąsiadce, że tak naprawdę mąż jej nie zdradza. - Albo raczej - wcisnąć kit tej sąsiadce. Jeśli zamiarem Victorii było sprowokowanie mózgu Sauriela do tego, żeby wypełnił się kolejnym połaciami syfu, dziwnych myśli i skojarzeń to jej się to udało! Rzeczywiście go tą bzdurą obudziła, nie bez powodu czytał te dziwaczne czasopisma mimo tego, że nawet nie wierzył we wróżby i wszystkie te inne pierdy. Ona się zaśmiała, a on uśmiechnął szerzej, odpowiadając na jej spojrzenie. Lubił jej uśmiech. Lubił jej śmiech i to, jak błyszczały jej wtedy oczy. Chciał, żeby była zadowolona, szczęśliwa. Żeby pozostała tym jasnym promykiem i...
I złapał ją delikatnie za ramiona, kiedy tak na niego poleciała, niekoniecznie wzruszony ciężarem tej kruszynki. Zatrzymał się, spoglądając jednak nie na nią a na prowodyra tego zamieszania. Victoria krzyknęła "STÓJ", a chłopak się nie zatrzymał. Za to Sauriel puścił Victorię i wyrwał do przodu za złodziejem.
Na Sauriela
Akcja nieudana
Sukces!
Na złodzieja
Sukces!
Slaby sukces...
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.