Puścił się biegiem za złodziejem. Gdyby tak szybko nie uciekał pewnie ograniczyłoby się do "kolego, przeproś"... Sauriel się przyzwyczaił do tego, że zazwyczaj przepraszali i nieszczególnie musiał się starać. Zakazana morda robiła swoje. Może nienajbrzydsza, przynajmniej w oczach Victorii (na szczęście), ale nadal - zakazana. Ale nie ograniczyło. Ten uciekał, a Sauriel w zasadzie nie zdążył dobrze zaskoczyć co się dzieje i o co chodzi, ale znał aż za dużo takich numerów. Potrącają kobietę, myśląc, że niewinna - oo, tutaj... o ja pierdole, kolego! Ale ty będziesz miał dzisiaj chujowy dzień. Kradzież portfela był zupełnie niewart tego, że pewnie zapamięta to spotkanie do końca swoich dni. Może zmieni pracę? Zawód? Oby zmienił. Albo oby go Victoria aresztowała. Ach, ten paradoks, kiedy ratunkiem było dla ciebie więzienie... jedna osoba już z tego ratunku skorzystała i nie wróciła na Nocturn. Niestety jego koledzy nie byli tak mądrzy, żeby oddać się w ręce prawa.
Tego samego przedstawiciela prawa, który właśnie w swojej złości rzucił za nimi butem.
Odległość była błyskawicznie zmniejszana i Sauriel już dobrze wiedział, gdzie mężczyzna biegł. Chudy szczur mógł się ukryć tylko na Nocturnie. Naprawdę czarnowłosy nie miał ochoty tam wpadać a potem jeszcze nie daj Merlinie straciłby go z oczu w tych gównianych alejkach, których tam było w pizdu, albo w tych kanałach, gdzie kwitło życie mimo wszelkiej logice, że ludzie przecież w takich warunkach taplać się nie powinni. I kiedy złodziejaszek już chciał skręcać w kolejną alejkę Rookwood wpadł na niego z całym ciężarem swojego ciała. Złapał go i siłą rozpędu polecieli na ziemię. Gdyby ktoś pytał, czemu wszystkie dżinsy Sauriela były poprzecierane to nie było to celowe niszczeni krawca, tylko tak się to właśnie miało - w końcu wampir lądował na kolanach z jakiegoś powodu i zaczynała się szarpanina... Więc tak, tym razem również przejechał na kolanach kawałek, lądując na mężczyźnie. Chciał mu przypierdolić od razu w ryja, ale ten był zadziwiająco wręcz zwinny. Mężczyzna zrzucił z siebie Rookwooda i kopnął go pod żebra, wyzwalając się całkowicie z jego uścisku. Zabolało. Na tyle, że czarnowłosy przez jedną sekundę został na ziemi, kiedy tamten już skoczył na równe nogi.
Sauriel
Sukces!
Slaby sukces...
Złodziej
Sukces!
Sukces!
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.