• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Śmiertelnego Nokturnu v
« Wstecz 1 2 3 4 Dalej »
[1.06.1972] Lorraine & Stanley & Sauriel | DZIEŃ DZIECKA

[1.06.1972] Lorraine & Stanley & Sauriel | DZIEŃ DZIECKA
Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#10
05.10.2023, 14:24  ✶  

- Rawr. - Zrobił leniwy ruch dłonią, naśladując koci ruch łapą, kiedy Lorraine zapytała Stanleya o oswojenie. Niektórzy mieli nawet wątpliwości, czy był szczepiony, co dopiero oswojony. Przyganiał wąż kotu. Lorraine była tak daleka zawsze od oswojenia, jak tylko się dało. Leciała ze swoim życiem, a wędrówka pod prąd wydawała się jej nie kosztować wysiłku. Tak się prezentowała przynajmniej z zewnątrz i był pewien, że za taką chciała uchodzić. Symptomy bólu? Zero. Osamotnienia, żalu? Nic. Jej twarz potrafiła wyrażać całe gamy emocji, przekrój przeróżnych barw, ale nie można było tam znaleźć słabości, którą można było złapać za gardło, żeby przyprzeć ją do ściany. Ewentualnie on nie szukał zbyt uważnie, bo... czemu miałby? W szkole gotów był pogonić tych, którzy jej dokuczali, aktualnie się to nie zmieniło - pozostała sympatia z dawnych lat. I kiedy tak rozmawiali, kiedy mogli mówić o zmianach, dorastaniu, kiedy ona powiedziała, że wcale się tak nie zmienił to w zasadzie mógł powiedzieć, że ona też nie. Czego za to był pewien to to, że te ich "zmiany" zmieniły jedynie to, że ze sztywnego stelażu kłamstw i udawania wpoili sobie te zachowania jak swoje własne. Handlarka marzeniami i informacjami i ten zły gość, którego mijasz drugą stroną ulicy. Świat ich takimi namalował. Czy chcieli być tak malowani? Tak jak nigdy nie sądził, że Stanley chciał utknąć w miejscu swojego życia, w jakim był. Przysłoniętym płachtą śmierci matki i ciesząc się z tego, że można było komuś zadać ból. Świat obdarł ich z niewinności, zanim jeszcze zrozumieli, czym niewinność jest.

Może i Stanley nie był jego bratem z krwi, ale kuzynem (dalszym) już jak najbardziej. Zresztą nawet jeśli by nim nie był to i tak by go traktował jak takiego. Krew mu była potrzebna tutaj do niczego. Nie wierzył w więzy silniejsze niż te budowane na wzajemnym szacunku i sympatii. Że niby krew gęstsza niż woda? Że niby rodzina najważniejsza? Bujda. Wszystko to tkwiło w głowie człowieka i tam się zakopywało głęboko, bo tak cię przyuczano. Ale z naukami można było walczyć. Z tymi złymi przyzwyczajeniami. Brzmi pięknie? I cholernie nieprawdziwie. Mimo to Sauriel gotów był stanąć nie za swoim ojcem czy za Chesterem, ale właśnie za Stanleyem. Jego wierność nie była kładziona tam, gdzie związywały się linie żył, a tam, gdzie tę krew można było przelać za drugą osobę.

Lorraine była przepiękna i adorował jej charakterek. Jak zostało powiedziane - rozmawiało się z nią na zupełnie innym poziomie, co nie oznaczało, że nie dostrzegał w niej kobiety. Bardziej jednak Stanley mógłby się wypowiedzieć o jej bystrym spojrzeniu, przenikliwych oczach, kuszących ustach i łabędziej szyi. O drobnym kształcie ciała, które idealnie pasowałoby do męskiej dłoni. Bardziej - bo Sauriel podziwiał piękno zarówno męskie jak i żeńskie z daleka od niemal zawsze. Bez potrzeby dotykania go, doświadczenia. Nie to, żeby nigdy nie poddał się pokusie, ale teraz to już nie miało najmniejszego znaczenia. Może kiedyś, może w innym życiu, czar tej jasnowłosej wiedźmy zadziałałby z o wiele większym urokiem. Co zdziałał za to teraz to to, że mimika Sauriela zmieniła swój wyraz jak za dotknięciem magicznej różdżki, kiedy wypowiedziała pamiętne słowa dotyczące jego narzeczonej. Gniew. Ciało Sauriel napięło się, nieco pochylił głowę - teraz już mogła liczyć mruganie swobodnie. Bo przestał mrugać. Przestał w ogóle się ruszać, wpatrując w Lorraine jak wilk patrzył na łanie, czy czarna pantera obserwowała gazelę. Piękną istotę - ale koniec końców ograniczającą się do relacji ofiara-łowca. Nie chciał pokazywać nadmiernie w tej dzielnicy, że zależy mu na Victorii, ale właściwie nie było się z czym nadmiernie kryć - był z tym zresztą kiepski, kiedy coś go podkurwiało. Zapytacie, czy było się o co podkurwiać? W zasadzie nie. Ale gdyby Lorraine nie była kobietą, tylko facetem, to Sauriel wyjaśniłby rękoczynami, że nie mówi się źle o jego narzeczonej i tym bardziej nie wypowiada się o jej piździe. Przesunął głową okrężnym ruchem, jakby chciał rozruszać kark, wyrywając się z tego bezruchu i napięcia, które wspięło się po nogach i dotarło do samej czaszki.

- Księżniczko... podziwiam twoją zdolność do wyprowadzania mnie z równowagi. - Wyciągnął leniwie jeden kącik ust pod nosem i trochę się rozluźnił, lustrując ją spojrzeniem. Rzeczywiście - jeśli były jakiekolwiek ułudy co do elegancji Lorraine to ta własnymi paluszkami (usteczkami!) zgasiła tę świeczunię sprawiając, że teraz tylko dym osnuwał pomieszczenie i plątał się pomiędzy ich spojrzeniami. Może to była jakaś prowokacja z jej strony, która miała sprawdzić jego reakcję? Jeśli tak to całkiem udana. Wnioski zaś wyciągały się same. Biorąc pod uwagę, że była osobą, które informacje zbierała była też ostatnią, której chciało się mówić za dużo. W końcu nie będąc stałym klientem jak można liczyć na to, że informacji o tobie nie sprzeda? Infobrokerzy takich gwarancji nie dawali - to by im tylko utrudniło życie. Chyba że ktoś miał wystarczająco silne argumenty - ocieplacze, jak to ładnie określił Borgin, nimi co prawda były, ale nie na wszystkich działały. Szczególnie nie na takich, którzy mieli plecy. Czy miała je Lorraine - tego nie wiedział.

- Gościu. - Spojrzał z ukosa na Stanleya, z prychnięciem rasowego kota, patrząc na niego z lekkim niedowierzaniem, ale i rozbawieniem. - Pomyliłeś biura. Zajmij się reklamą. - To była zdecydowana przesada, że był aż tak dobry, chociaż uważał się za dobrego. I gdyby miał się za takiego Boga to nie ciągnąłby Stanleya do pomocy, to było bardzo proste, prawda? W sile kupa, stety czy niestety. Mogli mieć do czynienia naprawdę z bandą gamoni, ale nawet i banda gamoni da radę, kiedy obsiada jednego. W gruncie rzeczy sekret tego, czemu Sauriel radził sobie tak dobrze wcale nie tkwił w tym, że był tak zwinny, silny, czy szybki. Ale to był już jego faktyczny sekrecik, o którym wiedzieli tylko nieliczni. Stanley się do nich zaliczał. Zastanawiał się teraz, czy to, co padło właśnie z ust Mulcibera vel Borgina było wynikiem faktycznych przemyśleń, mocnego przemalowywania jego osoby, czy może formą żartu. Ewentualnie po prostu mierzył innych swoją miarą, a biedny Staszek to dobrze go klepnąć i już się zaraz połamie.

Moralność? Zbytek. Balast, który został wyrzucony, a Sauriel przesiąknął czarną magią, która zadomowiła się w jego oczach i przylepiła do skóry. Widział wiele śmierci. Zabrał zbyt wiele żyć. Śmierć przychodziła z kosą, a on ze swoimi kłami i pazurami. Byli na Nocturnie. Udawanie tutaj świętego, że śmierć cię obrzydzała, było jak pieprzenie się dla cnoty. Nie było czego udawać. A czarny humor umierał jako ostatni wbrew twierdzeniu, że najpierw umierała nadzieja. Sauriel prychnął śmiechem na wspomnienie o tym, że rzucanych kurw i innych przekleństw do wazonu nie wstawią. Jaka szkoda... Na pewno byłyby równie piękne co żonkile i magnolie piękniące się na parapetach możnych.

Przechylił głowę i uniósł jedną brew na stwierdzenie, że po ich wizycie tamci mogą stracić głos. Ano. Mogą. Dlatego też chciał i potrzebował infobrokera. Lorraine mogła naprawdę mu przynieść wielkie nic. Nie wątpił w jej kompetencje - została polecona. Gdyby przyniosła to "nic" to cieszyłby się może nawet bardziej niż gdyby przyniosła "wiele". Brak informacji oznaczałby, że towarzystwo po prostu pokłóciło się ze Stanleyem... nie tym Stanleyem, tym drugim Stanleyem... i tyle. Żadnego głębszego dna, żadnych głębszych zatargów. Jeśli jednak coś przyniesie to, och, cóż... wtedy trzeba się tym zająć. Rozeznać dokładnie, z kim trzeba się dogadać, komu podlizać, kogo znienawidzić, a kogo wyprosić grzecznie z dzielnicy. Z tym ostatnim niekoniecznie grzecznie i niekoniecznie wyprosić konkretnie z dzielnicy. Wyproszenie ze świata też mogło być. Problem w dużej ilości trupów sprawiał, że przyciągało to uwagę psów z Ministerstwa. Co prawda ci mieli ręce pełne roboty i najmniejszym problemem było zaginięcie jakichś pierdół, którymi nikt się nie przejmował i nikt i tak nie zapaliłby znicza na ich grobie, ale nadal - piętrzą się trupy, rośnie uwaga. Dlatego żarty żartami, ale nawet zabicie tych tutaj niekoniecznie było rozwiązaniem. TO znaczy... niekoniecznie zabicie wszystkich.

Sauriel podniósł się i spojrzał na Stanleya. Czy już jest nietrzeźwy? Po Borginie naprawdę ciężko to było często stwierdzić. Czasami gadał i zachowywał się tak, jakby cały czas był przy cycu matki, która zamiast mleka miała w nim whiskey. Albo cokolwiek innego, co zawierało w sobie procenty.

- Będę czekał na pocztę. - Podszedł do jej biurka i pochylił się nad nim, żeby oprzeć się o niego ciężką ręką. I pochylić do samej Lorraine tak, że ich twarze znalazły się prawie na jednej wysokości i... złapał pergamin i pióro, żeby zapisać jej adres. Swój adres. - Buziaczki, Matko Chrzestna Nocturny. - Ewentualnie Księżniczko. - Idziemy. - Rzucił do Stanleya i skierował się do drzwi, by jeszcze na odchodne machnąć leniwie ręką w powietrzu na pożegnanie do kobiety.


Koniec sesji


[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Lorraine Malfoy (3267), Sauriel Rookwood (4141), Stanley Andrew Borgin (1965)




Wiadomości w tym wątku
[1.06.1972] Lorraine & Stanley & Sauriel | DZIEŃ DZIECKA - przez Sauriel Rookwood - 20.09.2023, 16:14
RE: [1.06.1972] Lorraine & Stanley & Sauriel | DZIEŃ DZIECKA - przez Stanley Andrew Borgin - 20.09.2023, 21:26
RE: [1.06.1972] Lorraine & Stanley & Sauriel | DZIEŃ DZIECKA - przez Lorraine Malfoy - 21.09.2023, 22:36
RE: [1.06.1972] Lorraine & Stanley & Sauriel | DZIEŃ DZIECKA - przez Sauriel Rookwood - 22.09.2023, 11:04
RE: [1.06.1972] Lorraine & Stanley & Sauriel | DZIEŃ DZIECKA - przez Stanley Andrew Borgin - 25.09.2023, 19:44
RE: [1.06.1972] Lorraine & Stanley & Sauriel | DZIEŃ DZIECKA - przez Lorraine Malfoy - 30.09.2023, 00:09
RE: [1.06.1972] Lorraine & Stanley & Sauriel | DZIEŃ DZIECKA - przez Sauriel Rookwood - 30.09.2023, 15:52
RE: [1.06.1972] Lorraine & Stanley & Sauriel | DZIEŃ DZIECKA - przez Stanley Andrew Borgin - 01.10.2023, 19:13
RE: [1.06.1972] Lorraine & Stanley & Sauriel | DZIEŃ DZIECKA - przez Lorraine Malfoy - 04.10.2023, 21:41
RE: [1.06.1972] Lorraine & Stanley & Sauriel | DZIEŃ DZIECKA - przez Sauriel Rookwood - 05.10.2023, 14:24

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa