05.10.2023, 23:01 ✶
Temat związany z chorobą żywych trupów spędzał jej sen z powiek, odkąd tylko miała w swoich rękach Tori i Louvaina. Zamówiła kilka książek z Nowego Orleanu od starych znajomych, odwiedziła bibliotekę i przetrzepała wszystkie swoje prywatne tomiska, zarówno legalne, jak i te potępione przez społeczeństwo, sięgające nekromancji. Wierzyła, że w tym odłamie oraz w wysysających duszę stworzeniach rodem z Limbo znajduje się odpowiedź, której szukała.
Sowa od Atreusa wywołała u niej odrobinę ekscytacji, sprawiła, że zostawiła czytany tekst i tworzącą się właśnie notatkę, aby odpisać natychmiast i zaprosić go w swoje progi. W domu była tylko Migotka, ojciec załatwiał sprawy w procie lub gdzieś na szlakach morskich, blondynka nie była pewna. Bulstrode był dla niej kolejnym źródłem informacji, mógł dać jej zupełnie nowe dane, które mogłaby porównać z tymi zebranymi od Lestragne'ów. Wzmianka o metalowym stole sprawiła, że uśmiechnęła się pod nosem, słysząc niemalże w głowie głos, którym wypowiedziałby to u nich w biurze, gdyby jak zwykle, zjawił się po raport. Słyszała, że trochę oberwał, więc informacje o tym, że poza byciem żywymi zwłokami, co było fascynujące, nieco ją uspokoiła. Zawsze lubiła jego oddanie pracy i skrupulatność, była przecież tak samo zaangażowana.
Otworzyła mu po kilku sekundach, lustrując go mimowolnie wzrokiem i skupiając spojrzenie jasnych, błękitnych tęczówek na jego własnych, pozwoliła sobie na krótki uśmiech.
- Jak zwykle punktualny. - zaczęła z odrobiną pochlebstwa w głosie, bo sama nienawidziła się spóźniać. Cofnęła się, ruchem dłoni zapraszając go do środka rezydencji. Była zadbana, chociaż urządzona w klasycznym stylu i ciemnych barwach, ojciec nie pozwalał na remonty odkąd zmarła matka. Korytarz więc przywitał go ciemnobrązową podłogą i zieloną tapetą na ścianach, pozbawionych zbędnych zdobień — wisiało tam jedynie lustro, wieszak oraz obraz jakiegoś krajobrazu. Wnętrze przez swoją obszerność, a zwłaszcza wysokość, zdawało się nieco chłodne. - Dobrze Cię widzieć, wejdź, proszę. Napijesz się czegoś?
Zaproponowała, zamykając za nim drzwi i pozwoliła, aby luźno zapleciony warkocz srebrnych włosów, opadł jej na plecy, kołysząc się delikatnie. Miała na sobie jasną, nieco luźniejszą koszulę o perłowych guzikach i ciemne spodnie z wyższym stanem, wszystko nienagannie wyprasowane. - Podczas tegorocznego Beltane dużo się działo, co? Słyszałam trochę. Jak się czujesz?
Kontynuowała, prowadząc go w stronę szerokiego zejścia — z dwóch stopni, ale jednak — prowadzącego do obszernego salonu z wielkim kominkiem, regałami pełnymi ksiąg i ciemnym, ale miękkim wypoczynkiem. Na stoliku przed głęboką kanapą tkwiły już dwie patery, jedna ze słodkościami, a druga z kanapkami, na wypadek, gdyby Bulstrode był głodny. Migotka była cudownym skrzatem, zawsze dbała o gości i Cyna bardzo ją sobie ceniła. W pokoju znajdował się również barek z pokaźną kolekcją alkoholi jej ojca, które zwoził z całego świata. Najwięcej było jednak rumu. Nachyliła się, zamykając książkę leżącą na oparciu fotela, wsuwając pomiędzy strony piórko, jako zakładkę.
Sowa od Atreusa wywołała u niej odrobinę ekscytacji, sprawiła, że zostawiła czytany tekst i tworzącą się właśnie notatkę, aby odpisać natychmiast i zaprosić go w swoje progi. W domu była tylko Migotka, ojciec załatwiał sprawy w procie lub gdzieś na szlakach morskich, blondynka nie była pewna. Bulstrode był dla niej kolejnym źródłem informacji, mógł dać jej zupełnie nowe dane, które mogłaby porównać z tymi zebranymi od Lestragne'ów. Wzmianka o metalowym stole sprawiła, że uśmiechnęła się pod nosem, słysząc niemalże w głowie głos, którym wypowiedziałby to u nich w biurze, gdyby jak zwykle, zjawił się po raport. Słyszała, że trochę oberwał, więc informacje o tym, że poza byciem żywymi zwłokami, co było fascynujące, nieco ją uspokoiła. Zawsze lubiła jego oddanie pracy i skrupulatność, była przecież tak samo zaangażowana.
Otworzyła mu po kilku sekundach, lustrując go mimowolnie wzrokiem i skupiając spojrzenie jasnych, błękitnych tęczówek na jego własnych, pozwoliła sobie na krótki uśmiech.
- Jak zwykle punktualny. - zaczęła z odrobiną pochlebstwa w głosie, bo sama nienawidziła się spóźniać. Cofnęła się, ruchem dłoni zapraszając go do środka rezydencji. Była zadbana, chociaż urządzona w klasycznym stylu i ciemnych barwach, ojciec nie pozwalał na remonty odkąd zmarła matka. Korytarz więc przywitał go ciemnobrązową podłogą i zieloną tapetą na ścianach, pozbawionych zbędnych zdobień — wisiało tam jedynie lustro, wieszak oraz obraz jakiegoś krajobrazu. Wnętrze przez swoją obszerność, a zwłaszcza wysokość, zdawało się nieco chłodne. - Dobrze Cię widzieć, wejdź, proszę. Napijesz się czegoś?
Zaproponowała, zamykając za nim drzwi i pozwoliła, aby luźno zapleciony warkocz srebrnych włosów, opadł jej na plecy, kołysząc się delikatnie. Miała na sobie jasną, nieco luźniejszą koszulę o perłowych guzikach i ciemne spodnie z wyższym stanem, wszystko nienagannie wyprasowane. - Podczas tegorocznego Beltane dużo się działo, co? Słyszałam trochę. Jak się czujesz?
Kontynuowała, prowadząc go w stronę szerokiego zejścia — z dwóch stopni, ale jednak — prowadzącego do obszernego salonu z wielkim kominkiem, regałami pełnymi ksiąg i ciemnym, ale miękkim wypoczynkiem. Na stoliku przed głęboką kanapą tkwiły już dwie patery, jedna ze słodkościami, a druga z kanapkami, na wypadek, gdyby Bulstrode był głodny. Migotka była cudownym skrzatem, zawsze dbała o gości i Cyna bardzo ją sobie ceniła. W pokoju znajdował się również barek z pokaźną kolekcją alkoholi jej ojca, które zwoził z całego świata. Najwięcej było jednak rumu. Nachyliła się, zamykając książkę leżącą na oparciu fotela, wsuwając pomiędzy strony piórko, jako zakładkę.