06.10.2023, 08:27 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 06.10.2023, 08:28 przez Cathal Shafiq.)
Powód, by nie spotykać się z Cynthią Flint, a raczej nie spotykać się z nią na dłużej niż kilka godzin, istniał jeden, bardzo poważny - i była nim praca. Wykopaliska trwały dopiero od około dwóch miesięcy. Cathal Shafiq spędzał tam większość czasu i nie powinien ruszać się z nich na krok. Przeorganizował jednak nieco swój kalendarz, przysiadł nad pracą noc albo dwie i ułożył grafik reszty ekipy tak, by teraz jego pomoc nie była im absolutnie niezbędna.
Ostatecznie był człowiekiem, który lubił robić dokładnie to, czego chce, a w tej chwili chciał spotkać się z Flintówną. Poza tym wioska stała w Walii od kilkuset lat i było wątpliwe, że dostanie nóg i przez parę dni gdzieś ucieknie, natomiast Cynthia mogła uznać, że nie, to nie i zaprosić innego chętnego. Czy by rozpaczał? Nie. Nie był człowiekiem ulegającym zwykle innym obsesjom niż chęci otworzenia starożytnych komnat, a Flintówna przynajmniej na razie nie zdołała go opętać. Czy byłoby mu trochę szkoda? Na pewno. Była intrygująca, a Cathal rzadko uważał kobiety za fascynujące - przypisywał je do konkretnych kategorii, nieczęsto spotykał jakąś, która się im wymykała i jeszcze rzadziej taką, którą faktycznie chciał zapamiętać. Może wynikało to z jego charakteru. Może trochę z choroby, przez którą w głowie miał każdą kobiecą twarz, jaką kiedykolwiek zobaczył, każdy uśmiech, każde wypowiedziane słowo.
Nie lubił się nudzić – z nią się nie nudził. Odkrywanie kolejnych elementów jej charakteru było jak rozwiązywanie skomplikowanej zagadki i wciąż interesowało go, czy ostateczny obraz, jaki się wyłoni, będzie równie intrygujący, jak dorzucanie do niego pojedynczych fragmentów.
Poza tym chciał wiedzieć, co takiego wymyśliła, aby go zaskoczyć. I nie mógł oprzeć się myśli krążącej po głowie, że właściwie sam chętnie zabrałby ją w jeszcze jedno miejsce - mimowolnie uciekając do przodu już poza to spotkanie. Co samo w sobie zdarzyło się mu może raz czy dwa w życiu.
- Sweter? Prawdziwi mężczyźni latem biegają bez koszuli, niezależnie od klimatu - zakpił lekko, gdy do niej podszedł, chociaż owszem, w przerzuconym przez ramię niezbyt wielkim, podniszczonym plecaku, bardzo mało "czarodziejskim", miał i cieplejsze ubranie. Shafiq spędził dość czasu na podróżach, aby wiedzieć, że należy przygotować się na warunki panujące w danym miejscu.
Widok statku go nie zaskoczył. Jakby nie było, Flintów kojarzono właśnie z wyprawami morskimi, a Cynthia wyraźnie chciała wybrać się gdzieś poza Anglię, skoro pisała o paru dniach i swetrze.
Za to widok pana Flinta był już pewnym zaskoczeniem. Wprawdzie Shafiq tego po sobie nie okazał, po prostu ścisnął jego rękę, dość mocno, nie na tyle jednak, by zdawało się to gestem nienaturalnym, ale do głowy przyszło mu pytanie, co ta mała diablica knuła.
- Cathal Shafiq. Stare kości to moja specjalność - powiedział jedynie, nie dając po sobie poznać i tego, że nie ma pojęcia, jaką wymówkę sprzedała mu Cynthia.
I on milczał, póki byli w zasięgu głosu mężczyzny, jak zwykle podając Cynthii ramię, gdy wchodzili na pokład. Dopiero kiedy odległość między Flintem a nimi się zwiększyła, pochylił się ku niej nieco.
- Tym razem wygrałaś - mruknął cicho. - Muszę przyznać, że spodziewałem się niemal wszystkiego, ale na pewno nie poznania twojego ojca.
Ostatecznie był człowiekiem, który lubił robić dokładnie to, czego chce, a w tej chwili chciał spotkać się z Flintówną. Poza tym wioska stała w Walii od kilkuset lat i było wątpliwe, że dostanie nóg i przez parę dni gdzieś ucieknie, natomiast Cynthia mogła uznać, że nie, to nie i zaprosić innego chętnego. Czy by rozpaczał? Nie. Nie był człowiekiem ulegającym zwykle innym obsesjom niż chęci otworzenia starożytnych komnat, a Flintówna przynajmniej na razie nie zdołała go opętać. Czy byłoby mu trochę szkoda? Na pewno. Była intrygująca, a Cathal rzadko uważał kobiety za fascynujące - przypisywał je do konkretnych kategorii, nieczęsto spotykał jakąś, która się im wymykała i jeszcze rzadziej taką, którą faktycznie chciał zapamiętać. Może wynikało to z jego charakteru. Może trochę z choroby, przez którą w głowie miał każdą kobiecą twarz, jaką kiedykolwiek zobaczył, każdy uśmiech, każde wypowiedziane słowo.
Nie lubił się nudzić – z nią się nie nudził. Odkrywanie kolejnych elementów jej charakteru było jak rozwiązywanie skomplikowanej zagadki i wciąż interesowało go, czy ostateczny obraz, jaki się wyłoni, będzie równie intrygujący, jak dorzucanie do niego pojedynczych fragmentów.
Poza tym chciał wiedzieć, co takiego wymyśliła, aby go zaskoczyć. I nie mógł oprzeć się myśli krążącej po głowie, że właściwie sam chętnie zabrałby ją w jeszcze jedno miejsce - mimowolnie uciekając do przodu już poza to spotkanie. Co samo w sobie zdarzyło się mu może raz czy dwa w życiu.
- Sweter? Prawdziwi mężczyźni latem biegają bez koszuli, niezależnie od klimatu - zakpił lekko, gdy do niej podszedł, chociaż owszem, w przerzuconym przez ramię niezbyt wielkim, podniszczonym plecaku, bardzo mało "czarodziejskim", miał i cieplejsze ubranie. Shafiq spędził dość czasu na podróżach, aby wiedzieć, że należy przygotować się na warunki panujące w danym miejscu.
Widok statku go nie zaskoczył. Jakby nie było, Flintów kojarzono właśnie z wyprawami morskimi, a Cynthia wyraźnie chciała wybrać się gdzieś poza Anglię, skoro pisała o paru dniach i swetrze.
Za to widok pana Flinta był już pewnym zaskoczeniem. Wprawdzie Shafiq tego po sobie nie okazał, po prostu ścisnął jego rękę, dość mocno, nie na tyle jednak, by zdawało się to gestem nienaturalnym, ale do głowy przyszło mu pytanie, co ta mała diablica knuła.
- Cathal Shafiq. Stare kości to moja specjalność - powiedział jedynie, nie dając po sobie poznać i tego, że nie ma pojęcia, jaką wymówkę sprzedała mu Cynthia.
I on milczał, póki byli w zasięgu głosu mężczyzny, jak zwykle podając Cynthii ramię, gdy wchodzili na pokład. Dopiero kiedy odległość między Flintem a nimi się zwiększyła, pochylił się ku niej nieco.
- Tym razem wygrałaś - mruknął cicho. - Muszę przyznać, że spodziewałem się niemal wszystkiego, ale na pewno nie poznania twojego ojca.